Re: Voldemort i Sméagol
: 20 lut 2014, 23:10
Wklejam bardzo przydatny post dotyczący zabaw kotów. Mam nadzieję, że Ci pomoże :-) :
Dorszka pisze: Na gryzienie nie wolno pozwalać. To jest zabawne jedynie dla gryzącego. Dorosłe koty się nie bawią, nie w takim znaczeniu, o jakim myślimy, jedyna zabawa, jaką znają koty, to ta w polowanie i upolowanie. To na pewno jest zabawne, ale jedynie dla polującego. Wiem, że ze swoimi poradami w tym względzie jestem tu w mniejszości, , wiem, że pokutuje mit o docieraniu się kotów i "ustalaniu hierarchii", ale jak sama nazwa mówi, jest to mit. I nie piszę tego z pozycji hodowcy nie zgadzającym się z innymi hodowcami, tylko z pozycji behawiorysty. O zabawie dorosłych kotów możemy mówić, dopóki nie dochodzi między nimi do kontaktu fizycznego. To znaczy jeden goni, goniony, gdy już się przestraszy, że może to jednak nie na niby, zatrzymuje się i odwraca - jeśli goniący również się zatrzyma, jest dobrze, niekiedy koty zamienią się rolami, pogonią w drugą stronę, i znów na taki sam znak zatrzymają - to jest w porządku. Gryzienie, szczególnie po łapach, nie jest już, niestety, żadną zabawą. W każdym razie nie dla gryzionego. I nie ma tu znaczenia, że "krew się nie leje". To już JEST agresja.
Jeszcze raz powtórzę, że kot bawi się jedynie w polowanie. To znaczy że zabawa jest, dopóki któryś z nich zgadza się być ofiarą. W pewnym momencie ofiara mówi "Stop", jeśli "drapieżnik" tego nie słucha, mamy bójkę. Zazwyczaj niestety, nie słucha, tak jest nakręcony świetną, jak dla niego, zabawą. Każda ganianka to potencjalna bójka, o ile jej nie kontrolujemy. Chyba, że mamy szczęście, i oba koty nie nakręcają się za bardzo. Niestety, to rzadkość, i nie jest to nic złego, to po prostu kocia natura. Są koty uważne, które szanują swoje granice, i nigdy się nie nakręcają na tyle, żeby się nie zatrzymać, gdy goniony się zatrzyma, ale to rzadkie przypadki. Takim rozwiązaniom możemy pomóc, organizując odpowiednio otoczenie, czyli jeśli goniony może gdzieś wskoczyć, schować się, itp, to często naturalnie "wygasza" pościg. Lepsze są półeczki od budek, bo po wskoczeniu do takiej kryjówki przez gonionego może się okazać, że polujący una to za świetny obrót zabawy, można teraz zapolować "przez dziurę", co dla zablokowanego kota jest ogromnym stresem.
Nie wiem naprawdę, jak to jeszcze dokładniej wyjaśnić, wydaje mi się zawsze, że robię to klarownie, robiłam to już mnóstwo razy. To jak zabawa w berka, jeśli dobiegniemy do czegoś tam i krzyczymy "Zamawiam!", goniący ma nas puścić. Wyobraźcie sobie, że tego nie robi. Co czujecie i jak się zachowujecie? Dla większości kotów polowanie jest tak fajne, że nie słyszą tego "Zamawiam". Jeśli "wybiegamy" je z zabawką, oczywiście jest dobrze, bo instynkt "mordowania" jest zaspokojony. Wybawiamy, po solidnym wybawieniu karmimy, i... mamy szansę nawet na chwilę czułości w postaci wzajemnego wylizywania się, bo po jedzeniu jest mycie. To są te chwile bliskości, na które koty sobie pozwalają, jak przyjście do nas na mizianki, jedne na więcej, inne na mniej.
Na wspólnym terenie na stałe mam 7 kotów (Fado z przyczyn oczywistych nie jest razem z kotkami, Clara z przyczyn różnych też nie, ona nie potrafi żyć blisko innych kotów), i nie ma między nimi zabaw z kontaktem, poza kociętami, ale one muszą się jakoś nauczyć, że ugryzienie boli, że jak ktoś piszczy, to trzeba go puścić, itp,. i kocięta nie boją się, że coś im się stanie. Ale nawet kociętom nie pozwalam na zbyt długie zapasy, i jeśli widzę, że ktoś bardzo, ale to bardzo chce mordować, biorę wędkę, i go wybawiam. Przy okazji też cała resztę, bo kocięta, w przeciwieństwie do dorosłych kotów, nie ustępują sobie w pogoni za piórkami <lol> Koty dorosłe ganiają się u mnie często po półkach, ale nie dopuszczam do kontaktu. Teraz już nawet nie muszę tego pilnować, bo nie nabrali złych nawyków. Gdy tylko słyszę ganiankę, jestem przygotowana, wędki na długich drucikach mam zawsze pod ręką, i gdy zobaczę błysk mordu w czyichś oczach, natychmiast przekierowuję jego uwagę na zabawkę, i wybawiam do utraty tchu. Koty uczą się tak szybko, że nawet, gdy nie mogę natychmiast wziąć zabawki, a widzę, że krew w żyłach ruszyła, wystarczy, że zawołam mię kota, i jest "zastopowany", co daje obojgu chwilę oddechu i opamiętania. Nie wiem, co to futro na podłodze, a koty nie mijają się, stale kontrolując nawzajem swoje ruchy. No może z wyjątkiem układu Gatta-Borgia, one są stałe w uczuciach, ale w tej chwili mają tyle ścieżek, na których się nie mijają, że spojrzenia spode łba trafiają się bardzo rzadko. I na spojrzeniach się kończyWzięcie drugiego kota nie zwalnia nas z obowiązku zabawy, w przeciwieństwie do udzielanych na forum beztrosko rad, że drugi kot rozwiąże problem nudy tego pierwszego; wręcz przeciwnie, tym bardziej musimy im ją zapewnić, żeby nie bawiły się swoim kosztem. Niestety, wiele osób nie widzi tego kosztu, wydaje im się, że skoro nie leje się krew to jest OK. W jakimś wątku przelotnie przeczytałam o tym, jak dwa koty wypychały się z rozety, jeden wypadł, wyładował się na trzecim, i towarzyszyło temu rozbawienie piszącego. Nie widziałam w tym nić zabawnego, wręcz przeciwnie, to prosta droga do odwiedzenia za jakiś czas wątku "Nagła i niespodziewana zmiana stosunków między kotami". W przypadku ogromnej większość tam piszących zmiana nie jest ani nagła, ani niespodziewana, jest jedynie eskalacją tego, co oglądali na co dzień, ale przecież krew się nie lała. Prawda jest taka, że jak już się leje, to na ogół mamy pozamiatane. Szansę na zmianę mamy dopóki do tego nie dopuścimy. Bo nawet, jeśli się nigdy nie poleje, bardzo trudno jest nam potem dostrzec związek pomiędzy kotem żyjącym w stałym napięciu, czy ten drugi mnie zaraz zaczepi, czy dziś da mi spokój, a jego różnymi, nawracającymi, trudnymi do wytłumaczenia problemami zdrowotnymi.






