Beatko, miś jest prześliczny i od początku bardzo mi się podobał, ale to wiadomo, czekolady są super!
Przychylam się jednak do opinii, że ciutkę brzusio mógłby być mniejszy, a przynajmniej nie powinien już rosnąć (wiadomo, zdjęcia nie oddają wszystkiego i ten sam kotek na 3 różnych zdjęciach może wyglądać inaczej, kwestia ułożenia ciała), ale jeżeli na żywo jest tak, jak na zdjęciach, to mały fitness nie zaszkodzi. Oczywiście nie ma żadnej wielkiej otyłości, nic z tych rzecz, ale lepiej dmuchać na zimne, żeby do niej nie doprowadzić, zwłaszcza, gdy kotek nie jest bardzo aktywny, bądź ma taką tendencję do nabierania tłuszczyku. Profilaktyka zawsze jest lepsza, bo odchudzić kota naprawdę jest ciężko, a niestety nerki, wątroba, serducho itd. z gumy nie są.
Uwielbiam puchate Brysie, ale chyba z wiekiem człowiek nabiera rozsądku, pamiętam początki z moją Allurką, jaka ona była chudziutka, wszystkie nasze koty, gdyby tylko mogły - najadałyby się do nieprzytomności, a Allurka 3 chrupki i po posiłku i wtedy chciałam, żeby jej "puchły" te boczki i puchły, oj najchętniej to bym jej w pyszczek upychała te kulki (rzecz jasna, tak z przymrużeniem oka) ale to przyszło samo, kiedy ustabilizowała się hormonalnie. Teraz wręcz co chwilę macam ją po brzuszku, czy sadełka nie ma, choć nie ma, ona z tych średnich jest. Natomiast moje wyczulenie, którego kiedyś nie miałam, bo przecie krągły kot to fajny kot, wzięło się z doświadczeń z pewnym buraskiem, rodzice przygarnęli go od takiej starszej Pani, która trafiła do szpitala, kobiecina karmiła go, jak potrafiła, kotek był baaardzo otyły, rodzice troszkę go odchudzili, ale nie wiem, może z 500-600 gr, to było tyle, co nic, więcej nie dali rady, kotek nie pożył im długo, nasz znajomy wet zrobił mu sekcję, wątroba, nerki... naprawdę ciężko opisać w jak tragicznym były stanie... ten obraz zapada w pamięć
A wracając do Wadelka - jaki on ma ogon!!! <zakochana>