- raczej książkę sensacyjną...
- goście sobie poszli ( był piękny Cavalier ze swoją Pancią) ...Kori zaczyna mieć powodzenie.....z radości posikała się na podkład a Cavalier obsikał aniołka stojącego w dużym pokoju na podłodze, zeby zaznaczyć, że jest psem dla nowej suczki....jego Pancia płonęła ze wstydu, bo i ona i pies to znani terapeuci...no ale natura <zakochana> ...no i Korina się mu bardzo spodobała.... <mrgreen>
- kociarnia na widok Cioci przybiegła w komplecie na nizianki...tylko Tika nadal obrażona na cały świat polegiwała w swoim hamaczku...
- dzwoniła też Ciotka z Ameryki

( moja przyjaciółka z NY), ktora zapowiedziała się na dłuższą wizytę w sierpniu i zaznaczyła, że ona jako jedyna nie wybijała mi z głowy zakupu drugiego psa więc powinna być mamą chrzestną więc czekamy z "chrzcinami " do sierpnia.....( ciekawa jestem, czy jeżeli matka chrzestna jest obywatelstwa Stanów Zjednoczonych to Kori też dostanie zieloną Kartę??? <roll> )
- jednym słowem rewolucja trwa nadal....
c.d. dezorganizacji domowej...
- Kori ukradla kotom wszystkie myszki więc zakupiłam cały worek nowych...piłeczek także....
- na balkonie dołożyłam dywanik, bo to ulubione miejsce obserwacyjne...
- od poniedziałku Kori będzie chodziła ze mną i Sapem do pracy, ( bez wykonywania czegokolwiek) żeby się socjalizowała i z dzieciakami i z transportem miejskim....a ponieważ jeszcze sika więc odpadną jej narady u szefostwa, które Sapo ocenia jako bardzo nudne -

- czyli kotom powróci do kalendarza tych kilka godzin dziennie całkowitego spokoju, który się im słusznie należy..... :-)
- ja mam nadzieję - wpadnę w ten nowy rytm funkcjonowania i może w końcy będę się wysypiać, bo nie ukrywam, że wstawanie o godzinie 6.00 rano jest dla mnie SF.....
