Skoro właśnie zostałam obudzona, to może opiszę budzenie a la Meg.
Meg oczywiście nie przesypia całej nocy tylko w okolicach 3.00-4.00 zbiera jej się na czułości. Nie ma przebacz: kota trzeba pogłaskać!
Budzenie nr 1.
Śpię sobie smacznie i nagle niespodziewanie czuję, że mi się jakieś zamoczone wodą wibrysy ocierają o policzek! Gdy zdarzyło jej się to po raz pierwszy o mało nie dostałam z wrażenia zawału serca.
Budzenie nr 2.
Następnej nocy, aby ustrzec się przed tym traumatycznym przeżyciem spałam na brzuchu, więc budzenie było bardziej wyrafinowane. Kotka usiadła sobie przy moim uchu i od czasu do czasu (całe dwa razy, więcej się nie da znieść) nachylała się wprost do mojej małżowiny usznej, aby wydać z siebie dźwięk: mmmmmrrrrrrr. Takie niewinne mruczenie wprost do ucha w absolutnej ciszy zamienia się w jazgot kombajnu na polu, traktorek staje się traktorem przejeżdzającym przez środek głowy i zgniatającym czaszkę. Ten dźwięk nieomal boli, za to gwarantuje 100% skuteczność. Każdy zbudzi się w środku nocy myśląc, że wyją syreny alarmowe, bo się pali.
Budzenie nr 3.
Kolejnej nocy spałam, więc z kołdrą na głowie, żeby przypadkiem, żaden stwór nie powtórzył mi takiego numeru. Niestety spod kołdry wystawały mi kończyny, więc śpię sobie smacznie i czuję, że coś mnie iska. Insekty mi wybiera ze skóry

, przeczesuje swoimi zębami każdy milimetr, który wystaje spod kołdry, potem wylizuje i przechodzi do następnego kawałka. Człowiek się przekręca z boku na bok, bo go to łaskocze, więc zamierzonego efektu nie ma. Co robi wtedy Kocinka? Zatapia mocniej kły! Ugryzła mnie po prostu. Myślę sobie: O nie, tak dalej być nie może, żeby własny kot człowieka tak traktował w środku nocy! Wyrzuciłam Kocinkę z sypialni zamykając za nią drzwi. I myśląc - o święta naiwności - że problem został rozwiązany.
Budzenie nr 4.
Tymczasem Meg bardzo, ale to bardzo się nie podobalo, że ona tam sama, podczas gdy w pokoju w którym śpi jej pani jest balkon i ptaszki na balkonie. Śpię więc sobie smacznie, a tu nagle słyszę bum. Huk straszny, wstaję, oczy przecieram ze zdumienia i znowu bum. Przestraszyłam się jak nie wiem co. Duchy? W moim domu straszy, ktoś szarpie za klamkę. Tymczasem Kocinka brała duży rozpęd, wyskakiwala w górę jak z procy i spadała prosto na klamkę, więc klamka się opuszczała, a wtedy piruet i tylnymi łapkami kopa w drzwi. I co? I kot dumny i blady z podniesionym ogonem wkroczył sobie do sypialni, jak gdyby nigdy nic. Poddałam się, przecież nie będę drzwi zastawiać krzeslami na litość bosą.
Budzenie nr 5.
Obecnie metody budzenia są bardzo mało wyrafinowane. Kocinka rozpędza się wskakuje mi na klatkę piersiową i skacze po niej jak po trampolinie. Nieraz jej się lapka omsknie i spada mi na głowę. Zmarlego by obudziła!
Kot osiągnął to co chciał. O świcie gdy moja podświadomość wyczuwa w okolicach łóżka kota, wysuwa się spod ręki kołdra i przez 5 minut głaszcze kota (kot podchodzi pod rękę) to jest tzw. funkcja drzemki w telefonie, daje po tym pospać jeszcze z 10 minut, a potem lunatykując trzeba odkręcić wodę w łazience i otworzyć balkon. Gdy tylko pojawi się pierwszy ptaszek, człowiek może z powrotem pójść spać, ma spokoj ... przez jakiś czas. Tylko się później dziwi dlaczego mu tak rachunki za wodę wzrosły! Ale kto by tam myślał o 4 nad ranem, żeby wrócić do tej łazienki i zakręcić kurek z wodą.
Czy wasze koty dwa razy dlużej i dziesięc razy głośniej przekopują w nocy i nad ranem żwirek. Moja Meg to jakby się najęła do pracy w kopalni. Zabawne, że w ciągu dnia zajmuje jej to ulamki sekund, ale nie wcale nie jest złośliwa. Skąd taki pomysł? To przecież taki słodki, kochany kotek!
