Tosiulek i .........
: 18 mar 2009, 21:35
Witam serdecznie!!
Jestem nową użytkowniczką forum, chociaż do tej pory zaglądałam tutaj bardzo często jako gość. W mojej rodzinie Zwierzęta towarzyszyły nam od zawsze. Mieszkały z nami zarówno psy jak i koty. Przybywały do nas jako młodziutkie urwiski i były z nami do końca swoich dni... Piszę o tym nie bez powodu.... ale to za chwilę.
Obecnie jesteśmy dumnymi posiadaczami dożki niemieckiej Saby , 14 letniego,uroczego staruszka persa Kacpra oraz kotki o której chciałabym Wam opowiedzieć.
Brytyjczyki podobały mi się do zawsze i po "zarażeniu " nimi mojego męża i córeczki ,zapadła decyzja- KUPUJEMY <tańczy> . Miał to być kocurek z dobrej hodowli, śliczny,wymarzony błękitek krótkowłosy.
Pewnego dnia przypadkiem trafiłam w necie na ogłoszenie SPRZEDAM 2 LETNIĄ KOTKĘ BRYTYJSKĄ. <shock> No właśnie...JAK MOŻNA POZBYWAĆ SIĘ 2 letniego zwierzaka?
Pojechaliśmy z mężem pod wskazany adres. Okazało się że w małym mieszkaniu w kamienicy pewna pani prowadzi (pseudo)hodowlę zwierząt. Były tam psy ( duże i małe) i mnóstwo kotów,zarówno" rasowych" jak i dachowców. W mieszkaniu panował okropny brud i fetor.Zwierzęta były zaniedbane ,jedzenie walało się wszędzie. Nie potraię nawet tego opisać. Brytyjkę pani sprzedawała bo "za dużo tu zwierząt"
Kiedy zobaczyliśmy Tosię nawet się nie zastanawialiśmy. Oczywiście kotka nie ma rodowodu ,bo "rodowód dużo kosztuje a na wystawy nie jezdziła" <shock>
W taki własnie sposób zamieszkała z nami Tosia. Wspaniale się zaklimatyzowała,była wspaniałą, miziasto-mruczliwą kotką,taką o jakiej marzyliśmy. Kiedy Tosia pierwszy raz u nas zarujkowała podjęlismy decyzję o jej sterylizacji. Rujka była niezwykle intensywna i trwała 3 tygodnie. Po jej zakończeniu Tosia stała się osowiała, smutna i bez kontaktu z nami.
Po kilku dniach zauważyłam białą wydzielinę pod ogonkiem..
szybka konsultacja z Wetem i niestety potwierdziły się moje najgorsze przeczucia. Tosia cierpiała na ropomacicze.... Później wszystko potoczyło się błskawicznie.Operacja była długa i trudna.Tosia miała macicę i jajniki jak u psa.Nasz Weterynarz powiedział że jeszcze nie widział kotki w takim stanie.Kilka godzin później już nie mógł by jej pomóc. Podejrzewa że Tosia była faszerowana hormonami od wczesnej młodości.... <shock>
Kotka powoli dochodzi do siebie po operacji a ja miałabym ochotę gołymi rękami udusić panią,która zgotowała taki los temu biednemu zwierzakowi.
Przepraszam za ten długi wywód. Mam nadzieję że przyjmiecie nas na forum z wyrozumiałością. <aniołek>
Tosiulek jest co prawda tylko "prawie-brytyjką" i na pewno nie jest tak piękna jak Wasze brytyjczyki, ale jest naszą ukochaną kicią i dlatego postanowiłam opowiedzieć jej smutną historię.
Pozdrawiam serdecznie
Iza
Jestem nową użytkowniczką forum, chociaż do tej pory zaglądałam tutaj bardzo często jako gość. W mojej rodzinie Zwierzęta towarzyszyły nam od zawsze. Mieszkały z nami zarówno psy jak i koty. Przybywały do nas jako młodziutkie urwiski i były z nami do końca swoich dni... Piszę o tym nie bez powodu.... ale to za chwilę.
Obecnie jesteśmy dumnymi posiadaczami dożki niemieckiej Saby , 14 letniego,uroczego staruszka persa Kacpra oraz kotki o której chciałabym Wam opowiedzieć.
Brytyjczyki podobały mi się do zawsze i po "zarażeniu " nimi mojego męża i córeczki ,zapadła decyzja- KUPUJEMY <tańczy> . Miał to być kocurek z dobrej hodowli, śliczny,wymarzony błękitek krótkowłosy.
Pewnego dnia przypadkiem trafiłam w necie na ogłoszenie SPRZEDAM 2 LETNIĄ KOTKĘ BRYTYJSKĄ. <shock> No właśnie...JAK MOŻNA POZBYWAĆ SIĘ 2 letniego zwierzaka?
Pojechaliśmy z mężem pod wskazany adres. Okazało się że w małym mieszkaniu w kamienicy pewna pani prowadzi (pseudo)hodowlę zwierząt. Były tam psy ( duże i małe) i mnóstwo kotów,zarówno" rasowych" jak i dachowców. W mieszkaniu panował okropny brud i fetor.Zwierzęta były zaniedbane ,jedzenie walało się wszędzie. Nie potraię nawet tego opisać. Brytyjkę pani sprzedawała bo "za dużo tu zwierząt"
Kiedy zobaczyliśmy Tosię nawet się nie zastanawialiśmy. Oczywiście kotka nie ma rodowodu ,bo "rodowód dużo kosztuje a na wystawy nie jezdziła" <shock>
W taki własnie sposób zamieszkała z nami Tosia. Wspaniale się zaklimatyzowała,była wspaniałą, miziasto-mruczliwą kotką,taką o jakiej marzyliśmy. Kiedy Tosia pierwszy raz u nas zarujkowała podjęlismy decyzję o jej sterylizacji. Rujka była niezwykle intensywna i trwała 3 tygodnie. Po jej zakończeniu Tosia stała się osowiała, smutna i bez kontaktu z nami.
Po kilku dniach zauważyłam białą wydzielinę pod ogonkiem..
Kotka powoli dochodzi do siebie po operacji a ja miałabym ochotę gołymi rękami udusić panią,która zgotowała taki los temu biednemu zwierzakowi.
Przepraszam za ten długi wywód. Mam nadzieję że przyjmiecie nas na forum z wyrozumiałością. <aniołek>
Tosiulek jest co prawda tylko "prawie-brytyjką" i na pewno nie jest tak piękna jak Wasze brytyjczyki, ale jest naszą ukochaną kicią i dlatego postanowiłam opowiedzieć jej smutną historię.
Pozdrawiam serdecznie
Iza

