jesteśmy po zabiegu. Całośc trwała ok 20 minut. przyjechalismy z kotkiem do lecznicy, pan go wziął razem z transporterem, po 20 minutach mogłam go zabrac. kotek był wybudzony, ale taki jakby lekko nietomny, pan nawet powiedział, bysmy jeszcze chwilkę pobyli w lecznicy zanim on zupełnie nie oprzytomnieje. Chwilkę jeszcze poczekalismy, było widac, że kotek przytomny, ale mimo to strasznie oszołomiony leżał jak szmaciana lalka i tylko patrzył i oddychał i strzygł uszami :-) Jak tylko wyszlismy z lecznicy na dwór, jak wiaterek na niego powiał, to momentalnie podniósł głowę i zaczął się rozglądac.
Musiałam jeszcze do optyka wskoczyc małego iz abralismy Lucka ze sobą, bo bałam się go w aucie samego zostawiac i taki spacer gowną ulicą bardzo głośną chyba dobrze mu zrobił, bo momentalnie oprzytomniał i się rozglądał na tyle na ile pozwoliły szpary w transporterku.
U weta dzisiaj kolejka była okromna na 7 kotów 2 psy <mrgreen> <mrgreen> <mrgreen> ale na szczęście my bylismy umówieni. Zakropliliśmy go dodatkowo frontlainem i kupilismy tabletke bo czas na odrobaczenie jest i podamy mu ją w niedziele, bo wet stwierdził, że jak on po zabiegu poda, to kocuro może jej nie wchłonąc jak trzeba i może lek nie zadziałac jak powinien.
W domu koto momentalnie pokustykał do misek zygzakiem. Nasypałam mu suchej karmy. Podjadał i przysypiał nosem w misce. PO chwili obserwacji zabrałam mu suche i dałam mokre, bo kotto miał roblem z jedzeniem. niby brał do pyszczka kulki, ale niezbyt szło mu gryzienie i połykanie i przy probach po prostu kulki karmy mu wypadały z pyska, zaczynał nawet miałkolic nad miską, za to saszetkę swojego ulubionego miamora różowego dla kociaków sprzątnął bez problemów jak tylko wsadziłam 1/3 saszetki do miski. po jakims czasie podałam mu kolejną porcyjkę i znow opędzlował doc zsyta miskę. Za jakis czas podam mu resztke z saszetki, a mokre chyba wystawię dopiero jutro, by się w nocy nie denerwował, że mu jedzenie nie idzie i by się niepotrzebnie nie krztusił, bo momentami chrupki podczas prób przelykania mu sie cofały, a mokre nie.
Troszke chyba popuscił siku w momencie gdy przysypiał z nosem w misce z suchą karma, ale żadnych wymiotów nie stwierdziliśmy ani przed, ani po jedzeiu. Przed chwilką wysikał się do kuwety i to tyle...
Nadal jest lekko senny i otumaniony i chyba mu trochę cięzko jeszcze się chodzi bo majta tylnymi łapami czasami podczas chodzenia. Ale będzie dobrze, bo raczej już widac, że zapewne będzie.
Kastrowalismy u weta Lucka, którego do kastracji właśnie polecił nam hodowca. Od początku chodzimy do tego własnie, bo wczesniej nie mielismy "swojego" bo nie mielismy wczesniej zwierząt, a polecona lecznica na ul. Zbąszyńsiej w Poznaniu sprawdziła się doskonale. I moge polecac każdemu, zresztą tu na forum też są o niej bardzo dobre opinie.
Dzięki za rady przed kastracją dziewczyny
