Effy i Tori :)

Zapraszam do prezentacji Waszych kotów, wszelakiej maści, rasy i pochodzenia :)
Awatar użytkownika
lenka29
Posty: 107
Rejestracja: 19 sty 2013, 21:12

Re: Effy i Tori :)

Post autor: lenka29 »

Jejuś, te Twoje misiaki są takie cudowne ! <zakochana> Powiem Ci szczerze, że jak zobaczyłam ten duet, to od razu moją pierwszą myślą było - ja też chcę drugiego kotka i to koniecznie czarnucha :) no te dwa razem są BOSKIE !!! :kotek: I nawet już zaczęłam suszyc głowę mojemu chłopakowi o dokoceniu <gwiżdże>
Awatar użytkownika
Izabela AD
Posty: 695
Rejestracja: 14 mar 2012, 08:37
Płeć: kobieta
Skąd: łódź

Re: Effy i Tori :)

Post autor: Izabela AD »

Trzymamy kciuki mocno aby noc kicia miała spokojną ... No I Wy również ... <mrgreen> <mrgreen> <mrgreen>
Awatar użytkownika
Dorszka
Administrator
Posty: 6057
Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
Płeć: Kobieta
Skąd: Wrocław
Kontakt:

Re: Effy i Tori :)

Post autor: Dorszka »

Molly, Creme ma rację, i naprawdę trzeba jej posłuchać. Nie ma potrzeby trzymać się weta, z którym nie można się porozumieć. Obie kotki, zgodnie z zaleceniem Uli, powinny być razem poddane zabiegowi, nie ma na co czekać. Też uważam, że Effy już dawno powinna być po zabiegu. Skoro sutki tak poważnie zareagowały na zmiany hormonalne, trzeba będzie ich już pilnować. To dlatego piszemy, żeby - jeśli już nie u nas - to przynajmniej nie czekać z zabiegiem do pierwszej rujki. Tylko zabieg PRZED zabezpiecza przed zmianami w gruczołach mlecznych.

Naprawdę, nie ma co się zastanawiać, co się"ugra" z wetem - przecież nie jest chyba jedynym w okolicy.
Awatar użytkownika
Molly
Posty: 2210
Rejestracja: 05 sie 2012, 00:02

Re: Effy i Tori :)

Post autor: Molly »

Siedzę i dyżuruję przy Effy, kazałam Tż-owi iść spać, bo dwie nieprzespane noce to już masakra. Dziś nie co spokojniej, tylko trzeba jej pilnować...

Co do weta... już wielokrotnie pisałam, u nas jest trzech - Ci dwaj pozostali też nie robią zabiegów przed rują, pomijam fakt, że dla mnie nie są godni zaufania wcale ( z jednym miałam kontakt - zresztą ogólnie ma bardzo złą sławę, a o drugim wyrobiłam sobie sama zdanie słuchając od znajomych jak wyglądały rożne sytuacje), w najbliższej miejscowości nie mam pojęcia jacy są weci, a przede wszystkim nie mam kogo nawet zapytać. Musiałabym jeździć od jednego do drugiego i pytać kto mi zrobi sterylizację, bo ja nie znalazłam w necie żadnej rzeczowej informacji o okolicznych wetach. Przez telefon nie ustalę czy dobrze trafiłam. No i dalej nie wiem, czy w mieście o podobnej wielkości trafię na lekarza, który się zgodzi.
Przy czym ja wyjeżdżam, a Tż zostaje sam, z pracą i nadgodzinami w niej oraz dwiema kotkami i wetami naszymi. Więc przez najbliższy miesiąc i tak niewiele zdziałam
W dalszych miejscowościach pewnie nie byłoby problemu - Kraków, Tarnów, tylko muszę mieć świadomość jeśli zdecyduję się na taką zmianę to co zrobię jak się kotu coś stanie i trzeba będzie natychmiast pomocy, wtedy Ci nasi będą ok??
Może źle rozumuję myśląc w ten sposób, ale dla mnie byłoby to zupełnie nie na miejscu.... wybór lekarza, dla ludzi czy dla zwierząt to na długo, więc jak zmiana to już całkiem i na zawsze.
Jedyne co mi chodzi po głowie to to, że mam umowę z Creme i mogę się podeprzeć dokumentem i zawartymi w nim zobowiązaniami. No sama nie wiem.
Ten wet , z którego pomocy korzystam tu w okolicy cieszy się naprawdę dobrą opinią, ma bardzo dobre podejście do zwierzaków, jedynym zgrzytem dla mnie jest właśnie podejście do sterylizacji ....
Naprawdę jakbym miała łatwiejszą sytuację z wyborem to bym się nie motała tak strasznie, po co by mi były nie przespane noce, a kotu takie męki. I tak jak mówię jak się zdecyduję na zmianę weta to będę musiała wiedzieć, że w razie czego trzeba zasuwać do innego miasta. W ferie przez ponad tydzień nie mieliśmy auta, bo zamarzło. na miejscu - zawsze ktoś podrzuci, pewnie i dałoby się pożyczyć samochód , ale nie mam prawa zakładać, że na 100%. Muszę liczyć przede wszystkim na siebie i swoje możliwości.
I zwyczajnie nie wiem jak ugryźć sprawę, żeby było dobrze nie tylko tu i teraz, ale i w przyszłości, dla nas i dla kotek.
Awatar użytkownika
Becia
Agilisowy Rezydent
Posty: 10640
Rejestracja: 22 lut 2012, 09:28
Płeć: kobieta
Skąd: opolskie

