Wizyta opóźniła się i dopiero o 19 mąż dostał się do środka, tyle było dzisiaj ludzi <shock>
Przy ostatnim wpisie nie uściśliłam, że byliśmy u "awaryjnego" weta, bo nasza pani miała urlop.
Dzisiaj była pierwszy dzień i to co się tam działo w przychodni, to było istne szaleństwo.
Na szczęście udało jej się obejrzeć Pyzę. Postawiła inną diagnozę niż tamta wetka, a mianowicie:
objawy są prawdopodobnie na tle nerwowym. Za oknem remontują nam całe osiedle (ocieplają budnyki) o być może stresuje to Pyzę na tyle, że aż takie drastyczne efekty to daje
Zleciła nam, abyśmy zostawiali włączone radio/tv w momencie, gdy wychodzimy z domu, tak żeby chociaż trochę zagłuszały dźwięki z zewnątrz.
Martwię się, bo ten remont nie wygląda, aby miał się w ciągu miesiąca skończyć
Biedny ten mój Pyzolek
