Wszystkie moje Koty
: 12 kwie 2010, 23:47
Witam,
wiem że to forum jest poświęcone głównie Brytyjczykom, jednakże chciałabym pokazać tutaj wszystkie moje dotychczasowe kociaki. Były to wspaniałe dachowce, które mieszkały z nami ale jednocześnie wychodziły na dwór, gdzie hasały w trawie, łapały myszki. Niezależnie od tego ile czasu spędzały na dworze, o dziwo zawsze przychodziły na zawołanie, jadły w domu, potem sobie znowu wychodziły a czasem przesiadywały całymi dniami w domu i nie ruszały się wręcz z pokoju. Noce zawsze (z małymi wyjątkami) spędzały w domu, gdzie spały ze mną. Nie potrafię o nich zapomnieć, wciąż są w moim sercu. Niech to będzie swego rodzaju prezent dla nich. Zwierzaki te były traktowane jak członkowie naszej rodziny, kiedy odchodziły bardzo to przeżywaliśmy wszyscy i płakaliśmy. Zawsze już będę o nich pamiętała.
Postanowiłam wreszcie że tak dalej być nie może. Nie mogę wypuszczać kota z domu, gdyż tam grozi im wiele niebezpieczeństw, z którymi moje koty jakoś sobie radziły, jednak niestety, niezależnie od tego ile to trwało, ostateczny los spotykał je taki sam... Było to spowodowane też w dużej mierze podejściem moich rodziców, zwłaszcza taty, który nie wyobrażał sobie nie wypuszczania zwierząt z domu (tym bardziej mając na uwadze rozległe łąki na których mieszkam)
Po nitce do kłębka jak to się mówi i z postanowienia o kocie, który będzie mógł żyć w domu narodziła się myśl o kocie rasowym, w przypadku którego za żadne skarby czy to mama czy tata nie będą już optować za wypuszczeniem z domu (z powodu właśnie rasowości) a do Brytyjczyka była już naprawdę króciusieńka droga.
Już wkrótce będę radosną posiadaczką Kleofasa, który oczywiście będzie posiadał tutaj swoja galerię
Tymczasem zapraszam do oglądania
Na początek Kiciuś którego znalazłam 31.10.04 późnym wieczorem na łące koło domu. Stał sam na ścieżce i płakał bardzo. Nie wyobrażałam sobie go tam zostawić. Był to mój pierwszy kot, który zauroczył nas wszystkich, mimo, że na początku myśleliśmy o oddaniu go. Wcześniej nie przepadałam za kotami, ale od niego wszystko się zaczęło...Był u mnie do końca wakacji 2005r, zginął. Jego śmierć była dla mnie jeszcze bardziej tragiczna gdyż tego samego dnia zmarła moja babcia.
maleństwo, zdjęcie z drugiego dnia
jeszcze podlotek
Potem bardzo bardzo pragnęłam mieć kota rudego, jednakże ku mojemu zaskoczeniu, kotek z ogłoszenia mimo zapewnień o tym że jest rudy okazał się być biały, ale i tak zawładnął naszym sercem. Był z niego straszny dzikuś więc został wykastrowany, co tylko w małym stopniu zmniejszyło jego dzikie usposobienie. Był tylko i wyłącznie moim kotem, tylko mnie pozwalał się głaskać czy brać na ręce. Oczywiście spał u mnie w łóżku
Urodzony w Sylwestra, zawitał do mnie w lutym 2007r. Był do 14.XI.2009, zaginął wieczorem
Oto Kiciuś
w dniu kiedy go przywieźliśmy
troszkę podrośnięty
W międzyczasie pojawił się Maluszek, znaleziony na łące w sierpniu 2007. Był u mnie ze 2 tygodnie i znalazł nowych właścicieli.
w jedną stronę to Kiciuś bacznie obserwował nowego przybysza
w drugą stronę to Maluszek "wlókł się" za starszym kolegą
i żyli sobie w zgodzie

Potem, po jakimś czasie pojawiła się Basia...podejrzewam, że od tej samej kotki co Maluszek, gdyż nawet miejsce znalezienia kotki było to samo. Basia była od końca czerwca 2008 do połowy lipca 2008. Znalazła nowych właścicieli. Bardzo trudno było mi się z nią rozstać. Kiciuś okazał się dla niej wspaniałym tatusiem, a Basia była tak malutka, że chciała ssać jeszcze sutka matki...takowej nie było więc ssała sutka Kiciusiowi
W ten sposób się uspokajała i zasypiała, kiciuś o dziwo się nie sprzeciwiał
zabawa ogonkiem Kiciusia

śpimy...
"karmionko"
przyjacielska toaleta
To nie koniec mojej przygody z kociakami. W międzyczasie pojawiało się jeszcze wiele innych kotów, które przychodziły i przychodzą na dokarmianie. Jest duży czarny kot - dziki i ogromny rudy kot, chyba jest którychś z sąsiadów, przychodzi czasem ale na krótko i trzyma dystans.
Jest Miśka - praktycznie mieszka u nas na podwórku, ale jest dzikim kotem, tylko mi udało się ją jakoś "udomowić" i daje się mi głaskać a wręcz pcha się na kolana. Przed pozostałymi ucieka.
W międzyczasie również pojawił się Maciek...ale to już inna historia, świeża, bolesna, dla której należy poświęcić więcej czasu...wkrótce
Po Maćku był Bono, ale trwało to tylko 4 dni, gdyż bardzo cierpiał będąc zamkniętym w domu a wychowany był w gospodarstwie, tak więc wrócił do swojej rodzinki. Może udałoby mi się go udomowić ale nie mogłam patrzeć jak się męczył patrząc przez okno i nie mogąc wyjść na zewnątrz, pohasać po trawce. Zdjęcia wkrótce.
no i Kleofasek - cięzko go rozpoznać wśród rodzeństwa

