Dziękujemy z Maxem wszystkim bardzo serdecznie za trzymane kciuki

Pierwszy dzien. pierwszej wystawy kotów za nami.
Fajnie było, wystawa kocia trochę podobna do psiej, bo tez się długo czeka..

Maximusowi wycieczka nie przypadła bardzo do gustu, bo on jest ostrożny na nowe i nie zmienia się to jak zauważyłam, ale...na następny dzień może będzie lepiej. Tak było pierwszy raz z wizyta na działce, później już nawet na pokoje wychodził

Maxio był grzeczny u mnie na rękach i u sędziny na stoliku, uff

w klatce też leżał spokojnie. Miał swoje piękne stalowoszare firanki kryte klatkę od widzów, swój materacyk i kocyk, kilka zabawek z domu, nawet kuwetkę ze żwirkiem, która olał, nie chciał skorzystać, do domu zaniósł. Jeść tez nie chciał.
Dostał ocenę doskonałą i CAP ( pierwszy swój wniosek na Premiora), bo startował w klasie kastratów. Sędzina chwaliła wygląd Maxa - podobała jej się m/n jego sierść

, bo rzeczywiście jest bardzo gęsta. Zalecenia od sędziny to ograniczyć jedzonko Maxiowi

)
Jednym słowem chłopisko jest jak smok duży i włochaty, ale trochę gubi proporcje, bo jest w tzw. kondycji wystawowej jak to mówią sędziowie na psich wystawach

, jednym słowem grubas!
Od poniedziałku będziemy się z Maxiem oboje ograniczać, żeby nie było mu smutno samemu, mnie tez się to przyda

Przyjechaliśmy do domu, a goldenki z piskiem rzuciły się do mnie witając, a potem do Maxa jak tyko otworzyłam transporterek. Wymiziali się we troje a Max miauczał ocierając się o psy jak na rodzinę psio-kocię przystało

Tęsknili za sobą bardzo.
Maxi od razu wskoczył do kuwetki, potem micha w kuchni - z wodę do picia, a potem skok na komodę i sucha karma była cacy

, później dostał na przeprosiny od pańci wołowinkę podgrzana, a teraz śpi na podłodze, odpoczywając po strasznej wycieczce
