Strona 10 z 25

: 02 gru 2010, 11:18
autor: Maru
Mi też jest oczywiście szkoda Pusi i przykro mi, że czuje się odrzucona. Już dawno nie włączała dla nas traktorka, a ja to mam zupełnie u niej przechlapane ;-( Najwyraźniej uznała mnie za sprawcę swojego nieszczęścia, bo jak tylko wezmę ją na ręce to syczy wściekle i natychmiast się wyrywa. Najwyraźniej jest typem kota, który nie chce mieć za towarzystwo innego kota i najlepiej jest jej samej, jednak nie sądzę, żeby przybycie drugiego kota sprawiło, że „cały świat jej się zawalił”. Zawsze wydawało mi się, że przywykła do zmian, bo w ciągu swojego życia 5 razy się przeprowadzała i tak na prawdę miała już 3 właścicieli. Do tego przez kilka lat mieszkała z psem i dlatego miałam nadzieję, że z drugim kotem też jej się ułoży. Dalej mam taką nadzieję. Kiedyś w Warszawie w jednym z moich studenckich mieszkań odwiedzał nas dorosły brytek sąsiadów i Pusia bardzo dobrze na niego reagowała. Nie syczała, chętnie siedziała w jego pobliżu (np. ona na fotelu a on pod nim) i nawet czasami dawała mu łapą po głowie :->
Może tu chodzi o to, że Orodruina jest małym kociakiem, który jej dokucza i dlatego Pusia tak źle ją znosi. Na dodatek ponieważ Orodruina dostaje RC dla kociąt, to Pusia, która jej podjada z miseczek jest cała w strupkach, bo ma okropną alergię na karmy RC i strasznie się po nich drapie. To na pewno nie poprawia jej nastroju. Biedna czarnulka ;-( Musimy jak najszybciej wykończyć tego RC i przestawić małą na inną karmę. Już teraz mieszam RC z innymi, tak żeby jak najmniej go było w miseczce.
Wczoraj przyszedł Feliway i już jest podłączony w sypialni, gdzie Pusia zwykle sypia w dzień. Mam nadzieję, że to ją trochę uspokoi. Mimo wszystko wydaje mi się, że jakieś minimalne zmiany na lepsze jednak są. Wczoraj po raz pierwszy od przybycia Orodruiny przyszła do mojej mamy na kolana :kotek: W prawdzie na krótko, ale za to dwa razy :-) Pewnie podobało jej się, że mama złajała Oro za dokuczanie jej :-P

: 02 gru 2010, 12:09
autor: Sonia
Biedna Pusia. Ja myślę, że ona tak reaguje na Ciebie, bo masz na sobie zapach małej koteczki. Powinnaś chyba jak najczęściej głaskać obie panny na przemian, żeby ich zapachy się wymieszały.

: 02 gru 2010, 12:31
autor: Maru
Wymieszanie ich zapachów to nie taka prosta sprawa. One najczęściej śpią w różnych pomieszczeniach, a co gorsze jedna na piętrze, a druga na parterze. Bieganie w górę i w dół żeby przenieść zapach może być dosyć problematyczne. Robię to, kiedy tylko są w tym samym pomieszczeniu. W tym celu najlepiej głaskać głowę prawda? Tam koty wydzielają najwięcej zapachu? Z drugiej strony mała sypia na fotelu dużej i wchodzi też na innych członków rodziny, a Pusi to chyba nie przeszkadza, bo i tak wraca na swój fotel i na innych tak nie syczy jak na mnie.

: 02 gru 2010, 13:45
autor: Dracanka
Hmm,jakby pomóc...
A może spróbowałabyś zaaranżować ich wspólne spędzenie czasu,na dużych powierzchniach to może być pomocne.Ja też miałam trudne dokacanie choć krótkie,ale naczytałam się dużo.
Poleca się poznać koty ze sobą,może spróbuj robić sesje nawet po 15minut dziennie,np przenieś się z obiema pannami na piętro lub dół,ale ogranicz możliwość ucieczki,może nawet spróbuj w jednym pokoju,bawić się,albo dawać smakołyki,dużo gadać,gadać,gadać...
Sama znasz mozliwości w domu,znasz tez Puśkę,której to trudniej podporządkować się niż młodej.Wydaje mi się,że póki Pusia bedzie miała możliwość "świętego spokoju" i unikania małej,będzie to robiła.Wiadomo,że mała Oro jest teraz fajniejsza,bo jest mała,bo jest kociaczkiem,bo jest nowa,śliczna i kochana.Ale dla Pusi dramat,ona na pewno tęskni za wami,za normalniścią,taką jaką zna.Koty to bardzo poukładane stworzenia.
Spróbuj jakoś je ze sobą poznawać,nie chodzi o bieganie góra-dół by mieszać zapachy :-D Mozna je mieszać jak panny są blisko....
To Ty jesteś Panią,bierzesz koty i próbujesz.Może się i krew nie poleje.
Żeby mogły się polubić muszą też i swoje koty podrzeć.
Ale najważniejsze to obie muszą widzieć,że TA DRUGA też JEST.Że ta druga też Was obchodzi,że są DWIE,nie jedna pieszczoszka.
Wiem co piszę,wiem że to koszmarnie trudne,miałam podrapane do krwi ręce od wyrywania się starszego kota,który normalnie jest oazą spokoju,i weź tu tul a jednocześnie pod nogami stoi i płacze biedne małe coś,bo nie wie co się dzieje...
Często się mówi,że koty same sobie poukładają między sobą,może i tak.
Moim zdaniem samo się nic nie zrobi,szczególnie jeśli tak jak piszesz,one mogą się unikać,bo mają warunki i nie muszą wcale się próbować polubić.
Życzę Ci wytrwałości i znalezienia dobrego patentu na te dwie baby :-?
Na pewno coś wymyślisz,jakis zloty środek.Najważniejsze to działać :kotek: :kotek:

