Orodruina
-
kadarki
- Hodowca
- Posty: 49
- Rejestracja: 16 paź 2009, 18:44
- Kontakt:
- Maru
- Posty: 110
- Rejestracja: 28 wrz 2010, 00:41
Czekoladka coraz bardziej się rozbestwia <mrgreen> . Żebra nieprzyzwoicie, gdy coś jemy (całkowicie bezwstydna), atakuje nasze stopy i w łóżku i kiedy siedzimy przy stole, niespodziewanie wskakuje na czarnulkę i poluje na jej ogon, gdy tylko ma ku temu okazję.
Taka mała, a taki łobuz
Biedna duża wrzodów się nabawi od tego stresu. Cały czas ucieka przed małą i syczy, gdy tylko ją zobaczy.
Taka mała, a taki łobuz
- Agnieszka7714
- Posty: 2450
- Rejestracja: 25 paź 2010, 09:42
- Płeć: kobieta
- Skąd: Wrocław
- Maru
- Posty: 110
- Rejestracja: 28 wrz 2010, 00:41
Wybaczcie brak opisów kociego towarzystwa. Powodem jest po prostu to, że doba ma tylko 24h. Naprawdę nie wiem, kto to wymyślił. Przydałoby się, żeby ktoś upoważniony dołożył jakieś 8h ekstra na czynności dodatkowe, a Słońce to niech by se tam krążyło jak se chce.
W stosunkach czarna-czekolada niewiele się zmieniło. Przyjaźni wciąż nie ma. Tolerancji za bardzo również nie. Duża dalej obrażona na gizianie nie przychodzi, na ręce brać się nie pozwala, przed małą ucieka. Przynajmniej zaczęła znowu jeść, więc chociaż to nie jest powodem do zmartwienia. Po prostu ma teraz fazę na paszteciki i na nic innego nie ma ochoty, a ja bezmyślnie kupiłam jej w tym miesiącu praktycznie same kawałeczki mięska. Moja wina, znowu zawaliłam. Nic dziwnego, że się na mnie boczy.
Małej apetyt jak najbardziej dopisuje. Wcina mokre, wcina suche, wieczorem do tego mięsko i tylko się wydłuża. Najwyraźniej właśnie wkracza w ten etap, gdy brytki robią się coooooraz dłuuuuuższe. Wczoraj uderzyło mnie jak ona strasznie urosła przez te dwa tygodnie pobytu u nas. Jutro planuję ważenie. Ciekawe, ile jej przybyło przez ostatni tydzień.
Czekoladka oczywiście rozrabia, jak zawsze. Wpakowała się w kaktusa – i to tak na serio, bo wlazła cała do doniczki z kaktusami (głupol jeden). Potem tylko oglądałam ja całą, czy nigdzie nic się nie powbijało. Nie wyglądało na to, by zauważyła, że to nowe „siedzisko” jest jakieś kłujące, bo nawet nie pisnęła. Poza tym ma niezdrową fascynację ogniem. W domu mamy kominek i kiedy go szykujemy do podpalenia, to cały czas chce do niego wleźć. Normalnie mam schizę, że jej nie zauważymy w środku i zrobimy pieczeń z kota. Zaś kiedy już płonie ogień, to siedzi i się w niego wpatruje i to w takiej odległości od kominka, że się boję, że się poparzy, bo nosem prawie szoruje po szybie od drzwiczek. Zmywarka również stanowi najwyraźniej miejsce „idealne”, bo chętnie do niej włazi (na szczęście nigdy nie trzymamy jej otwartej, bo naczynia ładujemy systematycznie po każdym użyciu każdy swoje). Za to już dwa razy udało mi się zamknąć ją w szafce, gdzie stoi kosz na śmieci. Tam chyba też jest fascynująco. Dopiero dziwne chrobotanie z szafki uzmysłowiło mi, że ona tam siedzi. Do naszego śniadania wymyśliła sobie „super” zabawę (super tylko dla niej) i nie daje zjeść w spokoju, bo chyba jej się wydaje, że nogi człowieka pod stołem, to to samo co pień naszej juki i też się na nie wspina znienacka. Wszyscy już mamy pełno małych czerwonych plamek na nogach od jej pazurków i nic nie pomaga krzyk i piszczenie, że boli. Uparcie chce się też zaprzyjaźnić z dużą. Biega za nią radośnie, gdy ta się tylko napatoczy. Próbuje ją „upolować” (trochę dużą „zwierzynę” sobie wybrała jak na swoje obecne możliwości). Duża do tego stopnia jest zirytowana jej zachowaniem, że niedawno doszło do łapoczynów (pierwsze łapoczyny w życiu dużej). Pusia siedziała sobie spokojnie na parapecie okna i obserwowała „swój teren” (czyt. ogród), czy jej