No to faktycznie z Bentleyka ciężki przypadek. Myślałam, że tylko z przedniej łapki wet próbował.
Ja bym mu w takim razie dała spokój. Jak kot jest zdrowy, wyniki z moczu też wyjdą dobre, to chyba nie ma sensu na siłę robić mu badań krwi.
Sonia pisze:No to faktycznie z Bentleyka ciężki przypadek. Myślałam, że tylko z przedniej łapki wet próbował.
Ja bym mu w takim razie dała spokój. Jak kot jest zdrowy, wyniki z moczu też wyjdą dobre, to chyba nie ma sensu na siłę robić mu badań krwi.
Ja to pierwszy raz jak widzałam Bentley'a "w akcji" jak miał mieć krew do kastracji pobieraną to nie mogłam uwierzyć, że to on <shock> . Soniu masz całkowitą rację i wet też stwierdził tak, jak Ty, nie ma go co stresować pobieraniem krwi na razie. To pierwsze badania okresowe po kastracji i myślałam, że to krew+ mocz zawsze razem się pobiera. Mam nadzieję, że wszystko ok będzie w wynikach z moczu. Nie zapytałam się weta czy można proflaktycznie podawać mu Uro-Pet jak jest po kastacji i np. badania moczu byłyby w porządku? Tak się zastanawiam czy by nie zaszkodziło..
No to odetchnij, bo juz przeciez PO.
Wsadz do michy cos dobrego, pomiziaj po brzuszku, i bedzie po sprawie.
Bo pobieranie krwi nie bedzie potrzebne, zobaczysz.
On to wściekły (z głodu ) rano do weta jechał, na początku czekałam ponad godzinę jak zrobi siusiu i wyszło łącznie, że bez jedzenia był przez 11h.. Jak wróciliśmy to zjadł Cosmę w tempie błyskawicznym, aż dziwne, że się nie zadławił <shock>
Jeśli kocio tak źle reaguje na pobierani krwi wet powinien podac coś uspokajającego.
Moze jest ktos kogo kocio uwielbia i przy kim jest grzeczny.
U mnie na diabła wcelonego u weta w postaci Fiony mamy mojego męża. Przy nim zmienia sie w aniołka i jest bardzo grzeczna:)
maga pisze:Jeśli kocio tak źle reaguje na pobierani krwi wet powinien podac coś uspokajającego.
Moze jest ktos kogo kocio uwielbia i przy kim jest grzeczny.
U mnie na diabła wcelonego u weta w postaci Fiony mamy mojego męża. Przy nim zmienia sie w aniołka i jest bardzo grzeczna:)
My z mężem oboje z nim byliśmy, na prawdę staraliśmy się go uspokoić ale Bentley przy takich zabiegach wpada w szał i na nic nie reaguje, jakby był w transie i nikogo nie widział . Następnym razem w razie czego wet zaproponowała, że da mu coś na uspokojenie. Zobaczymy jakie wyniki moczu będą. Jak go wzięłam na ręce po próbie pobrania krwi to tak się we mnie wczepił pazurkami i wtulił do czasu, gdy się uspokoił to mnie puścił i zaczął mruczeć. Strasznie się czuję z tym, że tak to przeżywał, aż mi łzy do oczu napływają .
wiem co czułaś Lenka, ja tak mam zawsze przy kotach u weta jak się im "krzywda dzieje i płaczą albo tak włąśnie wpadaja w amok (i przy dzieciach u lekarza tez, córka w "wieku" dwoch miesiecy miała rpzetykane kanaliki łzowe a ja ją musiałam trzymać...)