Lucek, Leoś i Jadwinia
- Hann
- Posty: 1634
- Rejestracja: 11 paź 2011, 14:15
- Płeć: K
- Skąd: Warszawa
Dziewczyny, ku przestrodze historia dzisiaj będzie
Nie zostawiajcie na wierzchu torebek z uchwytami ani żadnych rzeczy, które nasze futra zadzierzgnąć sobie na łebek mogą
Zostawiona przez nas w kuchni na blacie papierowa torba po sushi, z papierowymi uchwytami, wydawałoby się zupełnie niegroźna, prawie wykończyła mojego ukochanego Leośka, mojego walecznego Leonidasa...
Przed północą rozległ się huk, trzask, wrzask i łomot, poderwaliśmy się oboje z łóżka na baczność i zobaczyliśmy pędzącego przez mieszkanie Leośka z przerażonymi oczkami, zdzierającego pazurami w straszliwym pędzie parkiet, z torbą za nim, z uchwytem na nim... Widok był straszny. Nigdy nie widziałam kota biegnącego tak szybko
Wpadł do pokoju Zuzi, obleciał pufę, wpadł do nas, przeleciał pod łóżkiem i znowu przez pokój wpadł spowrotem do Zuzi, chyba z powodu prędkości i tarcia, tych pazurów, ciągnięcia tej torby po ścianie i nie wiem czego jeszcze, wytworzył się jakiś ładunek elektryczny, błysnęło niebieskim piorunem (gdybym tego nie widziała, nie uwierzyłabym...), torba rozerwała się na strzępy, kot wpadł pod nasze łóżko i znieruchomiał
Zupełnie bezwładnego wyciągnęłam spod tego łóżka, przerażona, że go poraziło i jest sparaliżowany, położyłam go koło siebie pod kołdrą, leżał tak w zupełnym szoku z kwadrans, a potem nagle wybiegł i znikł... Przeszukałam cały dom, nigdzie go nie było. TŻ mi się kazał uspokoić, położyć spać, bo "przecież małemu nic nie jest, schował się gdzieś i dochodzi do siebie". Nie wiem czy spałam, czy tylko nasłuchiwałam, o 4 poszłam znowu go szukać bo byłam pewna że umarł mi gdzieś na serce, pod którymś z foteli zagrzebany
Szukałam kwadrans w coraz większej rozpaczy i nic... Okazało się że spał zupełnie spokojnie tuż koło naszego łóżka na swojej ukochanej "górnej pryczy". Tam nie szukałam oczywiście, bo przeszukiwałam tylko kocie schowki. Wzięłam biedaka na ręce i spaliśmy razem do rana. Wyglądał normalnie, ale i tak ledwo siedzę w biurze i nie wiem czy jednak mu się nic nie stało...
Zostawiona przez nas w kuchni na blacie papierowa torba po sushi, z papierowymi uchwytami, wydawałoby się zupełnie niegroźna, prawie wykończyła mojego ukochanego Leośka, mojego walecznego Leonidasa...
Przed północą rozległ się huk, trzask, wrzask i łomot, poderwaliśmy się oboje z łóżka na baczność i zobaczyliśmy pędzącego przez mieszkanie Leośka z przerażonymi oczkami, zdzierającego pazurami w straszliwym pędzie parkiet, z torbą za nim, z uchwytem na nim... Widok był straszny. Nigdy nie widziałam kota biegnącego tak szybko
Zupełnie bezwładnego wyciągnęłam spod tego łóżka, przerażona, że go poraziło i jest sparaliżowany, położyłam go koło siebie pod kołdrą, leżał tak w zupełnym szoku z kwadrans, a potem nagle wybiegł i znikł... Przeszukałam cały dom, nigdzie go nie było. TŻ mi się kazał uspokoić, położyć spać, bo "przecież małemu nic nie jest, schował się gdzieś i dochodzi do siebie". Nie wiem czy spałam, czy tylko nasłuchiwałam, o 4 poszłam znowu go szukać bo byłam pewna że umarł mi gdzieś na serce, pod którymś z foteli zagrzebany
- AgnieszkaP
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 4857
- Rejestracja: 24 lut 2011, 16:16
- Płeć: kobieta
- Skąd: Warszawa
- tymabri
- Hodowca
- Posty: 1135
- Rejestracja: 18 paź 2010, 19:18
- Hodowla: Tymabri*PL
- Kontakt:
- Hann
- Posty: 1634
- Rejestracja: 11 paź 2011, 14:15
- Płeć: K
- Skąd: Warszawa
Uśpiło chyba moją czujność to, że torebka papierowa i że do tej pory żadnych wypadków z udziałem moich futrzaków nie zaliczyliśmy, a przed kotami, Luckiem i Leośkiem, miałam 3 psy, więc 40 lat doświadczeń na karku... Kiedyś moja suka wpadła do pustego basenu, ale basen nie był mój, a torebka jednak moja więc i wina moja...AgnieszkaP pisze:O torebkach wszelkiego rodzaju już się naczytałam, więc zawsze chowam.