tam czasem jakiś intruz po trawniku nie łazi. Wtedy Orodruina, która już odkryła, że na parapet bardzo łatwo się dostać wpinając po wysokim oparciu fotela, radośnie pognała zobaczyć, co takiego duża tam ogląda i dalej wpycha się na jej miejsce za drzewkiem szczęścia – z tego entuzjazmu aż wlazła do doniczki. Pusia pod naporem, zirytowana, że „intruz” przeszkadza jej w tak ważnej czynności jak doglądanie terenu, zamachnęła się i dała małej łapą po głowie. Walnęła bez pazurów i bardziej było to odepchnięcie niż uderzenie, ale łapoczyny to łapoczyny. Były i można uznać, że są zaliczone. Mała oczywiście nic a nic się nie przejęła i nawet nie zamierzała się ruszyć z wybranej doniczki. Jedyny postęp w ich stosunkach jest taki, że teraz swoje popołudniowe ciasteczko jedzą już obok siebie na podłodze, bo wcześniej była kombinacja duża na fotelu, a mała na podłodze przy fotelu. To mi przypomniało, że mała ostatnio nawet wygoniła dużą z jej fotela, gdy ta sobie drzemkę ucinała. Po prostu wskoczyła na Puśkę, która urażona uciekła i poszła spać do zielonej sypialni. Na to zadowolona Orcio ułożyła się wygodnie na wygrzanym przez Pusię miejscu i tak spała do mojego powrotu z pracy.
Poniżej trochę zdjęć z niedzieli. Oczywiście na dobre światło już się nie załapałam, więc jakość jaka jest taka jest, ale to zawsze coś
Tu z ulubioną kaczuchą, o której wam pisałam:
Czas na mięsko i moja piękna kompozycja na misce:
Orodruina i jej plac zabaw (wtopiła się w tło <mrgreen> ):

W stosunkach czarna-czekolada niewiele się zmieniło. Przyjaźni wciąż nie ma. Tolerancji za bardzo również nie. Duża dalej obrażona na gizianie nie przychodzi, na ręce brać się nie pozwala, przed małą ucieka. Przynajmniej zaczęła znowu jeść, więc chociaż to nie jest powodem do zmartwienia. Po prostu ma teraz fazę na paszteciki i na nic innego nie ma ochoty, a ja bezmyślnie kupiłam jej w tym miesiącu praktycznie same kawałeczki mięska. Moja wina, znowu zawaliłam. Nic dziwnego, że się na mnie boczy.
Małej apetyt jak najbardziej dopisuje. Wcina mokre, wcina suche, wieczorem do tego mięsko i tylko się wydłuża. Najwyraźniej właśnie wkracza w ten etap, gdy brytki robią się coooooraz dłuuuuuższe. Wczoraj uderzyło mnie jak ona strasznie urosła przez te dwa tygodnie pobytu u nas. Jutro planuję ważenie. Ciekawe, ile jej przybyło przez ostatni tydzień.
Czekoladka oczywiście rozrabia, jak zawsze. Wpakowała się w kaktusa – i to tak na serio, bo wlazła cała do doniczki z kaktusami (głupol jeden). Potem tylko oglądałam ja całą, czy nigdzie nic się nie powbijało. Nie wyglądało na to, by zauważyła, że to nowe „siedzisko” jest jakieś kłujące, bo nawet nie pisnęła. Poza tym ma niezdrową fascynację ogniem. W domu mamy kominek i kiedy go szykujemy do podpalenia, to cały czas chce do niego wleźć. Normalnie mam schizę, że jej nie zauważymy w środku i zrobimy pieczeń z kota. Zaś kiedy już płonie ogień, to siedzi i się w niego wpatruje i to w takiej odległości od kominka, że się boję, że się poparzy, bo nosem prawie szoruje po szybie od drzwiczek. Zmywarka również stanowi najwyraźniej miejsce „idealne”, bo chętnie do niej włazi (na szczęście nigdy nie trzymamy jej otwartej, bo naczynia ładujemy systematycznie po każdym użyciu każdy swoje). Za to już dwa razy udało mi się zamknąć ją w szafce, gdzie stoi kosz na śmieci. Tam chyba też jest fascynująco. Dopiero dziwne chrobotanie z szafki uzmysłowiło mi, że ona tam siedzi. Do naszego śniadania wymyśliła sobie „super” zabawę (super tylko dla niej) i nie daje zjeść w spokoju, bo chyba jej się wydaje, że nogi człowieka pod stołem, to to samo co pień naszej juki i też się na nie wspina znienacka. Wszyscy już mamy pełno