Re: Effy i Tori :)

Post autor: Becia »

Molly, bardzo dobrze Cię rozumiem :hug: Gdybym, odpukać, miała sytuację, że trzeba zmienić weta, moje dylematy byłyby dokładnie takie same :((((
Awatar użytkownika
SHEszunia
Posty: 1421
Rejestracja: 24 lip 2012, 11:19
Płeć: kobieta
Skąd: lubuskie

Re: Effy i Tori :)

Post autor: SHEszunia »

OJ biedne dziewczyny!! Biedny TŻ.. Bidulka Effy!! Trzymam kciuki za szybkie wyciszenie się. A decyzję na pewno podejmiesz dobrą dla siebie i kotek, mimo że teraz się wachasz.. Wiesz skąd wiem? Bo mocno kochasz te futerka i chcesz dla nich wszystkiego co najlepsze!! Ściskam! :kiss: :hug: :kotek: :kotek:
Awatar użytkownika
Sonia
Agilisowy Rezydent
Posty: 16876
Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
Płeć: K
Skąd: Orzesze

Re: Effy i Tori :)

Post autor: Sonia »

Molly współczuję tych nieprzespanych nocy. Mam nadzieję, że Effy się wyciszy jak najszybciej.
Co do sterylizacji, to ja bym powiedziała, że tak masz w umówie, że do pół roku masz zrobić sterylkę, albo bym po prostu nakłamała, że Buka już przeszła pierwszą i już. Przecież nie można chyba tego jakoś sprawdzić, czy była już pierwsza rujka czy nie.
Awatar użytkownika
Molly
Posty: 2210
Rejestracja: 05 sie 2012, 00:02

Re: Effy i Tori :)

Post autor: Molly »

dzięki Beatko, bardzo ważne jest dla mnie to co napisałaś. dziękuję też SHE, bo dziś akurat się czuję jak kiepska kociara. Zresztą wszystkie posty i porady traktuję bardzo poważnie... aa - dziś mam kryzys okropny. Mam wyrzuty sumienia i martwię się o moje dziewczynki. Dałam TŻ-owi artykuł naukowy w którym porównywano dwa stanowiska - sterylizacja przed i po pierwszej rujce, wzięto w nim pod uwagę wszystkie za i przeciw podparte badaniami. Przeczytał i powiedział, że spróbuje pogadać z wetem. Powiedział, żebyśmy we dwójkę pogadali, ale odnoszę wrażenie, że jeśli faceci we dwójkę pogadają to będzie inaczej , bo jak już pisałam ja chyba wychodzę na histeryczkę w oczach weta.
Strasznie źle sie czuję w całej tej sytuacji, bo dla mnie jest ona patowa.
Ale już nie będę marudzić, to watek dziewczynek, a nie mój.
Awatar użytkownika
SHEszunia
Posty: 1421
Rejestracja: 24 lip 2012, 11:19
Płeć: kobieta
Skąd: lubuskie

