W nocy z kotusia Lolusia wyszła bestia Lol <diabeł> NA moje nieszczęście jakaś malutka muszka (bezdźwięczna) uparła się fruwać nade mną. Pierrwszy mocny atak miałam na twarz. Nagle około 3 nad ranem wylądowało na mojej twarzy 5 kilo ofutrzonego demona. Wścieklizna w oczach i mina: Nie odpuszczę! Zostałam potraktowana jako trampolina do wybijania się. Moja twarz była pasem startowym (najchętniej wykorzystywana do hamowania). Dlaczego ta mucha nie fruwała nad Tż?! W ten nocny upał musiałam cała przykryć się kocem (z małym otworkiem na oczy i usta), aby podarować sobie peelingu mechanicznego twarzy, ewentualnie śladów walki z Yakuzą.
Jak opowiedziałam o tym w pracy to zapytano mnie, dlaczego nie zamknęłam sypialni.
Odpowiedź była jedna: Wychowuję kota beztresowo! <lol>