Miot G-Bis - Arabica i Fado

Zablokowany
Awatar użytkownika
mimbla
Posty: 2179
Rejestracja: 02 paź 2009, 14:17
Kontakt:

Post autor: mimbla »

Ja mam akcję denko- resztka żubrowki plus resztka soku Antonówka- dla zainspirowania kolorystycznego- a nuż widelec ten kremowy chłopczyk będzie <lol>
Awatar użytkownika
Anka
Agilisowy Rezydent
Posty: 1523
Rejestracja: 28 mar 2010, 20:41
Płeć: Kobieta
Skąd: Poznań

Post autor: Anka »

a ja se herbatke zrobię, albo zgrzesze coca colą <rotfl>
Awatar użytkownika
mimbla
Posty: 2179
Rejestracja: 02 paź 2009, 14:17
Kontakt:

Post autor: mimbla »

O nie, Dorszka znikła! [znikła, bo szybko znikła, jakby długo to trwało, to bym napisała, że zniknęła ], a ja tu wiszę i czekam i czekam. Mam nadzieję, że maluchy zdrowe i kolorowe, a Dorszce ręce jeszcze nie odpadły od ogarniania towarzystwa, i że coś napisze wreszcie...
Awatar użytkownika
Dorota
Agilisowy Rezydent
Posty: 1291
Rejestracja: 04 maja 2009, 20:47
Płeć: Kobieta
Skąd: Kamień Pomorski

Post autor: Dorota »

ja z tych nerwów to całą piwnicę wysprzątałam i okna wymyłam :-|
Awatar użytkownika
Ewmeta
Posty: 66
Rejestracja: 12 paź 2010, 09:03

Post autor: Ewmeta »

Dorszka, pewnie ręce ma pełne roboty :) ale mam nadzieję, że znajdzie chwilę żeby nam tu napisać dwa słowa co i jak z maluchami i mamą. Ja trzymam kciuki w dalszym ciągu.
Awatar użytkownika
CZANKRA
Hodowca
Posty: 208
Rejestracja: 19 lis 2009, 17:40
Kontakt:

Post autor: CZANKRA »

Trzymam nadal kciuki za kociaki , aby wszystko dobrze sie skonczylo <ok>
Awatar użytkownika
Dorszka
Administrator
Posty: 6057
Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
Płeć: Kobieta
Skąd: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Dorszka »

Nie mam słów, jak Wam dziękować za taką wytrwałość, i że tak o mnie myślicie, chociaż tak porzuceni. Naprawdę mi się zrobiło mokro pod okularami, jak te 5 stron czytałam :)

Darku, dziękuję, dla mnie to też chłopczyk - ale sami popatrzcie, jak trudno niekiedy płeć wyłapać, zdjęcie tej samej doopki, a na każdym nawet doświadczone oczy widzą co innego :) Myślałam, że dorobię jeszcze jakieś i wstawię, ale nie było zupełnie kiedy. Poza tym, doopka ze zdjęcia ma większy problem niż określenie płci, więc na razie rzeczy mniej ważne odłożyłam.

Mago, dziękuje Ci bardzo za wszystko - to tak cudowne, że mogę tylko kliknąć w odpowiednią rubryczkę, żeby zmienił się kolor Twojego nicka, i wiem, że tam jesteś DZIĘKUJĘ, bo przecież nawet Cię nie zapytałam, czy masz czas... <pokłon>

Pracy mam ogrom i wiem, że wszyscy martwicie się o konflikt - ale to, przeciwko czemu jesteśmy przygotowani, rzadko nas dopada. Przychodzi za to chyłkiem jakiś inny podstępny wróg. Mam bardzo dużo pracy, ale praca to składnik "techniczny", raz jest jej więcej, raz mniej - to mnie nie przeraża. Przerażają mnie jedynie rzeczy, wobec których jestem bezsilna.

Powiem nieskromnie, że jestem bardzo z siebie dumna, jeśli chodzi o poród - gdyby zdarzył się rok, dwa lata temu, skończyłby się cesarką. Zaczęło się wszystko bardzo poprawnie, dopiero ilość partych skurczów, po których nic się nie działo, dało mi znać, że coś jest nie tak. Arabica pięknie pracuje jako rodząca, nie obija się, nie rozprasza. Po dwóch godzinach pchania, ku mojemu przerażeniu z pochwy wydobyły się dwa pęcherze i tak utknęły. Dwa kociaki nie mają szansy przyjść na świat równocześnie. Masowanie brzucha, pomoc przy partych z nadzieją, że kociaki jakoś się jednak ułożą. Przy którymś partym ukazało się coś trzeciego, i tu już prawie wpadłam w panikę, to coś było dziwne, twarde, kolorem przypominało łożysko, ale już strukturą już nie. Przy okropnym wrzasku po jeszcze kilku skurczach "coś" wydostało się na zewnątrz - był to zasuszony obumarły już najwyraźniej jakiś czas temu płód, zmumifikowany jak pestka, twardy i niekurczliwy - wypchnięcie tego to była naprawdę ogromna praca dla mojej dziewczynki. Wypadło na szczęście razem ze zdegenerowanym, bardzo nieładnie wyglądającym łożyskiem.

