Meg zwana Kocinką
- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
<serce> A co słychać u Tośka mojego brytyjczyka bengalskiego? Ostatnio z wiadomych względów opuściłam się w czytaniu, ale zaraz zaparzę sobie herbaty i nadrobię! Jak ja się cieszę, że mam tę sterylizację za sobą! To był koszmar! Pewnie z drugim kotem będzie lepiej, ale narazie jestem na etapie, postanowienia, że następny kot będzie wykastrowany lub wysterylizowany wcześniej i przez kogoś innego. Trochę mi się to kłóci z przekonaniem, że wczesna kastracja jest szkodliwa, ale trudno. Można w sumie dokocić się także kotem starszym, nie musi być przecież od razu maluch. Ja się jednak do tego zabiegu po prostu psychicznie nie nadajękotku pisze:Oj jaka bidulka. Ale nawet całkiem ładnie jej w kubraczku. Megusiu kocinko słodka, jeszcze tylko troszkę... i będzie po staremu
- Julcik
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 2483
- Rejestracja: 24 lis 2011, 21:48
- Hodowla: ClarusCattus*PL
- Płeć: k
- Skąd: Gdańsk
- Kontakt:
- Ania_83
- Posty: 1415
- Rejestracja: 27 lis 2011, 20:15
Moja Lunka była sterylizowana jakies 3 tygodnie temu i miałam zalecenie aby w ogóle nie ściągać kubraczka. I z tego co wyczytałam na forum było to również po to aby kot się do niego przyzwyczaił i normalnie funkcjonował, bo jak wie że mu go ściągamy gdy on chce to to wykorzystuje i udaje że czegoś nie może. Ja nie ściągałam w ogóle, ranka pieknie się zagoiła, jest wszystko dobrze, mimo tego że Lunia była nieszczęśliwa w tym wdzianku. Na początku wydawao jej się że nie umie wskoczyć na kanape, miałkała, ale gdy widziałam że może tylko nie chce to ją zostawiałam i za 20 sek sama wskakiwała.
Szkoda mi jej było w tym kubraczku baaardzo ale to dla jej dobra.
Z Megusią też będzie wszystko dobrze, trzymam mocno kciuki !
Szkoda mi jej było w tym kubraczku baaardzo ale to dla jej dobra.
Z Megusią też będzie wszystko dobrze, trzymam mocno kciuki !
- AgnieszkaP
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 4857
- Rejestracja: 24 lut 2011, 16:16
- Płeć: kobieta
- Skąd: Warszawa
- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
To co dzisiaj się działo to był jeden wielki koszmar. Niestety musiałam pójść do pracy i to na stosunkowo długi dyżur, więc o 3 rano zdjęłam Meg kołnierz i kubraczek, żeby się przede wszystkim najadła, załatwiła i umyła sobie futerko. Przed wyjściem o 7 próbowałam jej założyć go z powrotem. Po prostu się nie dało. Meg zachowywała się tak, że pierwszy raz bałam się swojego kota warczała, furczała, drapała i próbowała mnie ugryźć. Nie mogłam spóźnić się na dyżur, nie mogłam wziąc też urlopu na żądanie, bo nie znaleźli by zastępstwa na gwałt, ale ... mniejsza o większość w każdym razie nie mogłam nie przyjść. Pojechałam do pracy. Do godziny 10 przeprowadziłam już milion rozmów w tym z hodowcą i z panią weterynarz, którzy powiedzieli mi że kotka może rozdrapać sobie ranę i powyciągać szwy. Udałam się więc do szefowej i poprosiłam o urlop na żądanie, którego... nie dostałam, ale na szczęście udało mi się "wyskoczyć" na dwie godziny. Meg faktycznie dała radę już powyjmować sobie kilka szwów na grzbiecie (nie wiem jak ona to zrobiła). Brzuszek zostawiła w spokoju, był tylko trochę zaróżowiony, ale szwy siedziały na swoim miejscu. Założyć kubraka po prostu się nie dało, to były sceny jak z jakiegoś horroru, w końcu zrezygnowana w obawie przed ranami ciętymi. Postanowiłam otulić ją kocem i zapakować do transporterka. Zawiozłam