: 02 gru 2010, 14:58
autor: Agathea
Zawsze można małą wsadzic do transporterka i postawic w pokoju gdzie urzęduje Puśka, obwącha przybysza zapozna się z zapachem, potem zamienić je miejscami. Czytałam gdzies o tym w książce spróbuje znaleźć na dniach ten rozdzial i jakos podesłać Ci skany :) Tylko jakbym się nie odzywała to proszę przypomnij się :) sklerozę mam

: 02 gru 2010, 15:35
autor: Anulka
Pusia już ma swoje lata, pewnie dlatego ciężko jej zaakceptować drugiego kota w domu.
Tyle lat jedyna pieszczocha, terytorium tylko jej, właściciele też.
A teraz musi się dzielić ;-)) .
Trzymam kciuki za przyjaźń tych dwóch pięknotek :-)

: 02 gru 2010, 17:04
autor: mały królik
pomysł z transporterem wygląda ciekawie, może jak Pusia zobaczy, że mała siedzi zamknięta i jej nie zagraża to się trochę odstresuje w jej obecności. i mama niech może częściej jakoś ostentacyjnie broni Pusię przed małą żeby czuła kicia, że ma sprzymierzeńca w domu :-)

no i dalej trzymam kciuki za powodzenie akcji <ok>

: 03 gru 2010, 15:28
autor: Maru
Jak poradziła Dracanka spróbowałam z sesją 15 min Pusia vs. Orodruina w zamkniętym pomieszczeniu. Zabrałam obie dziewczynki i masy smakołyków do sypialni, w której Pusia często sypia (jest tam też teraz podłączony Feliway). To chyba najlepsze miejsce w domu na takie sesje, bo nie ma tam żadnej szafy, na której Pusia mogłaby się schronić i wszędzie jestem w stanie jej dosięgnąć (ależ to strasznie brzmi - jakbym była jakimś oprawcą). Zabrałam Pusię na łóżko, a Orodruina zainteresowana zaraz sama do nas przyszła i zaczęłam przekupstwo smakołykami. Puśka cała się trząsła z nerwów i zjadała smakołyki w szalonym pośpiechu bez gryzienia praktycznie cały czas sycząc równocześnie na małą, która wystraszona gniewem dużej, choć wciąż z nami na łóżku, dosyć niechętnie zajadała swoje ciasteczko. Głaskałam obie na przemian, by trochę wymieszać ich zapachy, ale oczywiście Pusi w końcu udało się wyrwać z moich objęć. Straszliwie była zdenerwowana. Jak oszalała wskakiwała na telewizor i z powrotem na podłogę i tak w kółko pojękując pod zamkniętymi drzwiami. Ona już chyba sobie gardło zdarła od tego wiecznego syczenia, bo już nie miauczy, tylko wydaje takie dziwne skrzeczące dźwięki. Oro wyraźnie bardzo by chciała zaprzyjaźnić się z dużą i choć Pusia robiła straszną awanturę mała cały czas próbowała do niej podejść. Cały czas chodziłam za Pusią i ją głaskałam na przemian z małą. Nadstawiała głowę do głaskania, ale jak jej dotykałam to zaraz skrzeczała lub syczała. Czyli chce się głaskać, ale nie chce zapachu Orodruiny. Niedawno kupiłam im na próbę kabanosy dla kotów i odkryłam, że obu szalenie zasmakowały. Właśnie tym kabanosem byłam w stanie namówić Pusię na zejście z telewizora i podejście do Orodruiny. Nos w nos zajadały swoje patyczki i tylko Oro stopniowo odsuwała się ze swoim najwyraźniej bojąc się, że duża jej zabierze. Oczywiście obie pochłonęły je w szalonym pośpiechu. Na koniec usiadłam pod drzwiami w ten sposób uniemożliwiając Pusi tkwienie pod nimi i pozwoliłam, by Oro trochę za nią pochodziła. Tym razem mała nie próbowała na nią polować. Po prostu podchodziła i chciała ją powąchać. Oczywiście Puśka syczała ile wlezie. Tak więc pierwsza sesja za nami. Była pełna wrażeń i nerwów. Spróbuję znowu dzisiaj choć nie wiem na ile ja to psychicznie wytrzymam. Tym razem wezmę ze sobą piórka, choć to bawi tylko małą, bo duża jest takim dzikusem, że się piórek boi. Po tym doświadczeniu trochę się bałam, że Pusia nie będzie chciała już spać w tej sypialni, ale dziś rano znowu ją w niej znalazłam, czyli wszystko w porządku. Wróciliśmy też do starego porządku z karmieniem. Wcześniej Pusia była karmiona późnym porankiem przez mamę, ale ponieważ mała chce jeść zaraz jak wstanę (wstaję dużo wcześniej niż reszta rodziny), to ja zaczęłam karmić też Pusię, żeby nie czuła się pominięta, gdy tylko mała dostanie miskę, a ona nie. Jednak ta zmiana wyraźnie Pusię denerwowała i od kilku dni znowu mama ją karmi i jakby trochę się uspokoiła. Chyba raczej nie przeszkadza jej, że mała dostaje pierwsza miskę. Zapewne nawet nie jest tego świadoma, bo przez tę pogodę śpi dłużej i nie wstaje o tej samej porze co ja w przeciwieństwie do Orodruiny.

