Lucek (Inero Anpami Line*PL) i Nori Agilis Cattus

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Alicja
Hodowca
Posty: 605
Rejestracja: 07 cze 2011, 12:09
Hodowla: BRITALISE*PL
Płeć: kobieta
Skąd: Rumia / Pomorze
Kontakt:

Post autor: Alicja »

Aga12, to prawda, kot przyzwyczajony do słabych karm z reguły nie chce jeść tych dobrych, ale z czasem można go przestawić na porządne żarełko ;-))
Kradną koty, chociaż u nas częściej giną psy, szczególnie małych, "modnych" ras. Wszystko, na czym złodziej może zarobić, jest dla niego łakomym kąskiem :-/
Awatar użytkownika
Anka
Agilisowy Rezydent
Posty: 1523
Rejestracja: 28 mar 2010, 20:41
Płeć: Kobieta
Skąd: Poznań

Post autor: Anka »

Małgorzata pisze:Anka, a może by w formie tabletek to lekarstwo było? Ja mam z Bono takie doświadczenia medyczne, że jednak najpewniejsza jest tabletka. Wrzucasz do pyszczka i po kłopocie. I wiesz, że na pewno całość lekarstwa trafiła do przewodu pokarmowego.
wrzucasz do pyszczka, po jakimś czasie przytrzymywania zaglądasz do środka- tabletki nie ma. Głaskasz kota z pochwałą, potem go puszczasz, kot odchodzi od ciebie na ok metr, może więcej i patrząc ci czule w oczy tabletkę wypluwa.
Przez jakiś czas sami Luckowi dawaliśmy tabletki na odrobaczenie kupowane u weta. Kilka razy było BEZ najmniejszych problermów. Póxniej było tylko gorzej. oszukiwał, że połknął po to, by kawałek dalej wypluc ją, a w pyszczku i pod językiem i przy policzkach i głęboko w gardle nie było jej widac...
Ostatnia próba podania mu tabletki przez nas miaa miejsce jak byłam na koncu ciąży. kot w koncu tabletkę zjadł, ale jednoczesnie przebił kłem paznokiec TZtowi. Od tego czasu wolimy wetowi zapłacic, niż stresowac siebie i kota, bo kot był tak straumatyzowany po tym jak Damiana ugryzł, że bał się cały wieczór do nas zblizyc... A przeciez wczesniej przyjmował od nas tabletki bez problemów.
A tu miałam do wyboru albo zastrzyki, albo to. Wole tak, szczególnie że znika do zera z mokrym. I to tylko pech, że akurat zabrakóo mi w domu mokrego, bo przeważnie zapas niewielki, ale jednak iles saszetek, bądz puszek mam.
Awatar użytkownika
Małgorzata
Posty: 723
Rejestracja: 29 maja 2011, 17:59

Post autor: Małgorzata »

Anka pisze:
Małgorzata pisze:Anka, a może by w formie tabletek to lekarstwo było? Ja mam z Bono takie doświadczenia medyczne, że jednak najpewniejsza jest tabletka. Wrzucasz do pyszczka i po kłopocie. I wiesz, że na pewno całość lekarstwa trafiła do przewodu pokarmowego.
wrzucasz do pyszczka, po jakimś czasie przytrzymywania zaglądasz do środka- tabletki nie ma. Głaskasz kota z pochwałą, potem go puszczasz, kot odchodzi od ciebie na ok metr, może więcej i patrząc ci czule w oczy tabletkę wypluwa.
Przez jakiś czas sami Luckowi dawaliśmy tabletki na odrobaczenie kupowane u weta. Kilka razy było BEZ najmniejszych problermów. Póxniej było tylko gorzej. oszukiwał, że połknął po to, by kawałek dalej wypluc ją, a w pyszczku i pod językiem i przy policzkach i głęboko w gardle nie było jej widac...
Ostatnia próba podania mu tabletki przez nas miaa miejsce jak byłam na koncu ciąży. kot w koncu tabletkę zjadł, ale jednoczesnie przebił kłem paznokiec TZtowi. Od tego czasu wolimy wetowi zapłacic, niż stresowac siebie i kota, bo kot był tak straumatyzowany po tym jak Damiana ugryzł, że bał się cały wieczór do nas zblizyc... A przeciez wczesniej przyjmował od nas tabletki bez problemów.
A tu miałam do wyboru albo zastrzyki, albo to. Wole tak, szczególnie że znika do zera z mokrym. I to tylko pech, że akurat zabrakóo mi w domu mokrego, bo przeważnie zapas niewielki, ale jednak iles saszetek, bądz puszek mam.
Widzę, że ten Twój Lucek to jakiś diabeł <lol> Ja mojemu wrzucam tabletkę do pyszczka, przytrzymuję, głaszczę pod bródką, żeby przełknął i to naprawdę u niego działa. Wiem, bo miał kurację na uszkodzoną wątrobę i po kilku miesiącach wrzucania tabletek do pyszczka (+ dieta, naturalnie) wątroba jak nowa.

