Molly pisze:W dalszych miejscowościach pewnie nie byłoby problemu - Kraków, Tarnów, tylko muszę mieć świadomość jeśli zdecyduję się na taką zmianę to co zrobię jak się kotu coś stanie i trzeba będzie natychmiast pomocy, wtedy Ci nasi będą ok??
Może źle rozumuję myśląc w ten sposób, ale dla mnie byłoby to zupełnie nie na miejscu.... wybór lekarza, dla ludzi czy dla zwierząt to na długo, więc jak zmiana to już całkiem i na zawsze.
Molly, rozumiem, że sytuacja z wyborem jest trudna. Nie zgodzę się jednak z twierdzeniem, że
wybór lekarza, dla ludzi czy dla zwierząt to na długo, więc jak zmiana to już całkiem i na zawsze.
Ja mam trzech lekarzy, wszyscy są bardzo dobrzy, ale z różnymi sprawami jeżdżę do różnych, bo rozumiem, że nie ma specjalistów od wszystkiego. A gdy pojawił się nowy problem, z Jabbarem, poszukałam czwartego. Do jednego z moich lekarzy jeżdżę 30 km. Z tym samym kotem z inną sprawą jeżdżę do moje pani weterynarz, z którą współpracuje mi się doskonale, ale nie waham się pojechać do innego lekarza, gdy mam jakieś wątpliwości. Lekarz rodzinny też nie jest jedyny i na zawsze, przecież potrzebujemy specjalistów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie da sobie wyciąć wyrostka lekarzowi rodzinnemu. To naprawdę nie jest tak, że porada u innego lekarza to jest jakaś zdrada. Najważniejsze jest dobro kota a nie światopogląd czy umiejętności lekarza.
Wiem, jakie rozterki przechodzi każdy przy wyborze terminu kastracji. Przechodziłam je, jak każdy, i to bardzo długo. Na pewno jednak nie lekarz był czynnikiem, który by mnie powstrzymał. Jeden z mojej trójki jest przeciwny kastracji w terminie, w którym ja ją wykonuję (tzn. moja pani doktor

). Ale jest też przeciwny czekaniu do pierwszej rui, więc pewnie za kilka lat, kto wie.... Kastruję więc koty u kogoś innego. Co nie przeszkadza nam nadal współpracować, a mój lekarz ukradkiem obserwuje rozwój moich wcześnie kastrowanych kociąt, i niejako - inaczej trochę patrzy?
Wiem, jak trudno jest wybrać lekarza, sama zapłaciłam wysoką cenę za konowała, który, nota bene, złych opinii w necie nie ma (sam pisze?). Wiem też jednak, że strach jest złym doradcą, i jeśli się nie próbuje, nie ma szansy na znalezienie kogoś, kto będzie nam w pełni odpowiadał. I tak, jak napisałam, weterynarze też mają swoje specjalności, ktoś może być doskonałym "internistą", ale niekoniecznie dobrze czuć się w chirurgii czy ortopedii.
Obserwujcie Effy, nie wiem, czy nie byłoby jednak bezpieczniej dać jej hormonów na wyciszenie, i od razu zabieg - teraz zaczyna się sezon na marcowanie, oby nie okazało się, że po trzech dniach ciszy rozpocznie się kolejna rujka. No ale tutaj znów skazani jesteście na lekarza.