Jeny, ale miałam dzisiaj sen...
W dużym skrócie, śniło mi się, że Kaliska zachorowała, ja nie mogłam dotrzeć z nią do weterynarza, nie wiem dlaczego ale byłam z nią w obcym mieście. Skończyło się tak, że mi uciekła z transportera, bo miał zepsuty zamek (inna sprawa, że transporter wyglądał jak wytłoczka na jajka

)
Koniec końców, sen był tak realistyczny, że obudziłam się z bólem serca, dosłownie. Wstałam, poszłam się napić, patrzę a Kaliska sobie zrelaksowana leży w łazience, wszystko jej opowiedziałam. Było ok. 2 w nocy. Wróciłam do łóżka i Kaliska przyszła zaraz za mną, wtuliła się we mnie i spała już tak do rana.

Co ciekawe, ona przychodzi czasem do mnie ale nigdy tak w nocy, zazwyczaj ok. 5 rano najwcześniej, jakby wiedziała, że potrzebuję jej obecności