No nic, nie pozostaje mi nic innego jak tylko trzymać kciuki za Lucka <ok>
Awatar użytkownika
Anka
Agilisowy Rezydent
Posty: 1523
Rejestracja: 28 mar 2010, 20:41
Płeć: Kobieta
Skąd: Poznań

Post autor: Anka »

wierz mi jacy dumni byliśmy po pierwszych sukcesach z odrobaczaniem. Kasy u weta nie stracimy, tabletki te mozna kupic w aptece dla zwierząt itd luzik. Wet nam powiedział, ze jak MAła się urodzi to raz na 3 miechy dawac itd. A tu gucio :-? za to sami mu pazury obcinamy jednak i grzecznoe daje sobie obciąc, ale potem serduszko byc musi :-)
Awatar użytkownika
Małgorzata
Posty: 723
Rejestracja: 29 maja 2011, 17:59

Post autor: Małgorzata »

To ja chyba jakiegoś niezwykle spokojnego kota mam <lol> - praktycznie wszystkie zabiegi bez protestów. Jedynie przy przepłukiwaniu oczek solą fizjologiczną jest awantura. A czasami jest to konieczność, gdy wpadnie mu sierść do oka i zaczyna łzawić.
Awatar użytkownika
Anka
Agilisowy Rezydent
Posty: 1523
Rejestracja: 28 mar 2010, 20:41
Płeć: Kobieta
Skąd: Poznań

Post autor: Anka »

a widzisz ja oczy mogę bez problemu gaza przetrzec, i bez wiekszych fochów solą zalac
Awatar użytkownika
Anka
Agilisowy Rezydent
Posty: 1523
Rejestracja: 28 mar 2010, 20:41
Płeć: Kobieta
Skąd: Poznań

Post autor: Anka »

Luckowy kurczaczek juz przyszedł dzisiaj. Wsadził do żołądka pół puszeczki (małe są) razem z lekarstwem <klaszcze>
kotku
Posty: 4225
Rejestracja: 26 lip 2011, 20:51

Post autor: kotku »

<tańczy> <tańczy> :radocha: :radocha: <klaszcze> :rybka:
Super !
Awatar użytkownika
Danusia
Agilisowy Rezydent
Posty: 5837
Rejestracja: 18 lis 2011, 17:06
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa

Post autor: Danusia »

czyli bylo przyjemne z pożytecznym <lol>

:kotek: :kiss:
Awatar użytkownika
Coffifi
Agilisowy Rezydent
Posty: 367
Rejestracja: 12 cze 2011, 22:27
Płeć: K
Skąd: okolice Poznania

Post autor: Coffifi »

Też moja Coffi dostała te saszetki UrinoWet na zakończenie kuracji antybiotykowej,aż chyba 7szt., forma podania dowolna: wysypać na karmę (suchą bądź mokrą) rozpuścić i dać do picia i po sprawie....Hahaha ale nie z moją kocurzycą, żadna forma podania nie przeszła, więc stwierdziłam że rozpuszczę w małej ilości wody i wstrzyknę do pyska (tak zresztą wszystko co jest lekarstwem musiałam robić, bo nie chciała nic łyknąć) ale spotkała mnie ciekawa niespodzianka... otóż jak tylko wyczuła "cudowny smak" żurawinki zaczęła tak pluć że co wstrzyknęłam to wylatywało wszystko wraz z takim śliniotokiem że szok.... I na tym podawanie tego cuda się skończyło. Choroba nie nawróciła na szczęście, więc wszystko OK.
Pozdrawiam i zdrówka dla kociaczków życzę.
ODPOWIEDZ