Domia Arget Bri*Pl i D*Szmaragdowa Igła Quamar vel Karmelek
: 03 lip 2011, 15:45
I stało się nareszcie to na co wszyscy czekalismy tak bardzo. Dokocenie. Wczoraj przybyła do naszego domu cudna szylkretka z hodowli Argetbri. Kiedy zobaczylismy ją pierwszy raz na wystawie w Krakowie- ujęła nas urodą , a z tego co wiemy nie tylko nas bo nawet i panią sędzinę, która nie szczędziła miłych słów pod jej adresem.Ale nie uroda jest najważniejsza w tym wypadku bo zostaliśmy w jeden dzień powaleni na kolana niezwykłym charakterem koteczki. Jest po prostu przesłodka, przylepa kochajaca mizianki, tulenie i noszenie na rekach. Mruczy cało czas jesli tylko widzi w poblizu jakiegoś człowieka- mruczy chodząc, śpiąc, jedząc- mruczy calutki czas. Jest niezwykle proludzka i wypieszczona za co należą sie głębokie ukłony w stronę fantastycznych hodowców , którzy stworzyli kotom tak ciepły dom , że nie chce sie z niego wychodzić. <pokłon>
Bardzo baliśmy się pierszego zetkniecia malutkiej z naszą rezydentką Nutą. To okazało się łatwiejsze i łagodniejsze niż mozna było się spodziewać. Domisia zaraz po wyjściu z transporterka zaczęła mruczeć i zwiedzać domek od dołu do góry oczywiście pod czujnym okiem rezydentki, której oczy o mało z orbit nie wypadły, ale obserwowała wszystko z dystansu a dezaprobatę dla sytuacji wyraziła głebokim "buuuu" wydobywającym sie gdzies tam z brzucha ( widoczna na górze zdjęcia)


Domia - na którą wołamy już Domisia nie przejmujac się zupełnie fochami czarnej zjawy rozpoczęła zabawę z wędką, która trwała do późna w nocy. Dała popis swojej niespozytej energii , zręczności i wprawiła nas w zdumienie, bo spodziewalismy się, że kociak nieco zmęczony podróżą pójdzie spać wczesniej


Zabawa trwała i trwała, aż ku rozpaczy rezydentki Domisia postanowiła zawłaszczyć drapak w całości i tam w końcu postanowiła usnąć i przespała spokojnie całą noc
( z jej panem w śpiworze na podłodze żeby kotek nie czuł się samotny gdyby sie obudził w nocy ale o tym miałam nie pisać
)


Dzisiejszy dzień pełen był wrażęń tak bardzo, że nikt nie zdążył zrobić zdjęcia. Wędki i piórka były cały czas w ruchu. Zmęczylismy sie wszyscy, nawet kotka rezydentka poszła w końcu na popołudniową drzemkę a Domisia nadal szalała niezmordowana. W końcu kiedy straciłam już nadzieję, że ten kot w ogóle sypia w ciagu dnia- padajacy deszcz za oknem w końcu uśpił kotka:


Zobaczymu jak bedzie dalej, dzisiaj kotki zjadły wspólny posiłek - w odległości ok 1 metra od siebie.Nuta nie oparła się zapachowi paszteciku babycat- który smakował jej jak nic na świecie do tej pory. Ale niechęć Nuty do Malucha bedzie trwała jeszcze jakis czas. Nie atakuje małej, raczej unika konfrontacji i ucieka syczac przekleństwami na widok gówniarza zbliżajacego się zbyt blisko.Tylko wtedy gdy mała sie zgubi gdzies pod fotelem i zaczyna głośno nawoływać ta biegnie szybko w jej strone, tylko nie wiem czy na pomoc czy chce wykorzystać słabszy moment <?> Sen z oczu spędzają mi jedynie nasze schody, po których mała uwielbia biegać, najchetniej na skróty
No i dowiedziałam się , że mam w domu całe mnóstwo niepotrzebnych kwiatków
kciuki za dalsze dokocenie potrzebne od zaraz
Bardzo baliśmy się pierszego zetkniecia malutkiej z naszą rezydentką Nutą. To okazało się łatwiejsze i łagodniejsze niż mozna było się spodziewać. Domisia zaraz po wyjściu z transporterka zaczęła mruczeć i zwiedzać domek od dołu do góry oczywiście pod czujnym okiem rezydentki, której oczy o mało z orbit nie wypadły, ale obserwowała wszystko z dystansu a dezaprobatę dla sytuacji wyraziła głebokim "buuuu" wydobywającym sie gdzies tam z brzucha ( widoczna na górze zdjęcia)


Domia - na którą wołamy już Domisia nie przejmujac się zupełnie fochami czarnej zjawy rozpoczęła zabawę z wędką, która trwała do późna w nocy. Dała popis swojej niespozytej energii , zręczności i wprawiła nas w zdumienie, bo spodziewalismy się, że kociak nieco zmęczony podróżą pójdzie spać wczesniej


Zabawa trwała i trwała, aż ku rozpaczy rezydentki Domisia postanowiła zawłaszczyć drapak w całości i tam w końcu postanowiła usnąć i przespała spokojnie całą noc
( z jej panem w śpiworze na podłodze żeby kotek nie czuł się samotny gdyby sie obudził w nocy ale o tym miałam nie pisać


Dzisiejszy dzień pełen był wrażęń tak bardzo, że nikt nie zdążył zrobić zdjęcia. Wędki i piórka były cały czas w ruchu. Zmęczylismy sie wszyscy, nawet kotka rezydentka poszła w końcu na popołudniową drzemkę a Domisia nadal szalała niezmordowana. W końcu kiedy straciłam już nadzieję, że ten kot w ogóle sypia w ciagu dnia- padajacy deszcz za oknem w końcu uśpił kotka:


Zobaczymu jak bedzie dalej, dzisiaj kotki zjadły wspólny posiłek - w odległości ok 1 metra od siebie.Nuta nie oparła się zapachowi paszteciku babycat- który smakował jej jak nic na świecie do tej pory. Ale niechęć Nuty do Malucha bedzie trwała jeszcze jakis czas. Nie atakuje małej, raczej unika konfrontacji i ucieka syczac przekleństwami na widok gówniarza zbliżajacego się zbyt blisko.Tylko wtedy gdy mała sie zgubi gdzies pod fotelem i zaczyna głośno nawoływać ta biegnie szybko w jej strone, tylko nie wiem czy na pomoc czy chce wykorzystać słabszy moment <?> Sen z oczu spędzają mi jedynie nasze schody, po których mała uwielbia biegać, najchetniej na skróty
No i dowiedziałam się , że mam w domu całe mnóstwo niepotrzebnych kwiatków
kciuki za dalsze dokocenie potrzebne od zaraz
