Bardzo Wam dziękuję za miłe słowa i za odwiedziny na stronie. Bardzo się z tego cieszę. <serce>
Jak już pisałam, rano otwieram Kocince balkon, żeby mogła podziwiać ptaszki, ale dzisiaj nie skończyło się tylko na podziwianiu. Obudził mnie jakiś straszny wrzask ptaków (srok dokładnie), jakby je ktoś obdzierał ze skóry. Niestety przeczucie mnie nie zawiodło, to Meg obdzierała je z piór!
Wskoczyła na moje łóżko z błyskiem oka jakiego jeszcze NIGDY u niej nie widziałam, a w zębach trzymała długie, czarne pióro wyrwane chyba sroce z ogona. <shock>
Taka akcja oznacza, że Meg osiągnęła już niepokojąco wysoki poziom perfekcji w polowaniu, co oznacza, że jej dalsze wizyty na balkonie stoją pod znakiem zapytania. Nie mam zamiaru przyczyniać się za pomocą Kocinki do zmniejszania populacji srok w okolicy. <kciukwdół>
Z drugiej jednak strony balkon to jej jedyna rozrywka. <hm> Nie wiem jak dała radę coś takiego zrobić, ponieważ balkon jest zabezpieczony siatką, a bardzo wysoko na górze pod balkonem sąsiada zawieszony jest karmnik dla ptaków. To jest jej koci telewizor, który uwielbia, ale myślałam, że w programie uczestniczy biernie!
Kocinka już zresztą, o mało co, dzisiaj się tym piórem nie udusiła. <strach> Nadziała się na dudkę, myślałam, że sobie przebije podniebienie. Zaraz jej to pióro zabrałam (a może jakieś pchły ptasie są na tym piórze, albo się czymś zarazi). Kocinka nie skojarzyła tego faktu i pewnie myślała że pióro utknęło pod łóżkiem, bo przez następną godzinę wsadzała łapki w szczelinę i robiła takie kółka jakby chciała je stamtąd wygarnąć wydając z siebie jakieś zawodzące miauki.
Zlitowałam się nad nią i oddałam jej pióro z powrotem ze spiłowanym zakończeniem. Wszystkie kupne zabawki z zooplusa mogą się schować. Latała z nim jak szalona przez resztę dnia, tarmosząc, gryząc wyrzucając je w powietrze. Wcześniej bez przerwy te pióro obwąchiwała i oblizywała oraz gryzła jakby to był kawał antylopy, z której można odgryźć kawał udźca. Dziki instynkt! Teraz leży na łóżku, a obok trofeum myśliwskie nakryte kocią łapą, żebym go przypadkiem nie zabrała.
Z trudem dochodzę do siebie po tym incydencie! Człowiek tak wysypuje te chrupki na miseczkę i już prawie zapomniał, że tu krwi potrzeba!