Ale ja mu wciąż powtarzam: "Nie, nie będzie mnie w Poznaniu. Nie! Nie będę pod telefonem. Nie. Nie biorę laptopa ze sobą." Ale jak grochem o ścianę. I wieczne pretensje. No ale przejdźmy do tematów przyjemniejszych :-) Warioty dwa ofutrzone kochane...Ile one mi szczęścia dają...Przy nich problemy z pracą od razu oddalają się o kilometry świetlne. Na początku zdziwione były baardzo, że tyle czasu jestem w domu, później nie było zmiłuj - hulaj duszo piekła nie ma <diabel> Jelun przechodzi sam siebie..Ale poranki są cudne. Oba stały się na maksa przytulaste - Jelon pakuje się koło mojej twarzy na poduszkę, Młoda albo pod kołdrę, pod moje nogi, albo koło Jelonka na poduchę <zakochana> I tak sobie drzemiemy do 8-9. Później roznoszą chatę jak się da <lol>
Paskudy moje kochane <zakochana>
Tak, tak. Tam pod tymi dwoma dooopskami jest moja poduszka...
Korzystając z urlopu częściej niż kiedykolwiek odwiedzam rodziców. No i Rudą Małpę kochaną - Ereska. Eres to piechu mojego brata. Przyjaciel wszystkiego i wszystkich. Kupa miłości na czterech łapach, zero agresji. Nawet meeeega strachliwego Jelona przekabacił na swoją stronę <lol> Zaraz po trzecim kocie i taki u mnie zamieszka
no i jak fajnie się u Ciebie zrobiło :-) :-) ja ciągle jestem pod wrażeniem umaszczenia Zuzy, bardzo mi się jej futerko podoba <zakochana> Ereska piękna! i cudnie wygląda w tej zimowej scenerii ja coś chyba przegapiłam, to kiedy ten trzeci kot z Wami zamieszka? <mrgreen>
Eres cudo <zakochana>Koteczki jak zawsze boski duet <zakochana> <zakochana> Ktoś tu wyraźnie coś ukrywa... To kiedy trzeci kot? Wspominałaś, że odwiedzasz brata z kotami. Jak znoszą drogę i zmianę miejsca?
Trzeci kot będzie jak się urodzi. No ale najpierw musi zostać poczęty <lol> Czyli podsumowując czekamy na Qudłatą 2 lub innego kudłacza, który złapie za serducho :-)
Co do podróży z kotami - jedziemy samochodem 1,5-2 godz., całą drogę oba futra grzecznie siedzą w transporterach, zero miaukolenia czy jakiegokolwiek stresu związanego z podróżą. U rodziców i brata czują się jak u siebie. Mają tam swoją kuwetę, miski, kocyk. Pamiętają dobrze, gdzie te rzeczy są ustawione - nie jest tak, że przy każdej wizycie muszą "przyzwyczajać się" do nowego miejsca. Wiedzą, gdzie są, od razu rozpoznają psa, witają się z nim (Młoda zawsze na przywitanie wylizuje Eresowi nochal). A tych spotkań obawiałam się najbardziej. Tym bardziej, że rodzice mają również i kota :-) Ale zwierzyna dogaduje się rewelacyjnie, pomimo tego, że widują się mniej więcej raz na miesiąc :-) Gołym okiem widać, że obu moim futrom te wyjazdy sprawiają wiele radości - nie dość, że mają "dodatkowych" kumpli do zabawy to i powierzchnia duuuużo większa do biegania <lol> Dlatego zawsze zabieram je ze sobą.
Oczywiście nie od razu było tak kolorowo (zwłaszcza jeśli chodzi o Julka) - potrzebował on 3-4 takich wyjazdów, żeby się do nich przekonać. Ale teraz to głównie jego muszę gonić po domu rodziców, kiedy już czas na drogę powrotną do Poznania.