Timmy
- Rebellia
- Posty: 38
- Rejestracja: 27 mar 2011, 09:07
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Wrocław
- Kontakt:
Re: Timmy
Problem Timmiego jest taki, że mieszkanie, w którym był było mocno zadymione od papierosów. W zasadzie to jedyna rzecz, która zwróciła moją uwagę, bo poza tym do warunków nie mogę mieć zastrzeżeń. My nie palimy wcale i pewnie dlatego od razu tak bardzo czuję specyficzny "zapach" futerka. 8-) Jest tak mocny, że drapie w gardle
- chociaż to pewnie moje własne odczucia, bo zawsze bardzo mi ciężko się oddychało w zadymionych pomieszczeniach. Do wczoraj myślałam, że może to skutek przebywania w stadzie kotów, ale z tego co napisałyście, to nie ma nic do rzeczy.
- Sonia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 16876
- Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
- Płeć: K
- Skąd: Orzesze
Re: Timmy
Śliczny kotuś. U Was na pewno nabierze pewności siebie i odetchnie czystym powietrzem
Ja bym spróbowała mu nasypać do kuwety żwirek Golden Grey Mastery. On mocno pachnie pudrem. Ja przeszłam teraz na ten żwirek, bo już miałam dość rozwalających się kulek z CBE+.
Żwirek dość mocno pachnie i teraz moje miśki jak się do nich przytulam to pachną choćby poperfumowane <mrgreen> Może w ten sposób pozbylibyście się tego niefajnego zapachu jego futerka.
Tylko nie zmieniaj żwirku od razu na ten nowy, bo maluch może mieć problem i nasika Wam gdzieś indziej. Musisz mu dać dwie kuwety. Jedna z tym żwirkiem, którego używał w hodowli a druga z tym nowym. Może się przekona. A poza tym, to po jakimś czasie, jak Timmy będzie u Was to powinien samoistnie ten zapach zniknąć, bo nasiąknie Waszym domem.
Ja bym spróbowała mu nasypać do kuwety żwirek Golden Grey Mastery. On mocno pachnie pudrem. Ja przeszłam teraz na ten żwirek, bo już miałam dość rozwalających się kulek z CBE+.
Żwirek dość mocno pachnie i teraz moje miśki jak się do nich przytulam to pachną choćby poperfumowane <mrgreen> Może w ten sposób pozbylibyście się tego niefajnego zapachu jego futerka.
Tylko nie zmieniaj żwirku od razu na ten nowy, bo maluch może mieć problem i nasika Wam gdzieś indziej. Musisz mu dać dwie kuwety. Jedna z tym żwirkiem, którego używał w hodowli a druga z tym nowym. Może się przekona. A poza tym, to po jakimś czasie, jak Timmy będzie u Was to powinien samoistnie ten zapach zniknąć, bo nasiąknie Waszym domem.
- Rebellia
- Posty: 38
- Rejestracja: 27 mar 2011, 09:07
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Wrocław
- Kontakt:
Re: Timmy
Dziękuję bardzo 
Opowiem Wam trochę jeszcze historii Feli, bo przekłada się to na losy Timmiego.
Gdy adoptowałam Felę w 2006 roku, mieszkałam z moimi rodzicami. Niespełna 3 lata później urodził się Danielek i Fela spełniła cudowną rolę kociego terapeuty. Daniel miał zdiagnozowany wylew okołoporodowy, był pod opieką neurologa, musiał być do roku czasu rehabilitowany. To przy Feli - a raczej za nią - zaczął raczkować, wyciągać rączki. Dlatego też ten kotek był dla nas tak wyjątkowy. Cierpliwie pozwoliła mu na wiele. Najbardziej jednak zżyta była z moją mamą. Chodziła za nią jak pies, wystarczyło, że ją wołała, a ona biegła z drugiego końca domu. Gdy przeprowadzaliśmy się do Wrocławia, została z nią, bo do niej pałała największą miłością. (Mam fajne zdjęcia Feli i mamy, ale mama nie pozwoli mi wstawić <diabeł> )
W 2011 przygarnęliśmy Edka, psa który miał być pinczerem miniaturką, ale wylądował na wsi, bo urósł i nie nadawał się do sprzedaży przez pseudo. Jak się okazało Edek poważnie chorował, nim jeszcze my go wzięliśmy. Najprawdopodobniej, wg weta, to był skutek wchowu wsobnego. Bez sikania był w stanie wytrzymać do 1,5 godziny, mimo że ogólnie był okazem zdrowia. Każde wyjście na dłuższe zakupy kończyło się zamoczeniem mieszkania.
Skończyło się podniesionymi panelami w przedpokoju. 3 miesiące szukałam odpowiedniego domu z ogrodem, który pozwoli Edkowi na swobodne wyjście, kiedy zechce. Znalazłam. Edek dostał swój raj, bo ma drzwiczki jak dla kota i wychodzi, kiedy chce za potrzebą na dwór. Pani natomiast jest samotną osobą, więc rozpuściła jedynaka strasznie.
