Strona 8 z 25

: 24 lis 2010, 23:32
autor: Maru
Właśnie mieliśmy jazdę z małą. Znowu wlazła w kaktusa. Tym razem z konsekwencjami. Wyskoczyła z niego jak poparzona i wyraźnie zaczęła kuleć na tylną łapę. Zgarnęłam ją i oczywiście odkryłam powbijane kolce. Wyciągnęłam cztery, ale piąty wlazł tak głęboko, że za nic nie mogłam go chwycić. Chyba z godzinę się męczyliśmy z wodą z mydlinami (by trochę rozmiękczyć skórę), igłą, pincetą, lupą i latarkami. Jestem cała spocona. Mała też. Mała tak się darła, że aż duża zleciała z góry zobaczyć, co się dzieje i też się zaczęła drzeć. Po okropnym stresie i wysiłku całej naszej trójki (a raczej piątki) w końcu udało się wydobyć kolec, który nie dość, że był strasznie długi to jeszcze wszedł okropnie głęboko.

Mała jest wypłukana z mydlin, zdezynfekowana i szoruje mokre futro. Nadal kuleje, ale to raczej nic dziwnego skoro ten kolec cały wszedł jej w poduszeczkę. Zobaczymy jak będzie rano. Teraz spać.

: 25 lis 2010, 08:27
autor: Agathea
kaktusa trzeba będzie eksmitować, głaski dla małej :kotek:

: 25 lis 2010, 09:31
autor: kizior
:kotek:

: 25 lis 2010, 10:00
autor: bajewka
Jaki horror dla kota-wygłaskaj wygłaskaj i utul maludę :kotek:

: 25 lis 2010, 18:16
autor: Vanicca
Biedna Mała :-( :kotek: :kotek: ... Ja jeszcze przez przyjazdem mojej kruszynki pozbyłam się z domu wszystkich kaktusów.

: 26 lis 2010, 08:26
autor: Agnieszka7714
Biedna, musiało ją bardzo boleć. Wygłaskaj od nas kotka. :kotek:

: 26 lis 2010, 09:01
autor: Nina
No tak, kaktus to jednak nie fajna sprawa....współczuje małej. Głaski dla czekoladki!

: 26 lis 2010, 09:45
autor: Maru
Orodruina już znowu szaleje po domu jak pokręcona - diabełek mały. Przygoda z kaktusem poszła w zapomnienie już następnego ranka, choć najwyraźniej stres był straszny, bo obudziłam się z Orcio wtuloną ciasno w moje ramiona. Biedna mała. Na łapkę nie utyka, więc wszystko jest w normie. Tylko wczoraj wieczorem coś na mięsko nie miała ochoty (wciąż jeszcze męczymy porcję, którą do tej pory zajadała aż miło), bo trochę podziubała i zostawiła. Może jej się znudziło, bo miseczka z mokrym była wylizana do czysta i kamyczków też ubyło.

Kaktus zostaje w domu, bo właściciel stanowczo sprzeciwił się jego usunięciu, powiedział cytuję "bo on kwitnie". No i poza tym jest w tym domu dłużej niż moja starsza kotka - chyba już z 15 lat będzie - hodowany od maleństwa wielkości paznokcia (choć bynajmniej gigantyczny nie urósł). Tak więc pozostaje mi wymyślić jakąś osłonę na niego, bo niestety jest na tyle duży, że nie da się go nigdzie przestawić i musi stać na podłodze. Póki co mała go omija. Pewnie jeszcze kojarzy, że to tam było ała.

Czekoladowy diabełek ostatnio zadręcza biedną czarnulkę. Goni ją, atakuje, wskakuje na grzbiet. A duża ucieka, syczy, bulgocze i jest wyraźnie zestresowana :-( Pociesza mnie to, że chociaż je w miarę normalnie. Mniej niż zwykle, ale jednak je. Wczoraj Oro z takim impentem w nią uderzyła, że Pusia spadła kilka stopni ze schodów. No normalnie jakiś demon w malucha wstąpił. Szkoda, że Puśka nie potrafi się jej postawić. Ona jest strasznie łagodna i nie umie pokazać małej kto tu rządzi. Mam nadzieję, że w końcu da Orcio po głowie i ich stosunki się unormują :hammer:

: 26 lis 2010, 10:06
autor: Agathea
Może zastosuj feliwaya do kontaktu to może pomóc w procesie "docierania" się kotek...

: 26 lis 2010, 10:36
autor: Maru
Przyznam, że myślałam o Feliway, ale mam problem powierzchniowy. Taki dyfuzor jest skuteczny w pomieszczeniach 50-70m2. Pusia przebywa najczęściej w trzech sypialniach i salonie. Podłączanie dyfuzora w salonie jest bez sensu, bo salon ma dużo ponad 70m2. Jedynie mogę kupić 3 dyfuzory do wszystkich sypialnii po jednym, a to znowu wiąże się ze sporym wydatkiem :-(
Musze się nad tym zastanowić.

Czy to faktycznie daje jakiś efekt. Wczoraj minęły 2 tygodnie od przybycia małej, a duża jak była zestresowana, tak jest ;-(