a oczy faktcznie, co zdjęcie, to większe i okrąglejsze, niczym u słynnego kota ze shreka <zakochana> :-)
Meg zwana Kocinką
- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
Gdy zadzwonił domofon Meg jak zwykle pobiegła schować się do kanapy ile miała tylko sił w swoich krótkich łapkach.
Meg: KTOŚ IDZIE?

Uploaded with ImageShack.us
W goście przyszła znajoma pani ze swoim kotem, która ma w domu 6 kotów i na dodatek opiekuje się bezdomnymi kotami na osiedlu rodziców. Ponieważ wyjeżdża do swojej rodziny na groby (a trudno podróżować z 6 transporterami) doszłyśmy do wniosku, że zostawi u mnie na „tymczas” Franka. Dochodząca opiekunka także wolała mieć pod opieką mniejszą liczbę zwierząt niż 6 kotów i dwa psy.
Franek jest młodym niewykastrowanym kocurem rasy europejskiej o bardzo towarzyskiej, pogodnej naturze. To kot lubiący się bawić, lubiący inne koty, w stadzie pełni funkcję mediatora rozwiązując kocie konflikty, dodatkowo jest kotem odważnym i śmiałym. Często odwiedza inne domy z kotami, bo słynie z tego, że nie robi to na nim większego wrażenia. Gdy zjawił się Franek Meg siedziała ukryta w kanapie i udawała, że jej nie ma w domu. Tymczasem Franek na krótkich nóżkach zwiedził szybko cały teren, omijając szerokim łukiem kanapę z Meg. Gdy wszedł do małego pokoju przestraszył się fontanny (w domu podobno takiej nie ma) i zaczął przeraźliwie miauczeć. To miauczenie zaniepokoiło Meg, która wyszła z kanapy i pobiegła sprawdzić, co się dzieje. I spotkała się „oko w oko” z Frankiem. Na Franku nie zrobiło to większego wrażenia, natomiast Meg nastroszyła kitę. Franek dał susa w bok, a Meg wycofała się „na z góry upatrzone pozycje”, czyli zniknęła w czeluściach kanapy. Natomiast Franek gdy już „namierzył” gospodarza i odkrył „jaki stwór w tej grocie mieszka” kompletnie „się wyluzował”, czyli zaczął: szaleć z piórkami, wspinać się na drapak, bawić w tunelu, zaglądać do miski itd. W którymś z postów pisałam, że Meg jest szybsza od światła. Nic z tych rzeczy. Meg przy Franku to trabant przy mercedesie jeśli chodzi o prędkość poruszania się. Po jakimś czasie Franek doszedł do wniosku, że skoro ta gospodyni taka niegościnna i jak przystało na Angielkę wychodzi z założenia, że „my home my castle”, (tylko Brytyjczycy mogli to wymyślić), to on ją z tego „zamku” wyciągnie i panienkę rozrusza. Niestety w tym momencie pojawił się syyyyyyyyyyyyykkkkk ostrzegawczy pt. Nawet nie próbuj wejść do mojej kryjówki, bo Cię ZJEM! Frankowi dwa razy nie trzeba było tego powtarzać, więcej do kanapy już nie podchodził. Za to ja wpadłam na pomysł, że skoro Franek jest kotem o stabilnej psychice, to może przyśpieszę socjalizację, gdy otworzę kanapę. Otworzyłam kanapę i moim oczom ukazała się Meg w poduchach i kołdrach. Meg siedziała w loży, natomiast Franek przed jej oczami robił piruety, skoki przez tunel, najróżniejsze akrobacje. Gdy się tak nagimnastykował ponowił próbę zaprzyjaźnienia się z koleżanką, ale wtedy nastąpiło ponowne ostrzegawcze: syyyyyyyyyyyykkkk. Po godzinie zabawy Frankowi się znudziło i poszedł do innego pokoju szukać nowych zabawek, za moment przyniósł w zębach kulkę z piórkami, po następnej godzinie piłkę. Wykorzystując moment nieuwagi Meg opuściła schron i schowała się za winklem. Franek rozochocony następną zabawką i zdziwiony, że nie śledzi go para oczu postanowił zajrzeć do wersalki. Powoli na przycupniętych nóżkach wszedł prosto do jaskini lwa, myśląc pewnie (po intensywności zapachu), że Meg jest w środku. Tymczasem Meg tylko na to czekała zaszła go od tyłu i zatarasowała drogę ucieczki. Franek zorientował się, ze ma oddech wroga na plecach, więc odwrócił się i zamarł. Meg miała kitę jak wiewióra, ale Franek był spokojny. Mierzyły się wzrokiem. Myślę, że gdyby Franek nie był Frankiem to Meg by go zaatakowała, ale Franek unikał kontaktu wzrokowego. Meg nie spuszczała z niego oczu. Opiekunka Franka doszła do wniosku obserwując mowę ciała kotów, że Meg go stamtąd nie wypuści, więc podeszła do wersalki. Meg się wtedy na trochę odsunęła, a pani wyjęła swojego kota z pościeli. Franek po tym incydencie chodził już krok w kok za swoją panią i przez moment wydawało się, że całkowicie stracił swój dotychczasowy luz. Meg natomiast wyszła z ukrycia i stanęła w strategicznym „punkcie widokowym” na środku przedpokoju. Franek natomiast schował się w kącie przy drapaku w sąsiednim pokoju. Zauważyłam też, że pewność mojego kota jest wprost proporcjonalna do pewności, czy ma mnie za plecami. Gdy poszłam bawić się z Frankiem Meg znowu zniknęła za wersalką, a Franek nabrał pewności siebie, czyli wyciągnął się na całej długości na zimnej terakocie, a potem znowu zaczął ganiać za piórkiem. Gdy Meg wyszła w końcu zza wersalki i położyła się obok koty na siebie już nie syczały. Meg tylko nie spuszczała Franka z pola widzenia. Jego pani natomiast doszła do wniosku, że nie zostawi Franka, bo sama mogę sobie z nimi nie poradzić. Ta pani ma koty od piątego roku życia i przez jej dom przewinęły się stada kotów na wpółdzikich, które kastruje itd. Stwierdziła, jednak, że Meg chociaż na chwilę obecną jest całkowicie niezsocjalizowana i dzika rokuje jednak nadzieje na dokocenie, ponieważ nie atakowała, tylko syczała. Niestety jest lękliwa i musi za towarzysza mieć takiego kota jak Franek, bo gdyby pojawił się drugi taki jak Meg to mogłoby by dojść do „łapoczynów”. Podzieliłam się z wami tą refleksją, bo obserwując szalejącego i wyluzowanego Franka doszłam do wniosku, że lepiej mieć w domu dwa koty niż jednego. I już więcej wiem o swoim kocie jaki jest.

