Parysek był prany drugi raz, bo pierwszy w lipcu. Było to z wielką pompą, zjechał mój syn i jego sympatia, wszyscy do pomocy. I był rozlew krwi, bo tak mnie małpiszon podrapał, sukienkę mi roztargał, a syn musiał trzymać drzwiczki kabiny, żeby Parysek nie nawiał - i powiem- miał z tym problem.
Tola tez była prana, jak wpadła u pani Basi do kuwety z farbą.
Tak więc kociaste z doświadczeniami.
Natomiast mnie się wydaje, ze one ode mnie przyjmują wszystko. Natomiast przy ludziach to albo się popisują, albo pojawia się jakaś niepewność, o co w tym chodzi.
Jeśli chodzi o pranie kotów, to ja mam taką teorię na własny użytek. Kot jest zwierzęciem czystym, ale kąpiel mu się nieraz przyda , jak każdemu. Ja o nie dbam i nie ma tygodnia, żeby jakieś zabiegi pielęgnacyjne nie miały miejsca. Przychodzi jednak taki dzień, kiedy przestaję widzieć efekty tych zabiegów. No i wtedy pora na kąpiel. Poza tym Parysek się podsikuje, tzn. jak sika w kuwecie to często na siedząco. Potem wychodzi, tyłeczek mokry i raczej niepachnący. No więc trzeba czyścić.
I jest różnica w wyglądzie kota, w kolorze sierści.
I dlatego od czasu do czasu będę je prać.