Spróbuję też pomysłu Agathei z transporterkiem choć to na razie nie jest możliwe. Pożyczyłam swój znajomej, którą niedawno ożeniłam z małym kocim przybłędą no i teraz są na etapie sterylizacji, i szczepień więc oni bardziej go potrzebują niż ja, a swojego się jeszcze niestety nie dorobili. Do tego Pusia nienawidzi transporterka i jak go widzi, to się chowa, więc nie mam pewności, że odważy się do niego podejść. Jedną rzecz zauważyłam. Kiedy podstawiłam Orodruinę pod nos Pusi, gdy ta siedziała na szafie, to nawet okazała pewne zainteresowanie i ostrożnie niuchała. Najlepiej jeszcze jeśli nie widzi głowy Orcio. Jak się Orcio tylko odwraca, żeby zobaczyć co tam ją obwąchuje, to Puśka odskakuje. Może powinnam częściej przynosić jej Oro do wąchania?

: 03 gru 2010, 21:46
autor: Dracanka
Obawiam się,że pomysł z transporterem może się nie udać skoro kicia się boi.Przewertowałam poradniki,poleca się transporter...ale nie wydaje mi się,że warto straszyc Puśkę.Nie jestem wyrocznią,jakby co...ale wydaje mi się,że to dobry pomysł z "dawaniem Oro do obwąchania":) na marginesie-ja daję kotom obwąchiwać wszystko,daje wlezc do torby z zakupami,wszędzie.wiem,ze reagują strachem na wszystko co nowe,a po powąchaniu to mija,więc cos w tym musi być. Pamietaj by duzo gadac,po imieniu czy tak jak lubią.. nie stresuj się,bo te gady wszytko wyczuwają. Przeczytalam jeszcze,ze trudne dokacanie moze trwac miesiącami,wydaje mi się,ze takie 10min dziennie full kontaktu przyniesie więcej korzyści niż szkód,więc raczej warto kontynuować,lepszy taki plan niż żaden:)

: 03 gru 2010, 22:25
autor: Maru
No dzisiaj siedziałyśmy godzinę w tym pokoju. Było równie źle jak wczoraj. Puśka nawet zamachnęła się na mnie łapą, ale "na postraszenie" a nie na serio, choć to i tak wielka agresja jeśli chodzi o nią. Ona praktycznie nigdy na nas łapy nie podnosi. Jedyny postęp był taki, że po jakiś 30min wskoczyła na łóżko, gdzie ja się ułożyłam zrezygnowana jej bulgotaniem i awanturą i położyła się na "swoim" kocu w okolicy moich stóp. Oro zaraz położyła się w pewnej odległości za nią i tak leżałyśmy we trzy na tym łóżku przez jakiś czas. Niestety jak spróbowałam ją pogłaskać, postraszyła mnie łapą i uciekła :-(

Nasz vet stwierdził, że jak za dwa tygodnie nie będzie lepiej (jedzie na tyle na urlop), to normalnie da Puśkę na kocie antydepresanty.