Kocurek mieszka daleko, jutro po niego jadę. W sumie muszę zrobić około 900 km, ale mam nadzieję, że się nie wykończę (tym bardziej że za kierownicą będzie siedział małż, a ja trochę).
Kocurek ma na imię Charlie i zastanawiam się jak będziemy na niego wołać w domu. Czarek i Czaruś odpada, bo tak ma na imię mój syn.
Oto pierwsze zdjęcie Charliego, na pewno będzie ich dużo dużo...
Imię jest piękne, tylko takie trudne do wymówienia. A do wymówienia kilkanaście albo kilkadziesiąt razy dziennie chcę znaleźć coś krótkiego i łatwego. Yoko i Viki to takie właśnie imiona. Trochę śmiesznie by brzmiało gdybym wołała swoje koty: Yoko, Vanilia i Charlie, prędko tu do mnie, mięsko podane! <lol>