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Hej mała! Jestem wesoły Franek! Najwiekszy luzak w mieście!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Takiej zabawki to ja jeszcze nie widziałem!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Jaki masz fajowy tunel! Hej, jedynaczka nie obrażaj się, że bawię się Twoimi zabawkami. Wyszłabyś z tej dziury i też się ze mną pobawiła! No, mała, czekam!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Nie wiedziałem, że brytyjskie są takie oziębłe. Mała co z Twoją gościnnością? Przestań przeszywać mnie wzrokiem! Aż mi ciary chodzą po plecach!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: W sumie masz rację, taki jestem trochę nieokrzesany, a Ty wiadomo dama. To zacznijmy jeszcze raz!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Dobra, dobra. Zrozumiałem. Idę sobie.

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Lubisz piórka? Ty tylko udajesz taką groźną, naprawdę jesteś cool! Mówi mi to moja kocia intuicja, no i ładna jesteś! Taka puchata!

Uploaded with ImageShack.us
MEG: Mam Cię!

Uploaded with ImageShack.us
MEG: Wykurzyłam plebeliusza z salonów. Nawet mógłby być, ale był trochę za pewny siebie, no i niech sobie chłopak nie myśli, że "łatwa" ze mnie sztuka
:-)
Meg: KTOŚ IDZIE?