Re: Effy i Tori :)

Post autor: SHEszunia »

Wcale nie jesteś kiepska :D
Mamuśka kocia jesteś, to oczywiste, że się martwisz i myślisz... W pełni Cię rozumiem... I jestem pewna, że wszystko będzie dobrze! :hug: :hug:
Awatar użytkownika
Dorszka
Administrator
Posty: 6057
Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
Płeć: Kobieta
Skąd: Wrocław
Kontakt:

Re: Effy i Tori :)

Post autor: Dorszka »

Molly pisze:W dalszych miejscowościach pewnie nie byłoby problemu - Kraków, Tarnów, tylko muszę mieć świadomość jeśli zdecyduję się na taką zmianę to co zrobię jak się kotu coś stanie i trzeba będzie natychmiast pomocy, wtedy Ci nasi będą ok??
Może źle rozumuję myśląc w ten sposób, ale dla mnie byłoby to zupełnie nie na miejscu.... wybór lekarza, dla ludzi czy dla zwierząt to na długo, więc jak zmiana to już całkiem i na zawsze.
Molly, rozumiem, że sytuacja z wyborem jest trudna. Nie zgodzę się jednak z twierdzeniem, że
wybór lekarza, dla ludzi czy dla zwierząt to na długo, więc jak zmiana to już całkiem i na zawsze.
Ja mam trzech lekarzy, wszyscy są bardzo dobrzy, ale z różnymi sprawami jeżdżę do różnych, bo rozumiem, że nie ma specjalistów od wszystkiego. A gdy pojawił się nowy problem, z Jabbarem, poszukałam czwartego. Do jednego z moich lekarzy jeżdżę 30 km. Z tym samym kotem z inną sprawą jeżdżę do moje pani weterynarz, z którą współpracuje mi się doskonale, ale nie waham się pojechać do innego lekarza, gdy mam jakieś wątpliwości. Lekarz rodzinny też nie jest jedyny i na zawsze, przecież potrzebujemy specjalistów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie da sobie wyciąć wyrostka lekarzowi rodzinnemu. To naprawdę nie jest tak, że porada u innego lekarza to jest jakaś zdrada. Najważniejsze jest dobro kota a nie światopogląd czy umiejętności lekarza.

Wiem, jakie rozterki przechodzi każdy przy wyborze terminu kastracji. Przechodziłam je, jak każdy, i to bardzo długo. Na pewno jednak nie lekarz był czynnikiem, który by mnie powstrzymał. Jeden z mojej trójki jest przeciwny kastracji w terminie, w którym ja ją wykonuję (tzn. moja pani doktor :) ). Ale jest też przeciwny czekaniu do pierwszej rui, więc pewnie za kilka lat, kto wie.... Kastruję więc koty u kogoś innego. Co nie przeszkadza nam nadal współpracować, a mój lekarz ukradkiem obserwuje rozwój moich wcześnie kastrowanych kociąt, i niejako - inaczej trochę patrzy?

Wiem, jak trudno jest wybrać lekarza, sama zapłaciłam wysoką cenę za konowała, który, nota bene, złych opinii w necie nie ma (sam pisze?). Wiem też jednak, że strach jest złym doradcą, i jeśli się nie próbuje, nie ma szansy na znalezienie kogoś, kto będzie nam w pełni odpowiadał. I tak, jak napisałam, weterynarze też mają swoje specjalności, ktoś może być doskonałym "internistą", ale niekoniecznie dobrze czuć się w chirurgii czy ortopedii.

Obserwujcie Effy, nie wiem, czy nie byłoby jednak bezpieczniej dać jej hormonów na wyciszenie, i od razu zabieg - teraz zaczyna się sezon na marcowanie, oby nie okazało się, że po trzech dniach ciszy rozpocznie się kolejna rujka. No ale tutaj znów skazani jesteście na lekarza.
Zablokowany