Ale się uśmiałam z przygód pufkownika Lolka
Jak ja zazdroszczę takiego wyluzowanego podejścia do życia.
Już sobie wyobrażam, jak moje pierdoły poszłyby w odwiedziny do sąsiada, to by chyba zawału dostały.
A może ta przemiana to przez tego kła? A raczej jego braku <roll>
Chyba bym wolała poświęcić jednego kła, gdyby moje miśki miały być potem duszą towarzystwa <lol>
To oczywiście żarcik, nikomu ząbków nie będę wyrywała
Obawiam się, że mój to za bardzo jest do przodu z tą towarzyskością. Dzisiaj przyszedł pan z paczkami (pan obcy, paczki szeleszczą, echo po klatce schodowej się niesie), a gwiazdor pobiegł rączym kłusem do drzwi, powitał pana wdzięcząc się w pozach kocich, wyginał jak glista na kapuście i cichaczem w stronę wyjścia tup, tup, tup do sasiadki pod drzwi. Drzwi zamknięte, ogon opuszczony i z nosem przy podłodze wrócił. Ot, życie...
Eeee tam, wtedy o przygodach Lolka na dzikim Koszalinie dowiedzą się wszyscy, a tak jesteście wyjątkowe (bo jako jedyne wytrzymujecie mój bełkot koci , a za to należy się medal)