Uploaded with ImageShack.us
W goście przyszła znajoma pani ze swoim kotem, która ma w domu 6 kotów i na dodatek opiekuje się bezdomnymi kotami na osiedlu rodziców. Ponieważ wyjeżdża do swojej rodziny na groby (a trudno podróżować z 6 transporterami) doszłyśmy do wniosku, że zostawi u mnie na „tymczas” Franka. Dochodząca opiekunka także wolała mieć pod opieką mniejszą liczbę zwierząt niż 6 kotów i dwa psy.
Franek jest młodym niewykastrowanym kocurem rasy europejskiej o bardzo towarzyskiej, pogodnej naturze. To kot lubiący się bawić, lubiący inne koty, w stadzie pełni funkcję mediatora rozwiązując kocie konflikty, dodatkowo jest kotem odważnym i śmiałym. Często odwiedza inne domy z kotami, bo słynie z tego, że nie robi to na nim większego wrażenia. Gdy zjawił się Franek Meg siedziała ukryta w kanapie i udawała, że jej nie ma w domu. Tymczasem Franek na krótkich nóżkach zwiedził szybko cały teren, omijając szerokim łukiem kanapę z Meg. Gdy wszedł do małego pokoju przestraszył się fontanny (w domu podobno takiej nie ma) i zaczął przeraźliwie miauczeć. To miauczenie zaniepokoiło Meg, która wyszła z kanapy i pobiegła sprawdzić, co się dzieje. I spotkała się „oko w oko” z Frankiem. Na Franku nie zrobiło to większego wrażenia, natomiast Meg nastroszyła kitę. Franek dał susa w bok, a Meg wycofała się „na z góry upatrzone pozycje”, czyli zniknęła w czeluściach kanapy. Natomiast Franek gdy już „namierzył” gospodarza i odkrył „jaki stwór w tej grocie mieszka” kompletnie „się wyluzował”, czyli zaczął: szaleć z piórkami, wspinać się na drapak, bawić w tunelu, zaglądać do miski itd. W którymś z postów pisałam, że Meg jest szybsza od światła. Nic z tych rzeczy. Meg przy Franku to trabant przy mercedesie jeśli chodzi o prędkość poruszania się. Po jakimś czasie Franek doszedł do wniosku, że skoro ta gospodyni taka niegościnna i jak przystało na Angielkę wychodzi z założenia, że „my home my castle”, (tylko Brytyjczycy mogli to wymyślić), to on ją z tego „zamku” wyciągnie i panienkę rozrusza. Niestety w tym momencie pojawił się syyyyyyyyyyyyykkkkk ostrzegawczy pt. Nawet nie próbuj wejść do mojej kryjówki, bo Cię ZJEM! Frankowi dwa razy nie trzeba było tego powtarzać, więcej do kanapy już nie podchodził. Za to ja wpadłam na pomysł, że skoro Franek jest kotem o stabilnej psychice, to może przyśpieszę socjalizację, gdy otworzę kanapę. Otworzyłam kanapę i moim oczom ukazała się Meg w poduchach i kołdrach. Meg siedziała w loży, natomiast Franek przed jej oczami robił piruety, skoki przez tunel, najróżniejsze akrobacje. Gdy się tak nagimnastykował ponowił próbę zaprzyjaźnienia się z koleżanką, ale wtedy nastąpiło ponowne ostrzegawcze: syyyyyyyyyyyykkkk. Po godzinie zabawy Frankowi się znudziło i poszedł do innego pokoju szukać nowych zabawek, za moment przyniósł w zębach kulkę z piórkami, po następnej godzinie piłkę. Wykorzystując moment nieuwagi Meg opuściła schron i schowała się za winklem. Franek rozochocony następną zabawką i zdziwiony, że nie śledzi go para oczu postanowił zajrzeć do wersalki. Powoli na przycupniętych nóżkach wszedł prosto do jaskini lwa, myśląc pewnie (po intensywności zapachu), że Meg jest w środku. Tymczasem Meg tylko na to czekała zaszła go od tyłu i zatarasowała drogę ucieczki. Franek zorientował się, ze ma oddech wroga na plecach, więc odwrócił się i zamarł. Meg miała kitę jak wiewióra, ale Franek był spokojny. Mierzyły się wzrokiem. Myślę, że gdyby Franek nie był Frankiem to Meg by go zaatakowała, ale Franek unikał kontaktu wzrokowego. Meg nie spuszczała z niego oczu. Opiekunka Franka doszła do wniosku obserwując mowę ciała kotów, że Meg go stamtąd nie wypuści, więc podeszła do wersalki. Meg się wtedy na trochę odsunęła, a pani wyjęła swojego kota z pościeli. Franek po tym incydencie chodził już krok w kok za swoją panią i przez moment wydawało się, że całkowicie stracił swój dotychczasowy luz. Meg natomiast wyszła z ukrycia i stanęła w strategicznym „punkcie widokowym” na środku przedpokoju. Franek natomiast schował się w kącie przy drapaku w sąsiednim pokoju. Zauważyłam też, że pewność mojego kota jest wprost proporcjonalna do pewności, czy ma mnie za plecami. Gdy poszłam bawić się z Frankiem Meg znowu zniknęła za wersalką, a Franek nabrał pewności siebie, czyli wyciągnął się na całej długości na zimnej terakocie, a potem znowu zaczął ganiać za piórkiem. Gdy Meg wyszła w końcu zza wersalki i położyła się obok koty na siebie już nie syczały. Meg tylko nie spuszczała Franka z pola widzenia. Jego pani natomiast doszła do wniosku, że nie zostawi Franka, bo sama mogę sobie z nimi nie poradzić. Ta pani ma koty od piątego roku życia i przez jej dom przewinęły się stada kotów na wpółdzikich, które kastruje itd. Stwierdziła, jednak, że Meg chociaż na chwilę obecną jest całkowicie niezsocjalizowana i dzika rokuje jednak nadzieje na dokocenie, ponieważ nie atakowała, tylko syczała. Niestety jest lękliwa i musi za towarzysza mieć takiego kota jak Franek, bo gdyby pojawił się drugi taki jak Meg to mogłoby by dojść do „łapoczynów”. Podzieliłam się z wami tą refleksją, bo obserwując szalejącego i wyluzowanego Franka doszłam do wniosku, że lepiej mieć w domu dwa koty niż jednego. I już więcej wiem o swoim kocie jaki jest.

