"Opieka nad chorym kotem w weekend"- krótki kurs dla ludzi
Aaaaa od piątku miałam jazdę bez trzymanki
Po powrocie z pracy zastałam armagedon: zwymiotowane suchym prawie w każdym pomieszczeniu, w kuwecie śmierdzące kupale, kociczka z utytłanymi portkami bo wycieranie doopki o dywanik w łazience i hamaczek na drapaku nie pomogło (stąd dodatkowe pamiątki na fotelu i kanapie) <shock>
Futro jak zwykle wita pańcię kilkoma przewrotkami, mruczy, ociera się, bawi a ja przerażona <strach>
Po poradach udzielonych przez veta dobę było bez wymiotów ale z biegunką a ja muszę do pracy na następne 24h <strach> <strach> <strach>
Zorganizowałam opiekę: sąsiadka miała zajrzeć wieczorem i dać kolejna małą porcję jedzonka, koleżanka w gotowości żeby jakby co zastąpić na dyżurze.
Wieczorne wieści na tel średnie

zwymiotowane w przedpokoju, ale zanim poprosiłam o zabranie jedzenia i zostawienie tylko wody Misza już wcięła mokre <diabeł>
Dzis od rana zero wymiotów, zero biegunek, w brzuszku pół puszki thrive kurczak z indykiem i 4 kawałki cosma snackies kura <tańczy> , chyba jeszcze jutro potrzymam na mokrym <idea>
Podsumowując: w weekend przerobiłam tyle z opieki nad kotem ile nie miałam okazji doświadczyć od kiedy Misza jest ze mną
I oby repety nie było <lol>