jasminka pisze:Lenko to już jego 3 wizyta w krótkim czasie jeśli uważnie czytam,życzę zdrówka koteczkowi
Fakt jest to już trzecia, ba nawet czwarta wizyta u weterynarza. Ale to nie jest tak jak Ci się wydaje, że z mojej nadgorliwości.
<arrowright> WIZYTA nr 1: Była to wizyta kontrolna, gdyż miałam taki zapis w umowie aby w ciągu trzech dni od daty kupna kotka odbyć wizytę u weterynarza w celu określenia stanu zdrowia (żeby później nie było żalu że hodowca sprzedał chorego kotka). Jednak weterynarz podważył wszystkie porady hodowcy, baaaa.... nawet je wyśmiał. To co dla hodowcy było białe dla niego było czarne

. Po wizycie miałam ogromny mętlik w głowie, nie wiedziałam kto ma racje. Stwierdziłam że nie zaszkodzi aby zasięgnąć porady innego specjalisty, aby mieć jasność kto mówi prawdę.
Pan obejrzał wizualnie kota i osłuchał i to było na tyle.
<arrowright> WIZYTA nr 2: Zmieniłam weterynarza, a w dodatku zauważyłam że Roger zaczął się więcej drapać. Oczywiście okazało się że moje obawy o drapanie były słuszne. Weterynarz stwierdziła że jest to łupież i podała lek Rogerkowi. Zaprosiła na kontrolę po 7 dniach. Po przeczytaniu paru informacji i postom dziewczyn, dowiedziałam się iż podała lek, który nie leczy łupieżu. Więc chyba słusznie zrobiłam że szukałam kolejnego kompetentnego weterynarza. Po co miałam wracać do kobiety, która nie ma własnego zdania ( na zadawane przeze mnie pytania odpowiadała: jedni mówią tak a drudzy tak, a swojego zdania nie wyraziła) i która wcale nie leczy mojego kotka.
Ta Pani obejrzała Rogera tak jak poprzednik i dodatkowo zmierzyła mu temperaturę.
Roger jak się wcześniej drapał tak się nadal drapał. Szkoda mi go było bo marudził pod noskiem jak się drapał. Na co miałam czekać?? Skoro Roger dostał jakieś placebo.
<arrowright> WIZYTA nr 3: Weterynarz potwierdził iż został zaaplikowany zły lek. Byłam bardzo zaskoczona, ponieważ pokazał mi nawet pod mikroskopem łupież Rogera. Wszystko wytłumaczył jak " chłop krowie na rowie". Na moje pytania odpowiadał spokojnie i wyczerpująco. Wizyta u tego Pana trwała najdłużej. Nie czułam na plecach oddechu kolejnych klientów.
Ten Pan weterynarz obejrzał jak poprzednicy i jako jedyny zajrzał Rogerkowi do pyszczka i uszek, pobrał nawet wymazy z uszu. Dał mi prywatny numer telefonu żeby dzwonić jak coś, słyszałam że jeśli nie może dojechać na wezwanie do domu pacjenta , sam załatwia zastępstwo. Naprawdę zrobił na mnie ogromne wrażenie.
Podsumowując, po wizycie u trzeciego weta cieszę się że nie korzystam z usług dwóch pierwszych wetów. Powiedzenie
do trzech razy sztuka w naszym przypadku się sprawdziło

. Znaleźliśmy wreszcie właściwego weterynarza :-) .