Oj dziewczyny, że sobie zażartuję, a nie przyszło Wam do głowy, że może lepiej niech facet odda swoje koty, a nie ja swoją Meg, co to za rada dla zakochanej w swoim rasowym kocie forumowiczki??? A teraz już na poważnie: Tak dziewczyny, nie tyle muszę, ale chcę się wprowadzić tzn. kocham swojego kota, ale bardziej od niego kocham swojego faceta. Tzn. cel jest taki, aby ani faceta ani kota nie składać w ofierze, wariant życie za życie nie wchodzi w grę

, wybieram opcję facet i kot mój oraz jego dwa! Razem trzy! To są moje priorytety. Już mieszkaliśmy długo osobno właśnie ze względu na koty, ale chyba nie należę do tych osób, które chcą swoje własne życie złożyć w ofierze. Ta opcja też odpada, więc skupiam się na rozwiązaniu. To co Wam opisałam to był tzw. stan wyjściowy, obecnie koty ukochanego zwanego od tej pory Panem K. są odrobaczone i zaszczepione. Pchły i kleszcze po nich nie chodzą, ale mają szansę znowu się pojawić, chociaż pilnuję by były szczepione regularnie. Z racji tego, że są to koty wychodzące. I teraz tak: mój plan jest taki, że na początek Meg będzie zamknięta w jednym pokoju razem ze swoimi drapakami, kocykami itd. Koty Igor i Wiktor będą sobie krążyć na około i na początku będą ją mogły podglądać przez okno i oswajać się z jej zapachem. Potem mam zamiar zamocować siatkę na drzwi i dokarmiać je po obu stronach siatki stopniowo zmniejszając dzielącą je odległość. I teraz zadzwoniłam do hodowli z której wzięłam kota i dostałam od pani Izabeli kilka cennych uwag, o których nie pomyślałam, a które bardzo mi się przydadzą, więc jestem za nie wdzięczna. Obciąć Igorowi i Wiktorowi pazury i wysmarować je Profenderem za łopatkami, ponieważ to jest substancja, która działa też na larwy pasożytów. Problem polega na tym, że każdy kot, który wychodzi i upoluje np. mysz (nie musi jej wcale zjadać, jaja pasożytów są na futrze) narażony jest na kontakt z wszelkimi chorobami. Myszy przenoszą wszelkie możliwe choróbska, którymi mogą zarazić ludzi. Wydaje mi się, że Pan K jest dobrym człowiekiem - co ja gadam, nie tyle mi się wydaje ile wiem to na pewno, ponieważ przygarnął koty Igora i Wiktora. Igor i Wiktor są dziećmi kotki rasowej, która niewykastrowana uciekła z domu i pokrył ją jakiś dziki kot. Potem koty zostały wyrzucone i Pan K. je przygarnął. Tak a propos mała dygresja ostatnio kolejny nowobogacki sąsiad pana K wyrzucił wykastrowanego, rocznego persa, ale na szczęście znaleźli mu już dom. Takich właśnie ludzi uważam, za mało fajnych, kupują kota całkowicie nieprzystosowanego do życia na wolności (człowiek mu to zrobił) z niedrożnymi kanalikami, którego trzeba codziennie czesać, który przez swoją spłaszczoną mordkę ma słabe szanse w polowaniu, a potem go wyrzucają na bruk, bo im się znudził. Ale porzucam te dygresję kto jest dobry, a kto nie i kontynuuje swój wątek, bo z tym mam problem. A teraz co zamierzam zrobić dalej. Pani Iza poradziła mi, żeby później wprowadzać koty pojedyńczo do Meg na jej terytorium, czyli do jej pokoju najpierw tego łagodniejszego wydaje mi się, że to kot Igor, a później kota Wiktora pojedyńczo, żeby razem nie tworzyły stada i żeby się na Meg nie rzuciły. Oprócz tego moje kochane koleżanki zaopatrzyłam się w lizynę, którą podaję Meg, żeby wzmocnić jej odporność. Poszukam jeszcze u weterynarza jakiś innych suplementów diety i zakupiłam też praparat Feliway. Dzięki za informację o dziale dokocenie, idę sobie poczytać może coś jeszcze znajdę ciekawego, co mi pomoże... Buziaki!
Ps. Zauważyłam jedną ciekawostkę jak obserwuję Igora i Wiktora. Bardzo mnie lubią, w końcu to ja przynoszę im tego pysznego tuńczyka i bawię się z nimi latającą wędką z piórkami. Zauważyłam, że Igor ma jakby jakieś problemy neurologiczne jak wodzi za tymi piórkami wzrokiem, to nie rusza płynnie głową, tylko jakby był robotem, ma jakieś takie kwadratowe ruchy głową. I kot Wiktor się nim opiekuje tzn. jak nasypię im pokarm do miski to jak podchodzi kot Igor, to Wiktor się odsuwa pod warunkiem, że nasypuję też pokarm do drugiej miseczki, to wtedy idzie do tej drugiej. Kot Igor, ten co ma problemy z ruchami głową przeważnie trzyma się blisko domu, jakby mógł to by wcale nie wychodził. Lubi nocować w domu i załatwia się do kuwety (która wstawiłam). Jest też kotem, który ciągle udeptuje i jakby mógł to by nie schodził z kolan i od czasu do czasu udaje mi się mnie polizać (ratunku, cały czas mam w głowie te pasożyty, robi to oczywiście znienacka). Zdradzę Wam w sekrecie, że moim celem jest zrobienie z całej trójki kotów niewychodzących, ale nie mówiłam hmm nie pisałam tego głośno, mam nadzieję, że pan K tego nie przeczyta!

Pan K należy do tego rodzaju ludzi, którzy uważają że ostatnim miejscem, w który powinien przebywać pies, albo kot jest łóżko człowieka. Natomiast kotem, który bardzo lubi patrolować okolicę i znikać na dłużej jest kot Wiktor, który żeby było śmieszniej jest mniejszy i chudszy od kota Igora. Kot Wiktor jest też mniej "dotykalski", chociaż ostatnio mnie zaskoczył, bo wszedł mi na kolana i zasnął. I bardzo, ale to bardzo lubi bawić się w polowania. Tutaj nie pozwala wykazać się kotu Igorowi, dopiero jak sam się wybawi i zmęczy łaskawie ustępuje pola. Cieszę się na wspólne mieszkanie, bo żywię głęboką nadzieję, że się polubią, albo będą się przynajmniej akceptować i tolerować, zrobię wszystko co w moje mocy, żeby tak było. Jak się uda, to zamieszczę zdjęcia całej trójki na razie osobno, ale będę na bieżąco zdawać relację.

<serce>