Ale jesteście kochane <oops> Jak miło tu wrócić <klaszcze>
No macie rację, nie przechodzi mi z tym zakochaniem nic a nic <zakochana> chociaż dla równowagi od czasu do czasu mój mąż mnie wkurza, ale to chyba zupełnie zdrowy objaw, po 8 latach zwłaszcza <lol>
Nad morze nasze najpiękniejsze pojechaliśmy w ramach urlopu, bo bez morza naszego wogóle sobie roku żadnego nie wyobrażam :-) Potrzebuję tych sosen, tej plaży szerokiej, białej jak powietrza. Spacerów w wietrze po horyzont prawy albo lewy, w zimnie siedzenia i czekania na zachód słońca, upałów i leżakowania w bezruchu już niekoniecznie
Zdjęć kocich nie mam, jeszcze, utonęłam w pracy i praniu, obiecuję nadrobić zaległości. Na razie tylko dwa zdjęcia z powitania Loversona
Nie obyło się bez ofiar

Lucek rostanie z nami przypłacił podziabanym ogonkiem

Strasznie był smutny jak przyjechaliśmy, ogonek miał posklejany krwią, mina babci Tosi była nie lepsza, więc obawiałam się że to przytrzaśnięcie drzwiami. Chociaż wszystkie drzwi mamy tak ciężkie, że z ogonka po przytrzaśnięciu chyba nic by nie zostało, a tu jakby cały, tylko pokrwawiony i niedotykalski. W niedzielę nasz wet ogolił więc nieszczęsną końcóweczkę i znalazł ślady co najmniej 2 głębokich ugryzień małych ząbków, babcia może odetchnąć z ulgą <mrgreen> Zachodzę w głowę co się stało, podobno koty w piątek się pobiły pod tujami, ale Leosiek? Leosiek o wyglądzie aniołka? Leosiek, który Luckowi robi masaż plecków i liże go po łebku? Nie wiem... Ciężko mi w to uwierzyć. W okolicy naszych tuj jest sporo os, może któraś dziabnęła w ogonek Lucjana w ogon i sam sobie pogryzł starając się pozbyć bolącej zarazy?