małych czerwonych plamek na nogach od jej pazurków i nic nie pomaga krzyk i piszczenie, że boli. Uparcie chce się też zaprzyjaźnić z dużą. Biega za nią radośnie, gdy ta się tylko napatoczy. Próbuje ją „upolować” (trochę dużą „zwierzynę” sobie wybrała jak na swoje obecne możliwości). Duża do tego stopnia jest zirytowana jej zachowaniem, że niedawno doszło do łapoczynów (pierwsze łapoczyny w życiu dużej). Pusia siedziała sobie spokojnie na parapecie okna i obserwowała „swój teren” (czyt. ogród), czy jej tam czasem jakiś intruz po trawniku nie łazi. Wtedy Orodruina, która już odkryła, że na parapet bardzo łatwo się dostać wpinając po wysokim oparciu fotela, radośnie pognała zobaczyć, co takiego duża tam ogląda i dalej wpycha się na jej miejsce za drzewkiem szczęścia – z tego entuzjazmu aż wlazła do doniczki. Pusia pod naporem, zirytowana, że „intruz” przeszkadza jej w tak ważnej czynności jak doglądanie terenu, zamachnęła się i dała małej łapą po głowie. Walnęła bez pazurów i bardziej było to odepchnięcie niż uderzenie, ale łapoczyny to łapoczyny. Były i można uznać, że są zaliczone. Mała oczywiście nic a nic się nie przejęła i nawet nie zamierzała się ruszyć z wybranej doniczki. Jedyny postęp w ich stosunkach jest taki, że teraz swoje popołudniowe ciasteczko jedzą już obok siebie na podłodze, bo wcześniej była kombinacja duża na fotelu, a mała na podłodze przy fotelu. To mi przypomniało, że mała ostatnio nawet wygoniła dużą z jej fotela, gdy ta sobie drzemkę ucinała. Po prostu wskoczyła na Puśkę, która urażona uciekła i poszła spać do zielonej sypialni. Na to zadowolona Orcio ułożyła się wygodnie na wygrzanym przez Pusię miejscu i tak spała do mojego powrotu z pracy.
Poniżej trochę zdjęć z niedzieli. Oczywiście na dobre światło już się nie załapałam, więc jakość jaka jest taka jest, ale to zawsze coś
Tu z ulubioną kaczuchą, o której wam pisałam:
Czas na mięsko i moja piękna kompozycja na misce:
Orodruina i jej plac zabaw (wtopiła się w tło <mrgreen> ):

- mimbla
- Posty: 2179
- Rejestracja: 02 paź 2009, 14:17
- Kontakt:
Jej, teraz mam wyrzut, że ja tak pięknie kotom żarcia nie wykładam...
Może chociaż wzorki z chrupek im poukładam?
A za brak pasztetów to będziesz musiała winy odkupić <lol> Zostaw te puszki z kawałakami mięsa gdzieś na dnie szafki. Przydadzą się, jak zakupisz wiekszą ilosć pasztecików- zobaczysz, jak jej się szybko smak zmieni <lol>
Może chociaż wzorki z chrupek im poukładam?
A za brak pasztetów to będziesz musiała winy odkupić <lol> Zostaw te puszki z kawałakami mięsa gdzieś na dnie szafki. Przydadzą się, jak zakupisz wiekszą ilosć pasztecików- zobaczysz, jak jej się szybko smak zmieni <lol>
- Maru
- Posty: 110
- Rejestracja: 28 wrz 2010, 00:41
Większą ilość pasztecików to ja właśnie zamówiłam. Całe stosy pasztecików. Jak z nimi skończymy, to nie będzie mogła patrzeć na paszteciki :-P Dobrze, że kawałki mają długi termin ważności. Jeszcze będzie po nich miskę wylizywała <diabeł>
A z tymi kompozycjami karmowymi chyba będziesz musiała się bardziej postarać mimblo droga - wiadomo, że jedzenie nie tylko musi być smaczne, ale też ładnie podane :-P
Pierwszego dnia jak zaserwowałam Oro taką kompozycję, to chyba nie widziała co z tym zrobić, bo mięsko ominęła dużym łukiem. Dopiero po wielu godzinach skapnęła się co z nim zrobić <lol>
A z tymi kompozycjami karmowymi chyba będziesz musiała się bardziej postarać mimblo droga - wiadomo, że jedzenie nie tylko musi być smaczne, ale też ładnie podane :-P
Pierwszego dnia jak zaserwowałam Oro taką kompozycję, to chyba nie widziała co z tym zrobić, bo mięsko ominęła dużym łukiem. Dopiero po wielu godzinach skapnęła się co z nim zrobić <lol>