Karmelisek wczoraj miał ciężkie popołudnie, noc i dzisiejszy poranek. U Tosi była koleżanka na nocowanie <mrgreen>
Robiły mega hałas i były dosłownie wszędzie.
Biedny kotek musiał schować się w miejscu niedostępnym dla małych dziewczynek ( pod łóżkiem, w szafie czy w łazience bezpiecznie nie było <diabeł> ) i wszedł na kuchenne meble pod sufit. Przesiedział tam cały wieczór.
Na szczęście wcześniej zdążył skorzystać z kuwety :-)
A teraz biedaczek nie może dojść do siebie. Leży biduś skulony na szafce i nawet jeść nie chce.
A ja jak zwykle panikuję

chyba idę się zdrzemnąć, może bardziej optymistycznie nastawiona do świata wstanę
