A ja tak w skrócie (postaram się) o Świętach z Lunką.
Na trzy dni pojechałysmy do moich rodziców. To tam gdzie jest 45 kg piesio.. Ogólnie to przezywałam to od tygodnia, ale wyjścia nie miałam, bo samej małej na tyle nie zostawie.
Lunia przyzwyczajona jest do mojego małego mieszkanka, a tam jest sporty dom, więc pierwszy dzień przesiedziała tylko w moim starym pokoju
Gdy już dobrze poznała miejsca i widziałam że całkiem odważnie chodzi, wzięłam Gabi (labradorka) ze spaceru na smycz do domu i wprowadziłam. Najpierw głupole się w ogóle nie zauwazyły.. a gdy się zobaczyły to Gabula cała uradowana chciała do kotka, a kotek schował się pod stołem na krzesełkach. Tam miała dobra miejscówkę.
Psiutek jest dobrze wychowany więc gdy mówiłam siad, uspokój sie itd to ładnie siadała i tylko sobie patrzyła. Po 5 minutach stwierdziła że nic sie nie dzieje więc połozyła się, a potem poszła do swojego łóżeczka. To kicio (też ciekawskie zwierze) od razu wyłaziła, obeszła w drugą stronę i patrzyła na piesia ale tak troszkę niepewnie. Gdy Gabi znowu ją zauważyła to znowu cała radosna chciała do pluszowego kotka, aż płakała tak bardzo chciała. I tak na smyczy ją zblizałam coraz bliżej, pies się cieszył ale Lunia syknęła ze trzy razy. Potem już prawie nie. Gabula strasznie by chciała się z kotkiem pobawić,cieszyła sie bardzo i wiem że by się do siebie przyzwyczaiły tylko było za mało czasu, a boje sie tylko jednego że Gabi jest wielka, jej łeb jest jak cały ten kociaczek, ma cięzkie łapska którymi wierzga jak koń jak się cieszy i boje się że zrobi kotkowi krzywdę albo kicio podrapie piesia po oczku czy nosku moim kochanym jak Gabi będzie zbyt nachalna. Ale Lunia widać że się tak bardzo nie boi, a wręcz jest ciekawa co to za wielkie zwierze na czterech łapach.
Wybaczcie że tak długo.. <oops> ale musiałam się tym z Wami podzielić