Meg do lecznicy. W międzyczasie w trybie ekspresowym zaopatrzyłam się w rozciągliwe getry (wskazówka hodowcy). U weterynarza Meg zachowywała się bardzo grzecznie, raz tylko fuknęła. Pani weterynarz zrobiła dziurki na nóżki w getrze i "taka opaska" została nałożona na przednie nóżki, żeby zasłonić ranę na grzbiecie. Na to wszystko został nałożony kubraczek wiązany na wstążeczki. Pani weterynarz kazała mi zdjąć kubraczek w domu do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Pani hodowca do której zadzwoniłam z pytaniem: co mam robić, bo pracuję w święta i nie wyobrażam sobie zdjąć jej kubraczka powiedziała, to co radziły mi niektóre dziewczyny. Absolutnie nie ściągać kubraczka, ma w nim chodzić dopóki rana się nie zagoi. Jak bedzie wiedziała, że kubraczka sie nie zdejmuje na życzenie kota, to w końcu trafi do toalety jak będzie w bardzo pilnej potrzebie. Otworzyłam Meg krytą kuwetę, żeby łatwiej było jej wejść do środka, zostawiłam też papierowe pudła gdyby się okazało, że nie podniesie tak wysoko nóg. Niedawno wróciłam z pracy i widzę nadal wściekłą Meg, która rozwiązała sobie większość tylnych kokardek, ale na szczęście nie wyjęła z nich nóżek i jakoś dałam radę jej je pozawiązywać. I teraz mam pytanie: wydaje mi się, że zrobiła siku do kuwety będąc w kubraczku, ale nic poza tym. Martwię się, bo ostatnią kupę Meg zrobiła podobno przed zabiegiem sterylizacji, czyli w środę, a już jest piątek! Co robić? Pani weterynarz kazała dodać mi oleju do karmy. Bardzo proszę o rady. Podobno rana mimo wyjęcia kilku szwów ładnie się goi, zarówno jedna jak i druga. Nie mam zamiaru zdejmować jej kubraczka, bo jej nie założę z powrotem. Pani weterynarz powiedziała także, że jestem bardzo nisko w kociej hierarchii skoro własny kot na mnie syczy. Nie wiedziałam, do tej pory że jest jakaś hierarchia u kotów. Byłoby głupio gdyby się okazało, że nie jestem w stanie nic zrobić przy własnym kocie, bo się go boję. Co zrobić, żeby poprawić relację z własnym kotem? Ona do tej pory była kochana i łagodna, a teraz ... hmm myślę, że może mnie uważać za przyczynę swoich nieszczęść. To w końcu ja ją zawizołam na ten okrutny zabieg i torturuje od jakiegoś czasu zakładaniem kubraczków na przykład. Co prawda chodzi za mną z pokoju do pokoju, tylko nie pozwala się dotknąć. Chciała, żebym jej zdjęła ubranko, ale jak się zorientowała że zamiast rozwiązywania kokardek je zawiązuje to szlag ją trafił ze złości delikatnie mowiąc. A może coś w tym zabiegu się nie udało? Może ją coś bardzo boli? A na koniec muszę powiedzieć, że całkowicie zmieniłam zdanie dotyczące wczesnej sterylizacji i to nie ze względu na koty, ale ze względu na ludzi. Myślę, że lepiej jak ten zabieg przeprowadza osoba doświadczona np. hodowca. Wszyscy hodowcy mogą mnie podawać za przykład jak ewoluowały moje poglądy w tej sprawie. Może jakbym wychowywała się wśród zwierząt, na wsi np. to nie robiłabym z tego takiego hallo, ale musze powiedzieć, że naprawdę przerasta mnie to doświadczenie. Intuicyjnie obawiałam się tego zabiegu i proszę wszystko sprawdza się co do joty. Pewnie kotka wyczuwa mój gigantyczny stres i też się jej on udziela. Moim marzeniem na święta jest, żeby mój kot w końcu zrobił kupę - nie wiedziałam, że tak zmieni mi się optyka.
:-) Zakończyłam na wesoło, ale poradźcie coś. Co ja mam teraz robić? Kubraka jej nie ściągnę, bo potem go w życiu nie założę samodzielnie, a do pracy muszę chodzić, żeby zarobić na ... weterynarza.
