Rudy świat Malika i Milusia
: 27 paź 2017, 22:32
Spójrz na nich, piękni prawda? Ciężko oderwać od nich wzrok. Dwa dorodne, zadbane kocury.
A teraz zamknij oczy i zapomnij o ich pięknym umaszczeniu, pomyśl o nich jak o dwójce skrzywdzonych i porzuconych istot, które od teraz mają tylko siebie, a i to jest dla nich za mało. Pomyśl o tym, czy masz warunki by przyjąć ich pod swój dach oraz czy zdajesz sobie sprawę, że będą żyli kilkanaście lat, a przez ten czas nie masz prawa ich zawieść.
Jeden raz już zaufali. I o ten jeden raz za dużo.
Po 4 latach szczęśliwego życia stracili dach nad głową z dnia na dzień. Ich poprzedni właściciele zmienili swoje życiowe plany, a w nich nie było już miejsca dla kotów. Nie zadali sobie trudu znalezienia im nowego domu i porzucili w schronisku.
Kolejny raz musimy patrzeć na ten sam scenariusz: porzucone zwierzę, które tęskni za domem, za właścicielem który pozbył się problemu, a jego zwierzę z tęsknoty odmawia nawet jedzenia. Jeden z nich, bardziej wrażliwy, boi się dosłownie wszystkiego. Każdy hałas paraliżuje go i sprawia, że ze strachu próbuje wcisnąć się w najmniejszą szczelinę. Dopiero gdy obok pojawi się drugi, nabiera odwagi i spokoju na tyle, by można było podać mu karmę.
Dlatego bez względu na wszystko szukamy im WSPÓLNEGO domu. Tej dwójki po prostu nie wolno rozdzielić. Są bardzo łagodni. Mimo strachu którego doświadczają, nie wykazują żadnej agresji. Mają około 4 lat, są wykastrowani.
Prosimy, przemyśl czy możesz dać im wspólny, niezawodny dom, taki do końca ich dni...
AKTUALIZACJA z dnia 25/10/2017
Ukryj mnie, niech mnie nie znajdą. Schowam się znów przed światem w budce, odmówię jedzenia, będę tu siedział aż zniknę. Rozdzielił nas los z naszym panem, coś musiało się stać, nie wierzę, że oddał nas jak rzecz bez powodu. Mówisz, że marnieję w oczach ? I dobrze, nie chcę istnieć, jeśli i nas chcecie rozdzielić.
Scenariusz jest taki, jak się obawiałyśmy.
Nie udało nam się znaleźć im wspólnego domu, a czas nie jest naszym sprzymierzeńcem. Im dłużej są w schronisku, tym gorzej. Chłopaki nie czują się tu dobrze, są bardziej wrażliwi niż myślałyśmy. Odmawiają jedzenia, chowają się, boją innych kotów. Jedyne na co czasem się skuszą to odrobina Whiskasa. Zapewne to znają z domu, mogli być tym karmieni. Nabierają odwagi by wyjść z ukrycia tylko przy człowieku. Nie ma się co dziwić - cztery beztroskie lata w bezpiecznym mieszkaniu, a teraz przyszło im chować się po kątach w bidulu.
Nikt nie zdecydował się na ten cudowny rudy duet, a my nie możemy dłużej patrzeć na ich strach, musimy działać.
Szukamy im domu choćby osobno, nie mamy wyjścia....
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kochani, to powyżej to treść ogłoszeń ze szczecińskiego schroniska, które udostępniłam kilka dni temu na FB. Serce pęka. Zawsze kiedy udostępniam takie posty, zastanawiam się, czy kiedyś to zadziała, czy pomogę choćby udostępnieniem postu w znalezieniu domu.
Tym razem się udało
Tak, te łezki to ze szczęścia
Nasza forumowa Becia
zapytała swoją Mamę, czy nie przyjmie tych chłopaków pod swój dach i Mamcia się zgodziła
Nawet Żabcia (sunia) ponoć nie ma nic przeciwko
Ostatnie trzy dni to burza mózgów, Beatka umawiała się z wolontariuszką, weszła w kontakt z osobą, która znała rodzinę kotków, a dzisiaj lekarz ze schroniska wydał zgodę na transport kotków, które do nowego domu muszą przejechać 500 km...
My forumowe ciotki wraz z Atomerią i Yollą wpadłyśmy w szał zapewnienia wyprawki, najpotrzebniejszych rzeczy na początek. Odbiór Rudasków już JUTRO
Dzisiaj zakupiony został transporter (Becia przywiezie drugi), mamy miski, budkę, trochę karmy suchej, domawiamy mokrą, będzie kuwetka i żwirek, Becia ma na zbyciu poidło. Mój szef dołoży się do suchej karmy
, koleżanka z pracy funduje rondelek, dzisiaj zamówione będą też kocie feromony....ale brakuje DRAPAKA
Fundusze jakoś zbierzemy, ale gdyby ktoś mógł wspomóc dosłownie symboliczną kwotą, nie ukrywam, że byłaby to wielka radość. Ciężko jest mi o to prosić i naprawdę nie róbcie sobie wyrzutów, jeśli nie możecie sobie pozwolić aktualnie na wsparcie
Z pewnością będziemy szukały drapaka z budką (dla tego bardziej płochliwego kocurka), budka musi być też na wysokości, na wypadek gdyby sunia chciała do niej zaglądać, oprócz tego musi być jeszcze jedno legowisko dla drugiego chłopaka.