wiem że to forum jest poświęcone głównie Brytyjczykom, jednakże chciałabym pokazać tutaj wszystkie moje dotychczasowe kociaki. Były to wspaniałe dachowce, które mieszkały z nami ale jednocześnie wychodziły na dwór, gdzie hasały w trawie, łapały myszki. Niezależnie od tego ile czasu spędzały na dworze, o dziwo zawsze przychodziły na zawołanie, jadły w domu, potem sobie znowu wychodziły a czasem przesiadywały całymi dniami w domu i nie ruszały się wręcz z pokoju. Noce zawsze (z małymi wyjątkami) spędzały w domu, gdzie spały ze mną. Nie potrafię o nich zapomnieć, wciąż są w moim sercu. Niech to będzie swego rodzaju prezent dla nich. Zwierzaki te były traktowane jak członkowie naszej rodziny, kiedy odchodziły bardzo to przeżywaliśmy wszyscy i płakaliśmy. Zawsze już będę o nich pamiętała.
Postanowiłam wreszcie że tak dalej być nie może. Nie mogę wypuszczać kota z domu, gdyż tam grozi im wiele niebezpieczeństw, z którymi moje koty jakoś sobie radziły, jednak niestety, niezależnie od tego ile to trwało, ostateczny los spotykał je taki sam... Było to spowodowane też w dużej mierze podejściem moich rodziców, zwłaszcza taty, który nie wyobrażał sobie nie wypuszczania zwierząt z domu (tym bardziej mając na uwadze rozległe łąki na których mieszkam)
Po nitce do kłębka jak to się mówi i z postanowienia o kocie, który będzie mógł żyć w domu narodziła się myśl o kocie rasowym, w przypadku którego za żadne skarby czy to mama czy tata nie będą już optować za wypuszczeniem z domu (z powodu właśnie rasowości) a do Brytyjczyka była już naprawdę króciusieńka droga.
Już wkrótce będę radosną posiadaczką Kleofasa, który oczywiście będzie posiadał tutaj swoja galerię
Tymczasem zapraszam do oglądania
Na początek Kiciuś którego znalazłam 31.10.04 późnym wieczorem na łące koło domu. Stał sam na ścieżce i płakał bardzo. Nie wyobrażałam sobie go tam zostawić. Był to mój pierwszy kot, który zauroczył nas wszystkich, mimo, że na początku myśleliśmy o oddaniu go. Wcześniej nie przepadałam za kotami, ale od niego wszystko się zaczęło...Był u mnie do końca wakacji 2005r, zginął. Jego śmierć była dla mnie jeszcze bardziej tragiczna gdyż tego samego dnia zmarła moja babcia.
maleństwo, zdjęcie z drugiego dnia
jeszcze podlotek
Potem bardzo bardzo pragnęłam mieć kota rudego, jednakże ku mojemu zaskoczeniu, kotek z ogłoszenia mimo zapewnień o tym że jest rudy okazał się być biały, ale i tak zawładnął naszym sercem. Był z niego straszny dzikuś więc został wykastrowany, co tylko w małym stopniu zmniejszyło jego dzikie usposobienie. Był tylko i wyłącznie moim kotem, tylko mnie pozwalał się głaskać czy brać na ręce. Oczywiście spał u mnie w łóżku
Oto Kiciuś
w dniu kiedy go przywieźliśmy
troszkę podrośnięty
W międzyczasie pojawił się Maluszek, znaleziony na łące w sierpniu 2007. Był u mnie ze 2 tygodnie i znalazł nowych właścicieli.
w jedną stronę to Kiciuś bacznie obserwował nowego przybysza
w drugą stronę to Maluszek "wlókł się" za starszym kolegą
i żyli sobie w zgodzie

Potem, po jakimś czasie pojawiła się Basia...podejrzewam, że od tej samej kotki co Maluszek, gdyż nawet miejsce znalezienia kotki było to samo. Basia była od końca czerwca 2008 do połowy lipca 2008. Znalazła nowych właścicieli. Bardzo trudno było mi się z nią rozstać. Kiciuś okazał się dla niej wspaniałym tatusiem, a Basia była tak malutka, że chciała ssać jeszcze sutka matki...takowej nie było więc ssała sutka Kiciusiowi
zabawa ogonkiem Kiciusia

śpimy...
"karmionko"
przyjacielska toaleta
To nie koniec mojej przygody z kociakami. W międzyczasie pojawiało się jeszcze wiele innych kotów, które przychodziły i przychodzą na dokarmianie. Jest duży czarny kot - dziki i ogromny rudy kot, chyba jest którychś z sąsiadów, przychodzi czasem ale na krótko i trzyma dystans.
Jest Miśka - praktycznie mieszka u nas na podwórku, ale jest dzikim kotem, tylko mi udało się ją jakoś "udomowić" i daje się mi głaskać a wręcz pcha się na kolana. Przed pozostałymi ucieka.
W międzyczasie również pojawił się Maciek...ale to już inna historia, świeża, bolesna, dla której należy poświęcić więcej czasu...wkrótce
Po Maćku był Bono, ale trwało to tylko 4 dni, gdyż bardzo cierpiał będąc zamkniętym w domu a wychowany był w gospodarstwie, tak więc wrócił do swojej rodzinki. Może udałoby mi się go udomowić ale nie mogłam patrzeć jak się męczył patrząc przez okno i nie mogąc wyjść na zewnątrz, pohasać po trawce. Zdjęcia wkrótce.
no i Kleofasek - cięzko go rozpoznać wśród rodzeństwa