A na końcu z "zupelnie innej beczki" chciałam wszystkim życzyć Wszystkiego Najlepszego z Okazji Świąt! I żeby ich koty były mruczkami kanapowymi i nigdy nie odsłaniały swojego drugiego oblicza! Chociaż trudno się kotu dziwić, zęby i pazury to jedyny sposób, aby kot mógł powiedzieć pani, że mu zrobiła krzywdę (dla jego dobra teoretycznie). Tłumaczy mi na swój sposób. Życzę Wam jeszcze z okazji świąt, aby wasze koty polubiły wchodzenie do transporterka!
Trochę się "wyluzowalam", bo Meg śpi teraz ładnie na pościeli.
A na końcu z "zupelnie innej beczki" chciałam wszystkim życzyć Wszystkiego Najlepszego z Okazji Świąt! I żeby ich koty były mruczkami kanapowymi i nigdy nie odsłaniały swojego drugiego oblicza! Chociaż trudno się kotu dziwić, zęby i pazury to jedyny sposób, aby kot mógł powiedzieć pani, że mu zrobiła krzywdę (dla jego dobra teoretycznie). Tłumaczy mi na swój sposób. Życzę Wam jeszcze z okazji świąt, aby wasze koty polubiły wchodzenie do transporterka!
Trochę się "wyluzowalam", bo Meg śpi teraz ładnie na pościeli.
- Dorszka
- Administrator
- Posty: 6057
- Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Wrocław
- Kontakt:
Przykro mi, ze pani doktor takie bzdury opowiada. Kotka walczy o swoją wolność w jej mniemaniu, to wszystko. Nie wiem naprawdę, co powiedzieć, bo ostatnio coraz częściej mam na forum wrażenie, że i tak nie ma komu słuchać, i czuję się trochę bezsilna. Powtarzamy tyle razy, żeby kubraka nie ściągać. Kotka się naje i w nim, naprawdę żadna krzywda jej się nie dzieje. Podobnie się załatwi, najwyżej trochę pobrudzi kubrak - ale nie powinna, wycięcie z tyłu jest zawsze wystarczające, chyba, że weterynarz dała po prostu za duży kubrak. Zdejmowanie i zakładanie na przemian będzie tylko potęgowało złe zachowania, a w konfrontacji z człowiekiem, gdy do głosu dochodzą zachowania typu syczenie, drapanie i gryzienie, kot zawsze wyjdzie zwycięsko, zwłaszcza z osobą mało doświadczoną. Każde takie zakończenie bardzo szybko uczy kota, że jego zachowanie się opłaca.kosanna pisze:Pani weterynarz powiedziała także, że jestem bardzo nisko w kociej hierarchii skoro własny kot na mnie syczy.
Proszę nie ściągać kubraka. Jeśli jest za duży, proszę poprosić lekarza o wymianę - jeśli jest dobry, z tyłu jest wycięcie, i kot się bez problemu załatwi w kubraku. Wejdzie do kuwety, a nawet wskoczy wszędzie tam, gdzie mu się spodoba. Kubrak w żaden sposób nie krzywdzi Meg. Naprawdę wszystko już wielokrotnie na temat kubraków zostało napisane - jeśli kubrak ma być na kocie, to ma być cały czas. Ma być dobrego rozmiaru - wówczas nie przeszkadza kotu w załatwianiu potrzeb fizjologicznych.