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Hej mała! Jestem wesoły Franek! Najwiekszy luzak w mieście!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Takiej zabawki to ja jeszcze nie widziałem!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Jaki masz fajowy tunel! Hej, jedynaczka nie obrażaj się, że bawię się Twoimi zabawkami. Wyszłabyś z tej dziury i też się ze mną pobawiła! No, mała, czekam!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Nie wiedziałem, że brytyjskie są takie oziębłe. Mała co z Twoją gościnnością? Przestań przeszywać mnie wzrokiem! Aż mi ciary chodzą po plecach!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: W sumie masz rację, taki jestem trochę nieokrzesany, a Ty wiadomo dama. To zacznijmy jeszcze raz!

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Dobra, dobra. Zrozumiałem. Idę sobie.

Uploaded with ImageShack.us
FRANEK: Lubisz piórka? Ty tylko udajesz taką groźną, naprawdę jesteś cool! Mówi mi to moja kocia intuicja, no i ładna jesteś! Taka puchata!

Uploaded with ImageShack.us
MEG: Mam Cię!

Uploaded with ImageShack.us
MEG: Wykurzyłam plebeliusza z salonów. Nawet mógłby być, ale był trochę za pewny siebie, no i niech sobie chłopak nie myśli, że "łatwa" ze mnie sztuka
-
Bożena
- Posty: 301
- Rejestracja: 18 paź 2011, 23:19
Śliczna ta Twoja panienka i jaki zalotnik,ma racje Megusia że nie jest taka łatwa niech się chłopak postara.Kosanno Kacpusiowi oczka często łzawiły miałam płyn do przemywania Eye cleaner nie sprawdził się a teraz jak ostatnio byłam u weta polecił Optex i sprawa załatwiona oczka zdrowe przemywam 1 lub 2razy dziennie.Głaski dla Meg

- Kamiko
- Hodowca
- Posty: 3390
- Rejestracja: 19 gru 2008, 12:29
- Hodowla: Mazuria*PL
- Płeć: kobieta
- Skąd: Dobra Wola k/Nasielska
- Kontakt:
- agnieszka d
- Posty: 123
- Rejestracja: 01 kwie 2010, 13:22
Dopiero teraz przeczytałam historię Waszej znajomości :-) No tak to bywa, ze zcwłoeik zakocha się nie wiadomo dlaczego...serce nie sługa, prawda?
Ja swojego tez wypatrzyłam w necie i stwierdziłam, ze jakiś taki smutnawy był...i po mnie <lol> Tak to własnie jest jak się szuka nakolankowego kota, prawda?
- Sonia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 16876
- Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
- Płeć: K
- Skąd: Orzesze
-
kotku
- Posty: 4225
- Rejestracja: 26 lip 2011, 20:51