Kiciura - sześcioletnia kotka, nazywana przeze mnie miałkunicą. Ponoć jest mixem maine coon'a i kota syberyjskiego. Trafiła do mnie dwa lata temu z fundacji ELPIS. Zawsze podobały mi się puchate i włochate kociaste i pewnego dnia trafiłam na ogłoszenie adopcyjne i się w niej zakochałam. Kiciura to bardzo niezależna panienka z niewyjaśnioną przeszłością. Nie wiem jaka była jej historia, co się z nią działo i jak była traktowana. Była bardzo ostrożna i wycofana, nie lubi szumu, głośnych rozmów i nagłych ruchów. Jeszcze do niedawna nie dawała pogłaskać się po brzuchu, obciąć sobie pazurów i zajrzeć do pyszczka. Cały czas się otwiera. Kita to oczko w głowie mojego męża zresztą ze wzajemnością. Ja jestem od cateringu i czyszczenia kuwety. Śpi po jego stronie łóżka, tylko jemu pozwala się wziąć na ręce i trzymać przez dłuższy czas i przybiega na jego zawołanie. Ja jestem mniej ważna.


A oto bohater postów o tajemniczym choróbsku - Pixel Ewjatar*PL zwany przeze mnie Pixem bądź Lelkiem. Przyjechał do nas w lipcu br i niestety zaczął od chorowania. Mega miziasty i przytulasty facet no i cały mój
Przed choróbskiem


Teraz

