Creme pisze:Z naszej dyskusji wyciągnęłam takie wnioski:
Każda bliskość pomiędzy kotami może służyć do ustalania hierarchii i zacieśniania więzi, najgorszą sytuacją jest początkowy zupełny brak zainteresowania i próba wyobcowania przybysza. Taki scenariusz moim zdaniem wróży najgorzej.
I to jest największy "kamień milowy" - nie ma czegoś takiego, jak ustalona hierarchia w grupie kotów. To znaczy można się zgodzić na to słowo w sytuacji kociak-matka, bo kociak ZAWSZE podchodzi w "postawie uniżonej", i taką postawę drugi dorosły kot rozpoznaje bezbłędnie, i na ogół reaguje na nią pozytywnie. Zacieśnianie więzi jak najbardziej, są koty, którym nawet w dorosłym życiu pozostaje potrzeba dużej dawki czułości, podchodzą do drugiego w tej kocięcej postawie, podtykając uszka do wylizania - to piękne jest, o ile oczywiście ten drugi kot odpowie pozytywnie. Są natomiast rzeczy istotne dla danego kota, taki jego "teren prywatny", przy czym rzecz kluczowa dla jednego może być obojętna dla innego - wtedy nie mamy problemu. Problem pojawia się, gdy dwa koty za absolutnie niezbędne do istnienia uznają te same rzeczy - ponieważ kot jest gatunkiem, jest duże prawdopodobieństwo, że za rzeczy atrakcyjne uznają rzeczy podobne. (Na przykład wysokie półki, rozety są ukochane, parapet). Wtedy jest rywalizacja, ale nie należy nazywać tego hierarchią, bo hierarchia to sprawa ustalona - ja mam zawsze pierwszeństwo, w jedzeniu, w leżeniu, w spaniu, itp., ty spadaj, będziesz później. Tutaj jest inaczej, do rozety ma pierwszeństwo kot A, do miski kot B, do hamaka kot C, a parapet lub fotel, ku naszej rozpaczy, lubią wszystkie trzy. Oczywiście w takim wypadku na parapecie usiądzie kot najbardziej zdeterminowany, ale może też stać się tak, że nie usiądzie żaden. O pierwszeństwie do danej rzeczy mówimy w przypadku kotów tylko "tu i teraz", w odniesieniu do innego "dobra" ta kolejność może być zupełnie inna. Dla mnie największym wyzwaniem w swoim czasie było zburzenie wizerunku powielanego od lat 90tych z kotami ułożonymi na drapaku, i pokazaniu, że kolejność półek świadczy o ich pozycji w stadzie, najtrudniej mi było z zerwaniem pojęcia hierarchii, w ogóle nie stosuję słowa "stado" w odniesieniu do kotów. Nie było łatwo, bo trzeba było zburzyć ustalony porządek rzeczy, ale cieszę się, że już nie jestem samotna w swoich spostrzeżeniach, i że słyszę to samo z wielu znacznie świetniejszych ust. Jak się wszystko przełoży na pary, a nie na "stado", i odniesie do konkretnego "dobra", mnóstwo rzeczy staje się bardzo przejrzyste, i łatwiej zaradzić problemom zanim się w ogóle pojawią. Koty, które okreslane są jako "dominanci", ustawiający wszystkich i atakujący z byle powodu, to nie są żadne koty alfa, tylko zwyczjnie koty o ogromnym poziomie lęku, niskim progu pobudzenia, reagujące "na wszelki wypadek" - nie ma to żadnego związku ani z "budowaniem hierarchii", ani ustalaniem pozycji.
Creme pisze:Nie ma nic niepokojącego w leżeniu nawet przez chwilę razem, są to gesty świadczące o wielu emocjach - jestem ważniejsza, sprawdzam co robisz, mam cię pod kontrolą, czasami - kocham cię w mój koci sposób, akceptuję cię.
