Szybciutko tylko z niusami wpadam ..... wczorajsza noc była ostatnią z męczących, już w piątek po południu proporcje między okresami zawodzenia, a ciszy się zmieniły z korzyścią dla ciszy, ale nocy z piątku na sobotę był koszmar, więc myślałam, że pewnie taki dzień jeden miała spokojniejszy i teraz będzie falami, ale wczoraj kota już się nam zmieniała: spokojniejsza, więcej snu, momenty pobudzenia rzadkie i zdecydowanie mniej uciążliwe. Noc dzisiejsza zupełnie spokojna - jeśli coś było to bardzo cicho, bo żadne z nas się nie obudziło. A niedzielę Effy zaczęła od zabawy z małą - zabawą skończyła się bójką i ta mnie obudziła, a nie wycie, więc wstałam żeby je rozdzielić, potem wymiotły całe jedzonko, a Effy aż popiskiwała czekając na swoją porcję. Można ją normalnie głaskać, a obrzęk sutków niemal znikł, gdybym nie wiedziała, że był w ogóle, to bym się dziś nie zorientowała, że są powiększone, bo są prawie zupełnie normalne.
Wróciły wszystkie nawyki, które zanikły w trakcie rujki.... mogę zaryzykować stwierdzenie, że mija, lub prawie minęło.
reszta wieści już pod moją nieobecność będzie - ja zaraz wychodzę.
Dobrego dnia
