Poziom lęku w ostatnich tygodniach wyeksploatował mnie. Chciałam napisać już jak Bibi wydobrzeje,ale potem pojawił się kolejny torbiel i tzw hot spot.Mago pisze:Moniko, i Ty nic nie pisałaś... jak Ci musiało być trudno.
W takich sytuacjach tak bardzo się boje o moje dziewczynki, że pisanie o tym mnie jeszcze bardziej nakręca. Nawet nie miałam siły rozmawiać z moja Mamą jak dzwoniła z pytaniem o Bibulka. Dla mnie najgorsze były wizyty u weta. Pierwsza, niespodziewana kiedy wyczułam guzka na szyi Bibi była w całodobowym Mulltiwecie (weekend majowy) Miała 39,8 temp, dostała kroplówkę i skierowanie na USG. Następnego dnia czekałam z nią w szpitalu dla zwierząt na badanie od 8-14. W końcu nas lekarz przyjął. Tak ponoć jest jak się jest po za umówiona wizytą. Bidula tak strasznie się trzęsła w tym okropnym miejscu. Później na zastrzyk z antybiotykiem jeździłam z nią do Myszkina - naszej "osiedlowej" kliniki. Tam jest chociaż cisza i przyjazna atmosfera. No ale po dwóch tygodniach kolejna rana. Dostała tym razem długodziałającą Convenię+Dexaven i już nie muszę jej nigdzie wozić. Dziura po martwicy na szyi zarosła a strup na ranie pleców jeszcze jest i oby jak najdłużej. :-) Fotki wysyłam co drugi dzień lekarce i wg niej jest ok.
Bibusia jest niezwykle wrażliwa i ten miesiąc bardzo ją uwstecznił w stabilizacji emocjonalnej.
W takich sytuacjach pozostałe kotki niestety nie wspierają rekonwalescentki. Zapach jaki wydziela dla nich Bibi powoduje wyraźnie okazywaną niechęć. Miny robią jakby im śmierdziała. A mnie jeszcze bardziej serce pęka. Taka samotna jest teraz Bibusia
No ale jest już naprawdę dobrze i tak zamierzamy trzymać :-)