Wspólne leżenie razem rzadko służy odpoczynkowi (nawet karmiąca matka gdy chce się spokojnie zdrzemnąć wychodzi po za kotnik).
Oczywiście, że nie ma nic niepokojącego! Po prostu chciałam, żeby Molly zwróciła uwagę na charakter tego leżenia, czy jest to wypoczynek obok, czy właśnie takie ukryta rywalizacja o miejsce. To wszystko. Jeśli odpoczynek, nie robimy nic. Jeśli jest dyskretne wypychanie, nie czekamy, aż się zamieni w coś innego, albo oba koty porzucą rozetę, żeby już nie stresować się sobą, tylko dokupujemy drugą rozetę, stawiamy ją w fajnym miejscu, i po problemie. Że też mnie podkusiło <lol> Ale to dlatego, że mam słabość do Molly, pamiętam jej pierwsze kroki na forum, zresztą do tej pory nie przyzwyczaiłam się do jej nowego nicka...
Creme pisze:Takie tezy można przyłożyć tylko do konkretnej rasy, tutaj brytyjskiej i nie można ich uogólniać, ponieważ każdy kot jest odmienny i inne nawyki wyniósł z hodowli.
Te tezy tyczą się każdego kota, niezależnie od rasy. No może wyłączyć należałoby koty nagie, u nich może być jeszcze inna potrzeba ze względu na specyficzny metabolizm, ale "zwykłe" koty, nie zmienione tak radykalnie przez człowieka, wpisują się w ten obraz bez względu na rodowód, brak rodowodu, itp. Od strony rasy, doboru w hodowlach, różnić się będą właśnie sposobem reakcji i wywalczenia swojego dobra - bo nawet, jeśli koty "wygryzają" innego z ulubionego miejsca, jeśli robią to delikatnie, bez agresji czynnej, typu walące łapy, to jest właśnie ten temperament, o który nam chodzi. Co nie zmienia faktu, że jeśli coś takiego zauważymy, i da się temu zaradzić, to lepiej poprawić im trochę umeblowanie <lol> I praca hodowcy, niezależnie od rasy, żeby ten "teren prywatny" był zawężony do właśnie jakiegoś ulubionego miejsca, a nie rozciągał się w promieniu 5 metrów od poszczególnego kota, bo nasze mieszkania nie są gumowe
Molly pisze:Młode jak śpią to plecami do siebie, zupełnie osobno. Myślałam, że to źle , ale jak się okazuje - niekoniecznie:) (...)
Co do wyganiania z miejscówki - Effy ma swoje "stare " miejsca i tam jej Tori nie włazi nigdy, Tori zajęła i rządzi rozetą, a Effy jest tam raczej gościem. U Effy zauważyłam, że śpi długo i zupełnie wyluzowana w rynnie. (...)
Obecnie zauważam, że Effy jest wobec charakteru przebojowego Tori zupełnie niezaradna. Tori niewiele robi, a jednak nie raz i nie dwa odniosłam wrażenie, że Effy jej ustępuje pokornie. Oczywiście zdaję sobie sprawę , że rezydentka wciąż oswaja się z sytuacją, widzę, że jej czasem trudno, ale też i widzę, że nie lubi być izolowana od Tori.
Mode śpią bardzo fajnie

Skoro Effy ma rynnę, bardzo możliwe, że tak się właśnie koty podzielą miejscówkami, i w ogóle nie będzie o czym mówić. Są dwie fajne miejscówki, i zapewne koty będą się na nich wymieniać - bo znów wcale nie jest powiedziane, że za miesiąc Tori nie uzna, że może rynna jest lepsza, i się do do niej wprowadzi, a wtedy Effy równie ochoczo wróci do rozety <lol> Zachowanie Effy jest bardzo dobre, jest spokojna, wyważona, akceptuje, że Tori to dziecko. A Tori, jak to dziecko, doskonale sobie radzi, bo dzieci zawsze mają kredyt <lol>