- Ada
- Posty: 995
- Rejestracja: 27 paź 2011, 23:19
- Płeć: kobieta
- Skąd: Polska
- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
Dzięki Dorszko za odpowiedź. Żałuję że nie słuchałam mądrzejszych od siebie przed szkodą. Moja pani hodowca od której kupiłam kota także mówiła mi, żebym wywaliła za luźny kubrak w kokardki na śmietnik, a na całość założyła getrę z rajstopy wtedy jest ciasno i kot się z niej nie wydostanie. Natomiast wterynaryjny kubrak wiązany w kokardki na górze tylką ją drażni. To było po tym jak zadzwoniłam do niej z rozpaczy, żeby powiedzieć że mimo zalecenia weterynarza, aby zdejmować kubrak nie będę tego robić. Teraz też właśnie obudziłam się i zawiązuję kokardki z powrotem ku wielkiemu niezadowoleniu Meg, bo gmeram przy jej kubraku. Jednak nie mam jeszcze "śmiałości", albo odwagi cywilnej żeby probówać nałożyć jej getrę na cały tułów. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że jako osoba niedoświadczona niejako z automatu uznaję autorytet weterynarza. Wydaje mi się, że skoro tacy ludzie zajmują się takimi sprawami i mają w tej dziedzinie ukończone studia i doświadczenie to pewnie się na tym znają. Smutno mi było z powodu zastrzyku w kark, bo po tym doświadczeniu wywnioskowałam, że często weterynarzom brakuje takiej ludzkiej empatii. Skoro ja totalny laik jeszcze przed świadomością, że zrobila się tam martwica, poprosilam aby kolejny zastrzyk dostała w łapkę, bo językiem będzie mogła sobie to miejsce rozmasować i złagodzić ból, a lekarze na to nie wpadli. Trochę to jest dziwne. Pocieszam się, że cierpienie Meg posłuży innym kotom, bo teraz pani i pan weterynarz zgodzili się ze mną i zarzekali się, że nie będą dawać innym kotom zastrzyków w kark. Teraz zresztą nie pozwoliłabym zrobić zastrzyku w kark najlepszemu wterynarzowi pod słońcem bo uczę się na błędach, tak samo nie ściągałabym i nie zakładała ubranka. Ale zrozum Dorszko przeciętnego człowieka który ma kota i to jest jego pierwszy kot w życiu i na odchodnym dostaje informacje, że kot się nie załatwi w ubranku! A jego kot właśnie się nie załatwiał od dłuższego czasu, to co robi taki człowiek ufa lekarzowi i w trosce o kota mu to ubranko zdejmuje. Gdyby Meg mnie tak nie sprała, to też pewnie bym to zrobiła, ale w obawie przed "laniem" postanowiłam się zbuntować. I w przypływie rozpaczy zadzwoniłam do pani hodowcy, ktora mnie w tym buncie utwierdziła. Ci weterynarze też pewnie nie chcieli źle, nie sądze żeby mieli złe intencje.Dorszka pisze:Przykro mi, ze pani doktor takie bzdury opowiada. Kotka walczy o swoją wolność w jej mniemaniu, to wszystko. Nie wiem naprawdę, co powiedzieć, bo ostatnio coraz częściej mam na forum wrażenie, że i tak nie ma komu słuchać, i czuję się trochę bezsilna. Powtarzamy tyle razy, żeby kubraka nie ściągać. Kotka się naje i w nim, naprawdę żadna krzywda jej się nie dzieje. Podobnie się załatwi, najwyżej trochę pobrudzi kubrak - ale nie powinna, wycięcie z tyłu jest zawsze wystarczające, chyba, że weterynarz dała po prostu za duży kubrak. Zdejmowanie i zakładanie na przemian będzie tylko potęgowało złe zachowania, a w konfrontacji z człowiekiem, gdy do głosu dochodzą zachowania typu syczenie, drapanie i gryzienie, kot zawsze wyjdzie zwycięsko, zwłaszcza z osobą mało doświadczoną. Każde takie zakończenie bardzo szybko uczy kota, że jego zachowanie się opłaca.kosanna pisze:Pani weterynarz powiedziała także, że jestem bardzo nisko w kociej hierarchii skoro własny kot na mnie syczy.
Proszę nie ściągać kubraka. Jeśli jest za duży, proszę poprosić lekarza o wymianę - jeśli jest dobry, z tyłu jest wycięcie, i kot się bez problemu załatwi w kubraku. Wejdzie do kuwety, a nawet wskoczy wszędzie tam, gdzie mu się spodoba. Kubrak w żaden sposób nie krzywdzi Meg. Naprawdę wszystko już wielokrotnie na temat kubraków zostało napisane - jeśli kubrak ma być na kocie, to ma być cały czas. Ma być dobrego rozmiaru - wówczas nie przeszkadza kotu w załatwianiu potrzeb fizjologicznych.
Czytałam na forum o kastracji, ale pewnie tak to jest że człowiek czyta to co chce przeczytać niejako na tej samej zasadzie, że widzi to co wie. Forumowicze opisują często komplikacje po zabiegu, więc np. konieczność przemywania ranki i sprawdzania czy się wszystko dobrze się goi, więc w tym celu zdejmują kubrak. I jakoś to mi szczególnie utknęło w pamięci, pewnie podświadomie oczekiwałam, że przy moim "szczęściu" komplikacje będą jak nic! W każdym razie dziękuję że odpisałaś. Ja na forum po prostu nie doczytałam. Na forum też jest wiele szkół tzw. katowicka i otwocka
