Pewne dręczycielki, stręczycielki dopadły mnie wystawowo i posądzając o ukrywanie kociastych i zaniedbanie kwestii kalendarza dorwały mnie za fraki i przyprowadziły do porządku <oops>
Miło było Was zobaczyć, wyściskać.
W niedługim czasie znajdę chwilę ( chyba potrzebuję dłuższą) i napiszę Wam, co się z nami działo. Najważniejsze, że jesteśmy w komplecie, dziewczynki są całe i zdrowe.
Obiecuję też, że wyjmę aparat i zrobię dokumentację fotograficzną
Fibusia jak zwykle, przyklejka straszna, mruczek, rozrabiaka się z niej zrobiła kochana.
Megi..przeszła niesamowitą przemianę, z outsidera stała się najlepszym przyjacielem, który potrzebuje i daje masę ciepła.