W sobotę myłam okna i jak się nie trudno domyślić ktoś bardzo mi w tym musiał pomagać, więc się nagimnastykowałam, żeby na Tobinka mieć oko, żeby mi do wiadra nie wpadł, żeby mu ogona nie przydeptać na parapecie i żeby nie wychodził na zewnętrzny parapet. Do czasu był w miarę grzeczny, aż nie zobaczył bąka w trawie i jak z procy wyskoczył mi na dwór <diabeł> łobuzor jeden
Na szczęście nie musiałam wyskakiwać za nim, bo Tż akurat przekopywał tuje i był na dworze, za to wpadłam na pomysł, żeby sprawdzić czy Tobinek wróci i przyniosłam suszonego kurczaczka z Cosmy i zagrzechotałam w oknie, to w 5 sekund Tobinek już był z powrotem na oknie, że nawet nie musiałam się fatygować po niego <lol>
U mnie stresu nie było, bo parapet mamy niziutki, jak wysokość blatu w kuchni, ale historia ta pokazuje, jak ważne jest osiatkowanie okien czy balkonów w blokach. Wystarczyła sekunda i nie udało mi się przytrzymać Tobinka, bo coś ciekawego zobaczył i od razu musiał na to zapolować. Tobinek wylądował na trawie i sam wrócił, ale inne koty, które mieszkają na wysokich piętrach mogą nie mieć tyle szczęścia, żeby zdrowo wyjść z takiej przygody.