Rano, gdy tylko dzieci wstaly, otworzylam drzwi do drugiej czesci mieszkania, w ktorej rzadzil Budyn. Ten wparowal do przedpokoju z impetem rozwscieczonego kowboja, wpadajacego do baru z wrzaskiem przewalajac stoliki - GDZIE JEST MOJA ULUBIONA WHISKY?!
Budyn rozgonil korytarzowe pufy, wtorpedowal do sypialni na lozko z ogonem zadartym w gore jak malpka (paradowanie w takiej pozie praktycznie u Budynia nie wystepuje), stanal w rozkroku na srodku wyrka majtajac ogonem i wykrzyczal w przestrzen: MIAAAAUUUUU!! wprawiajac w oslupienie reszte towarzystwa..
Ponizej nasz Chlopak od Krow ;-D





