Co do opisów to dawno tego nie robiłam więc proszę.
Chłopaki mają się dobrze, choć trochę mało mam dla nich ostatnio czasu. Nie dopieszczam ich systematycznie o czym nie zapominają mi przypominać. Simon to straszny gaduła i maruder. Gdy tylko pojawiam się w domu łazi za mną i ględzi tym swoim „nieszczęśliwym miau”. Łazi za mną wciąż i wszędzie. Ładuje to swoje grube dupsko na kolana, wywala brzucho do głaskania i pupę do klepania, uwielbia przeciąganie ręką po ogonie.
Ostatnio przykukałam scenę- Bazyl leży na kanapie a Simon jak pełnowartościowy kocur kryjący, choć trochę niezdarnie, ładuje się na niego. Mina Bazyla bezcenna <shock> . Adorowany zwiał a adorator się chyba z lekka zawstydził bo nie zauważyłam aby zaloty powtarzał. Kto wie jednak co robią jak my jesteśmy w pracy. <diabeł>
Bazyl zrobił się strasznie miniasty ale stawia warunki. Głaskanie ma odbywać się w wannie, to znaczy on w wannie siedzi ja stoję przed. Kot się wywija a ja głaszczę. Gdy przestaję, podrywa się na nogi, leci do brzegu, staje na tylnych łapach i paca mnie łapą. I od nowa. Ostatnio trwało to może ze 30 min i tylko moje zmęczenie i senność przerwało, ku niezadowoleniu kota, te miziaki. Teraz gdy tylko wchodzę do łazienki niebieski już siedzi w wannie i wydaje te swoje bardzo ciche i niskie, proszące miauki.
Apsior leń nie z tej bajki (tak, tak- leniwy stał się strasznie i brzucho mu urosło). Nadal zakochany w swoim panu (zdrajca <diabeł> ) niemiłosiernie. Na moje wołania reaguje książęcym spojrzeniem i ostentacyjnie udaje się w kierunku pancia (a ja tak o niego długo muliłam
I tak oto sobie lecą te zimne dni w naszej gromadzie.



