Moja historia, jak zostałam kocią mamą jest bardzo nietypowa. Od zawsze, jak mantrę powtarzałam: "nie lubię kotów" i w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że zostanę właścicielką jednego.
Sympatii do kotów może mi było brak, ale nie miękkiego serca. Koleżanka zaadoptowała,bądź zakupiła "jakiegoś kota" i niestety obowiązki i oczekiwania pluszaka ją przerosły. Nie przyszło jej do głowy zmieniać żwirek, sprzątać kuwetę codziennie, pamiętać o kupnie jedzenia i wizytach u weterynarza ( za granicą szczególnie kosztownych).
Ja widząc malca pierwszy raz, nie miałam jedyny prawdopodobnie raz odruchu : odejdź mi stąd!, nie podchodź do mnie!. Maluch był tak miły, pluszowy i nie narzucający się, że aż sama zaczęłam zabiegać o jego sympatię. Po skończonej wizycie zupełnie o nim zapomniałam, aż usłyszałam, że koleżanka chce się pozbyć " niemalże 6 miesięcznego problemu". Po szybkiej konsultacji z partnerem, zabezpieczeniem domu (czyt. schowanie kabli, zabezpieczenie okien i przejście się po domu spoglądając oczami kota) i organizacją mu miejsca do życia przetransportowaliśmy biedaka do nas. Był tak przestraszony, ze nie wychodził z transportera do późnej nocy, kiedy to wyszedł skubnąć trochę karmy, napić się i do kuwety. Kolejne dni minęły mu za sofą i w szafce w łazience. Po tyg. przestał uciekać na nasz widok, po 2 mogliśmy go spokojnie dotknąć i przejść obok niego. Jest z nami miesiąc i po cichu pewnie nas nienawidzi za to,ze ciągle fundujemy mu stres. Mam na myśl jego kastrację, szczepienia i ogólną wizytę u weterynarza. Przybrał na wadze, reaguje na imię, chodzi za mną, jak pies kiedy wracam z pracy, włączając w to nawet prysznic. Zdarza mu się czasem prosić o pieszczoty (co w jego wydaniu jest pozwoleniem,aby posmyrać o 5 razy za uchem i pod brodą). Nie lubi, aby mu się w żaden sposób narzucać, chociaż nigdy mu się nie zdarzyło ani syknąć, ani nas podrapać czy tez ugryźć oprócz zabawy. U weterynarza również jest wzorowym pacjentem.
I stąd też nasuwa mi się pewne pytanie. Pani weterynarz zasugerowała, po ogólnym wyglądzie i cechach charakteru, że może być to kawaler w typie brytyjskiego krótkowłosego i może Wy mi będziecie w stanie pomóc odpowiedzieć na to pytanie. Dzięki temu mogę się spodziewać, jak będzie wyglądał w przyszłości. Na zdjęciach Maniu ma 6 miesięcy.
Dodatkowo proszę o rady, jak go skutecznie zachęcić do ruchliwej zabawy, ponieważ jego ulubioną aktywnością jest łapanie zabawek na leżąco
A poniżej kilka zdjęć:



