Do szelek nawet nie musiałam za mocno przekonywać. Najpierw dałam mu do obwąchania i zabawy, po czym wzięłam kota na kolana, szelki w dłoń i zaczęłam zapinać. Czekałam na atak histerii..., a tu nic. Kot zastygł. Założyłam szelki i za duże, okręcają się. Zdjęłam, poprawiłam wielkość i na nowo - kot zastygł. I tak jeszcze dwa razy <lol> . Pełni szczęścia nie było, ale jakoś wytrwał. Kolejna próba to smycz. Nie chodzi jak pies po szkoleniu, raczej po szkoleniu specjalistycznym czyli chodzenie tyłem, bokiem, chwilami do przodu jak zapomni, że nie umie w tym chodzić. Zdejmowanie to ten sam proces jak przy zakładaniu - bezruch. Dzisiaj planuję powtórkę. Zobaczymy, czy się nie zraził (bo już wie, co go czeka).
No i po zakładaniu i zdejmowaniu - nagroda (z Cosmy).
To lepiej niech oni się nie mylą w liczeniu głosów <wsciekly>
Mają szczęście, że się doliczyli :-)
Lolku jesteś piękny, to i musiałeś wygrać :-) Gratuluję :-)
Też powiedziałam: Wow <shock> , ale przecież jedzenie dostaje ciągle takie samo tzn. ilościowo. A może za dużo mu daję? Już sama nie wiem.
Suche ok. 60 gramów (RC Growth + Power of Nature - proporcje pół na pół) z czego zjada jakieś 2/3 przez cały dzień, ok. 40 - 50 gramów mokrego (Power, Moonlight, Animoda, Ziwi) - rano, wieczorem to samo. Kuweta z grubszymi sprawami odwiedzana rano i wieczorem.
Rośnie mały grizzly.