I tak u końca 2011 roku wszystkie zwierzęta były szczęśliwe... tylko my mniej bez zwierzaka. Powiedziałam sobie, że więcej żadnych stworzeń, zwłaszcza, że najpierw odkarmienie, a potem diagnostyka Edka u kilku wetów pochłonęły naprawdę spore pieniądze. <wsciekly> A de facto nic więcej nie mogliśmy zrobić.
I życie toczyło się spokojnie. Wyprowadziliśmy się z Wrocławia do ciasnego lecz własnego ;) i wtedy jak grom spadła wieść o chorobie mojej mamy. Rodzice sprzedali dom, zamieszkali w pobliżu nas, a Fela trafiła do nas. Bardzo szybko zaczęła chodzić za Danielkiem, spać w jego łóżku, domagać się kocich smakołyków. Oczywiście jak odwiedzała nas mama, to pierwsza gnała do drzwi i ją witała.
Jej sobotnie odejście było ogromną traumą dla wszystkich. Jeszcze chyba nigdy cała rodzina nie płakała tak za jednym kotem. To też jak dzisiaj wróciłam z pracy, zastałam paczkę podpisaną "dla nowego kota". A w paczce RC dla młodych brytyjczyków i różne inne rzeczy dla kota. To od moich rodziców, którzy już się zadeklarowali jako catsitter
Chociaż wczoraj ojciec się mnie pytał, czy nie mieliśmy bliżej hodowli w Suwałkach. 8-)
Opowiem Wam trochę jeszcze historii Feli, bo przekłada się to na losy Timmiego.
Gdy adoptowałam Felę w 2006 roku, mieszkałam z moimi rodzicami. Niespełna 3 lata później urodził się Danielek i Fela spełniła cudowną rolę kociego terapeuty. Daniel miał zdiagnozowany wylew okołoporodowy, był pod opieką neurologa, musiał być do roku czasu rehabilitowany. To przy Feli - a raczej za nią - zaczął raczkować, wyciągać rączki. Dlatego też ten kotek był dla nas tak wyjątkowy. Cierpliwie pozwoliła mu na wiele. Najbardziej jednak zżyta była z moją mamą. Chodziła za nią jak pies, wystarczyło, że ją wołała, a ona biegła z drugiego końca domu. Gdy przeprowadzaliśmy się do Wrocławia, została z nią, bo do niej pałała największą miłością. (Mam fajne zdjęcia Feli i mamy, ale mama nie pozwoli mi wstawić <diabeł> )
W 2011 przygarnęliśmy Edka, psa który miał być pinczerem miniaturką, ale wylądował na wsi, bo urósł i nie nadawał się do sprzedaży przez pseudo. Jak się okazało Edek poważnie chorował, nim jeszcze my go wzięliśmy. Najprawdopodobniej, wg weta, to był skutek wchowu wsobnego. Bez sikania był w stanie wytrzymać do 1,5 godziny, mimo że ogólnie był okazem zdrowia. Każde wyjście na dłuższe zakupy kończyło się zamoczeniem mieszkania.
I tak u końca 2011 roku wszystkie zwierzęta były szczęśliwe... tylko my mniej bez zwierzaka. Powiedziałam sobie, że więcej żadnych stworzeń, zwłaszcza, że najpierw odkarmienie, a potem diagnostyka Edka u kilku wetów pochłonęły naprawdę spore pieniądze. <wsciekly> A de facto nic więcej nie mogliśmy zrobić.
I życie toczyło się spokojnie. Wyprowadziliśmy się z Wrocławia do ciasnego lecz własnego ;) i wtedy jak grom spadła wieść o chorobie mojej mamy. Rodzice sprzedali dom, zamieszkali w pobliżu nas, a Fela trafiła do nas. Bardzo szybko zaczęła chodzić za Danielkiem, spać w jego łóżku, domagać się kocich smakołyków. Oczywiście jak odwiedzała nas mama, to pierwsza gnała do drzwi i ją witała.
Jej sobotnie odejście było ogromną traumą dla wszystkich. Jeszcze chyba nigdy cała rodzina nie płakała tak za jednym kotem. To też jak dzisiaj wróciłam z pracy, zastałam paczkę podpisaną "dla nowego kota". A w paczce RC dla młodych brytyjczyków i różne inne rzeczy dla kota. To od moich rodziców, którzy już się zadeklarowali jako catsitter
- Sonia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 16876
- Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
- Płeć: K
- Skąd: Orzesze
Re: Timmy
Wzruszające jest to jak piszesz o swoich zwierzaczkach :-)
Timmy na pewno nie zastąpi Feli, bo każdy kotek jest jedyny i wyjątkowy, ale jestem pewna, że w Waszych sercach znajdzie swój kawałek miejsca i za niedługo On też będzie dla Was wyjątkowy. Niech rośnie na Waszą pociechę zdrowo <ok>
Timmy na pewno nie zastąpi Feli, bo każdy kotek jest jedyny i wyjątkowy, ale jestem pewna, że w Waszych sercach znajdzie swój kawałek miejsca i za niedługo On też będzie dla Was wyjątkowy. Niech rośnie na Waszą pociechę zdrowo <ok>