Mhm...
Miało być w odcinkach
W tej części Leniuch.
To kot który żyje we własnym świecie. minęło już 1,5 roku odkąd wylądował u nas na zsyłce i od tamtego czasu oswoił się bardzo, mimo tego nadal nie jest to kot którego można nazwać domowym. Nadal bardzo często budzi się zlękniony gotowy do ataku prychając na niewidzialnego stręczyciela, nadal przesiaduje godzinami wgapiając się w bezruch w zalegającą za oknem "nicość".
Przesypia praktycznie całe dnie wstając tylko na posiłki. Aktywny jest praktycznie tylko późnymi wieczorami, kiedy to wali swoją osieroconą łapą w drzwi balkonowe piskliwie błagając o wypuszczenie na jedyną dostępną mu przestrzeń poza "więziennymi murami". Jest to bardzo dokuczliwe, szczególnie w zimie kiedy mróz i zalegający na "spacerniaku" śnieg uniemożliwiają mu wyjście.
Czasem myślimy, że ten kocur powinien żyć wolno, byłby wtedy wielokrotnie bardziej szczęśliwy, a utrata łapy i przez to skazanie na dożywotnie zamknięcie, to najgorsze co mogło go spotkać.
Od pozostałych kotów trzyma się raczej z daleka. Czasem, kiedy Froś "nałoży na niego łapę", odda z nawiązką Tośce. Wstawia się jednak zawsze kiedy którejkolwiek z pozostałych ośmiu łap dzieje się krzywda. Wtedy podejmuje desperackie ataki ratunkowe gryząc oprawcę (Krzyśka lub Anię).
Co rano rusza też całe towarzystwo do podniesienia żebraczego krzyku o strawę, najgorsze, że harmider zaczyna się często grubo przed 6 rano...
...zresztą przed kocią kolacją też nie mamy lekko.
Lenko ze względu na wcześniej wspomniane problemy z układem moczowym pozostaje na diecie HD. Obecnie czuje się raczej dobrze. Po wnikliwych analizach doszliśmy do wniosku, że chorobę wywołał stres związany z tymczasami, które przez chwilę zacumowały w naszym mieszkanku.
Tak więc Leoś pozbawił nas na zawsze przyjemności obcowania z "obcym kocim materiałem"
...cóż - wszystko dla Rudasa...