Potrzebujemy też kciuków i Waszych dobrych myśli, żeby jutro wszystko się powiodło i chłopcy dobrze odnaleźli się w swoim nowym domku
Beatka z mężem wyruszają nad ranem do Szczecina, w południe jedziemy do schroniska dopełnić formalności i zabrać Rudaski, a potem czeka już ich droga do prawdziwego domu
Z pewnością trochę czasu minie zanim zaczną miauczeć po ślunsku, ale musi być dobrze
To jeszcze dwie fotki przystojniaków
I część wyprawki
Małgosiu, Lenko - specjalnie wrzuciłam ten post tutaj, z nadzieją, że zostanie szybciej zauważony. Proszę, nie przenoście go przez jakiś czas. Zresztą mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i Rudaski będą miały swoje miejsce na forum 
A teraz zamknij oczy i zapomnij o ich pięknym umaszczeniu, pomyśl o nich jak o dwójce skrzywdzonych i porzuconych istot, które od teraz mają tylko siebie, a i to jest dla nich za mało. Pomyśl o tym, czy masz warunki by przyjąć ich pod swój dach oraz czy zdajesz sobie sprawę, że będą żyli kilkanaście lat, a przez ten czas nie masz prawa ich zawieść.
Jeden raz już zaufali. I o ten jeden raz za dużo.
Po 4 latach szczęśliwego życia stracili dach nad głową z dnia na dzień. Ich poprzedni właściciele zmienili swoje życiowe plany, a w nich nie było już miejsca dla kotów. Nie zadali sobie trudu znalezienia im nowego domu i porzucili w schronisku.
Kolejny raz musimy patrzeć na ten sam scenariusz: porzucone zwierzę, które tęskni za domem, za właścicielem który pozbył się problemu, a jego zwierzę z tęsknoty odmawia nawet jedzenia. Jeden z nich, bardziej wrażliwy, boi się dosłownie wszystkiego. Każdy hałas paraliżuje go i sprawia, że ze strachu próbuje wcisnąć się w najmniejszą szczelinę. Dopiero gdy obok pojawi się drugi, nabiera odwagi i spokoju na tyle, by można było podać mu karmę.
Dlatego bez względu na wszystko szukamy im WSPÓLNEGO domu. Tej dwójki po prostu nie wolno rozdzielić. Są bardzo łagodni. Mimo strachu którego doświadczają, nie wykazują żadnej agresji. Mają około 4 lat, są wykastrowani.
Prosimy, przemyśl czy możesz dać im wspólny, niezawodny dom, taki do końca ich dni...
AKTUALIZACJA z dnia 25/10/2017
Ukryj mnie, niech mnie nie znajdą. Schowam się znów przed światem w budce, odmówię jedzenia, będę tu siedział aż zniknę. Rozdzielił nas los z naszym panem, coś musiało się stać, nie wierzę, że oddał nas jak rzecz bez powodu. Mówisz, że marnieję w oczach ? I dobrze, nie chcę istnieć, jeśli i nas chcecie rozdzielić.
Scenariusz jest taki, jak się obawiałyśmy.
Nie udało nam się znaleźć im wspólnego domu, a czas nie jest naszym sprzymierzeńcem. Im dłużej są w schronisku, tym gorzej. Chłopaki nie czują się tu dobrze, są bardziej wrażliwi niż myślałyśmy. Odmawiają jedzenia, chowają się, boją innych kotów. Jedyne na co czasem się skuszą to odrobina Whiskasa. Zapewne to znają z domu, mogli być tym karmieni. Nabierają odwagi by wyjść z ukrycia tylko przy człowieku. Nie ma się co dziwić - cztery beztroskie lata w bezpiecznym mieszkaniu, a teraz przyszło im chować się po kątach w bidulu.
Nikt nie zdecydował się na ten cudowny rudy duet, a my nie możemy dłużej patrzeć na ich strach, musimy działać.
Szukamy im domu choćby osobno, nie mamy wyjścia....
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kochani, to powyżej to treść ogłoszeń ze szczecińskiego schroniska, które udostępniłam kilka dni temu na FB. Serce pęka. Zawsze kiedy udostępniam takie posty, zastanawiam się, czy kiedyś to zadziała, czy pomogę choćby udostępnieniem postu w znalezieniu domu.
Tym razem się udało
My forumowe ciotki wraz z Atomerią i Yollą wpadłyśmy w szał zapewnienia wyprawki, najpotrzebniejszych rzeczy na początek. Odbiór Rudasków już JUTRO
Dzisiaj zakupiony został transporter (Becia przywiezie drugi), mamy miski, budkę, trochę karmy suchej, domawiamy mokrą, będzie kuwetka i żwirek, Becia ma na zbyciu poidło. Mój szef dołoży się do suchej karmy
Fundusze jakoś zbierzemy, ale gdyby ktoś mógł wspomóc dosłownie symboliczną kwotą, nie ukrywam, że byłaby to wielka radość. Ciężko jest mi o to prosić i naprawdę nie róbcie sobie wyrzutów, jeśli nie możecie sobie pozwolić aktualnie na wsparcie
Potrzebujemy też kciuków i Waszych dobrych myśli, żeby jutro wszystko się powiodło i chłopcy dobrze odnaleźli się w swoim nowym domku
To jeszcze dwie fotki przystojniaków
I część wyprawki