Myślę że wszystko przez wielkość uchwytu, gdyby był mniejszy kot nie wcisnąłby łebka, gdyby był większy kot przeszedłby cały, a tak biedak był w pułapce
Dziękuję dziewczyny za dobre słowa. Leośka mojego wygłaszczę. I napiszę oczywiście jak się czuje, jak tylko dotrę do domu.
Nigdy więcej żadnych rzeczy z dziurką na wierzchu...
- AgnieszkaP
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 4857
- Rejestracja: 24 lut 2011, 16:16
- Płeć: kobieta
- Skąd: Warszawa
Haniu, a uwierzyłabyś, że mój Carlos, jak ważył prawie 3,5 kg, wcisnął się do rurki (na którą była nawinięta wykładzina) o średnicy 10 cm i się zaklinował na kilkanaście minut. U mnie, podobnie jak u Ciebie, nigdy więcej żadnych rzeczy z dziurką na wierzchu, chyba że ciastko z dziurkąHann pisze:Myślę że wszystko przez wielkość uchwytu, gdyby był mniejszy kot nie wcisnąłby łebka, gdyby był większy kot przeszedłby cały, a tak biedak był w pułapce![]()
Nigdy więcej żadnych rzeczy z dziurką na wierzchu...
- Kamiko
- Hodowca
- Posty: 3390
- Rejestracja: 19 gru 2008, 12:29
- Hodowla: Mazuria*PL
- Płeć: kobieta
- Skąd: Dobra Wola k/Nasielska
- Kontakt:
Haniu, ja myślę, że on już zapomniał, nie denerwuj się .
Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, kiedyś kociak zawisł mi na kablu od laptopa - nie do uwierzenia jak to zrobił .
Laptop stał na stole, kabel biegł normalnie od laptopa do gniazdka bez żadnych węzełków, pętelek itp. w pewnym momencie zobaczyłam, że maluch normalnie się powiesił na kablu. Jak on to zrobił do dziś nie wiem, na szczęście kabel mu się nie zacisnął ale strachu się najadłam . Maluch za chwilę jaby nic bawił się z rodzeństwem , a ja jeszcze długo nie mogłam dojść do siebie.
Ucałuj pysiola pręgatego - ciągle głupiutkiego <serce>
Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, kiedyś kociak zawisł mi na kablu od laptopa - nie do uwierzenia jak to zrobił .
Laptop stał na stole, kabel biegł normalnie od laptopa do gniazdka bez żadnych węzełków, pętelek itp. w pewnym momencie zobaczyłam, że maluch normalnie się powiesił na kablu. Jak on to zrobił do dziś nie wiem, na szczęście kabel mu się nie zacisnął ale strachu się najadłam . Maluch za chwilę jaby nic bawił się z rodzeństwem , a ja jeszcze długo nie mogłam dojść do siebie.
Ucałuj pysiola pręgatego - ciągle głupiutkiego <serce>
- Hann
- Posty: 1634
- Rejestracja: 11 paź 2011, 14:15
- Płeć: K
- Skąd: Warszawa
Podnosisz mnie na duchu Agnieszko <pokłon> Jakoś mi ulżyło jak przeczytałam, że nie tylko moja pierdołka się wcisnęła nieszczęśliwie.AgnieszkaP pisze:Haniu, a uwierzyłabyś, że mój Carlos, jak ważył prawie 3,5 kg, wcisnął się do rurki (na którą była nawinięta wykładzina) o średnicy 10 cm i się zaklinował na kilkanaście minut. U mnie, podobnie jak u Ciebie, nigdy więcej żadnych rzeczy z dziurką na wierzchu, chyba że ciastko z dziurką
Bo oczywiście własna matka prawie mi przez telefon głowę urwała, usłyszałam, co było do przewidzenia, że zachowałam się nieodpowiedzialnie. Jakoś nie zadziałało na moją korzyść, że my cali i zdrowi, że dzieci nieuszkodzone, że koty też całe, kazanie nie zostało mi odpuszczone
O masz... Następna mrożąca krew w żyłach historia... To ja chyba muszę poćwiczyć mocniejsze nerwy, bo wszystkiego przecież nie pochowam. Kabli u nas mnóstwo.Kamiko pisze:Haniu, ja myślę, że on już zapomniał, nie denerwuj się .
Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, kiedyś kociak zawisł mi na kablu od laptopa - nie do uwierzenia jak to zrobił .
Laptop stał na stole, kabel biegł normalnie od laptopa do gniazdka bez żadnych węzełków, pętelek itp. w pewnym momencie zobaczyłam, że maluch normalnie się powiesił na kablu. Jak on to zrobił do dziś nie wiem, na szczęście kabel mu się nie zacisnął ale strachu się najadłam . Maluch za chwilę jaby nic bawił się z rodzeństwem , a ja jeszcze długo nie mogłam dojść do siebie.
Ucałuj pysiola pręgatego - ciągle głupiutkiego <serce>
Leosiek jest... no nie wiem czy głupiutki, wg mnie straszny z niego mądrala