To zmieniło trochę układ sił, i ku mojej radości jeden z pęcherzy zaczął się wycofywać. Nie będę Wam tu opisywać, na co się zdobyłam po raz pierwszy w życiu, w każdym razie moje manipulacje sprawiły, że Arabica zaczęła przeć jak szalona, ale pęcherz posuwał się bardzo wolno, i właściwie miałam już pewność, że to, co w nim jest, już nie żyje. Żyjący kociak rusza się, i przesuwa znacznie sprawniej, jak tylko jeden koniec wydostanie się na zewnątrz, kociak jakby zwija się w kółko, to znaczy próbuje, i to w połączeniu z parciem kotki sprawia, że dosłownie wypada po jednym - dwóch pchnięciach. Tutaj wszystko stało, mieliśmy to nieszczęście, że pierwsze kocię szło martwe, + pchający się kolejny kociak + ten obumarły. Mamy już z Bohdanem wprawę we wspomaganiu skurczy, i po prostu pomogliśmy Arabice wypchnąć tego kociaka.

Dalej, po tym odblokowaniu, już poszło - na świat przyszedł czarny chłopiec, i potem ten znany Wam ze zdjęcia doopki. Potem 2 godziny przerwy, i kolejny kociak, tym razem niebieska szylkretka. I chyba tutaj czaił się wróg.

Wody nie były jakoś bardzo zielone, ale nie były koloru takiego, jak zawsze. Poczułam też delikatną woń - normalnie wody są bezwonne, tutaj nie był to jakiś zapach bardzo intensywny, ale jednak było coś innego. Koteczka była nieżywa, to znaczy nie oddychała, ale po kilku masażach, zrobiła "rybkę" i wróciła do nas. Była bardzo zalana, ale żywotna, chwytała bulgocząc powietrze i wydawało się, że wszystko będzie dobrze.

Nastąpiła przerwa, wydawało się, że to koniec, dla mnie jednak coś tam jeszcze siedziało. Nie potrafię obmacać kociego brzucha tak, jak to robię lekarze, zawsze się boję, że coś pozgniatam, dal mnie jednak po prawej stronie jeszcze coś tkwiło. Nie czułam żadnych ruchów.

Minęło 6 godzin, po których ani nie wróciła akcja, ani kotka nie zachowywała się, jakby już był koniec - nie umyła się, nie zajmowała się za bardzo kociętami, była ogólnie nadęta i nerwowa, jak tylko kociaki, zaczynały piszczeć, Arabica warczała na nie. Jak wiecie, mam bardzo ograniczone zaufanie do wetów w kwestiach porodowych, i kto zna historię Fado, ten na pewno nie rozumie. Zapakowałam kotę i pojechałam do jedynego lekarza, co do którego byłam pewna, że będzie umiał ocenić jej stan - ilość odebranych porodów imponująca.

Na pierwszy rzut oka, na obmacanie, wyglądało na to, że nic tam jednak nie ma, ale że to człowiek-firma, zrobiliśmy jeszcze USG. A na ekranie - szkielecik! A w szkieleciku - błyskające słoneczko bijącego serca <serce>

Wapno, oksytocyna - jak napisałam, Arabica jest wspaniałą rodzącą, kociak był na zewnątrz po 10 minutach, niestety, też nie spodobały się lekarzowi wody. Nie były jakieś bardo złe, ale nie takie czyste, jak być powinny. Opisałam przebieg porodu, Arabica dostała antybiotyk, ja drugą dawkę do podania po dwóch dniach, i wróciliśmy do domu.

Arabica odmieniona - uspokoiła się, umyła siebie i dzieci, została ubrana w kubrak, i wszystko wydawało się iść ku dobremu. Ostatni kociak nie chciał ssać, ale nie zaniepokoiło mnie to tak bardzo, bo często jest tak, że kociaki nie mają tak od razu bardzo silnego odruchu, i trzeba niekiedy całej doby, żeby wygłodniałe przyssały się do czegokolwiek, z czego poleci mleko. Trochę mnie niepokoił, bo był taki ogólnie niemrawy, ale to też się zdarza.

Odszedł po 12 godzinach, gwałtownie i niespodziewanie, z brzusiem, który nagle zrobił się ogromny, żadnych płucnych objawów, wycieków, nic. Oczywiście sekcja - przypomniały mi się wody, i chociaż pozostała trójka ciamkała i rosła w oczach, zaniepokoiłam się. Lekarka stwierdziła, że na pewno było tu nadkażenie w jamie brzusznej, moje pytanie o resztę, czy nie zabezpieczyć ich też antybiotykiem, bo przecież wszystkie były w tym samym brzuchu - ale lekarka stwierdziła, że pozostałe są w doskonałej kondycji, i że był to pewnie odosobniony przypadek.

Po kilku godzinach, przy kolejnym karmieniu, czarny chłopczyk po postu przeleciał mi przez ręce. Największy wrzaskun, który rzucał się na butelkę z największą pasją, pomemlał smoczek i poszedł spać. Pozostałe zjadły bez problemu.

Spadek napięcia mięśniowego u takich kociąt jest bardzo poważnym objawem, zapakowałam więc całą ferajnę i znów do mojego Jedynego. Jeszcze zanim się spakowałam, czarnuszek już tylko leżał bezwładnie - szczerze mówiąc myślałam, że nie dojedziemy. Brzuszki całej trójki się nie do końca spodobały lekarzowi, czarnuszek był na ostatnich nogach, dostał komplet leków, i wyrok, że jeśli przeżyje najbliższe dwie godziny, to może się uda. Po dwóch godzinach wyglądał równie źle, ale żył. Za to bardzo nagle pogorszyło się szylkretce.

Szylkrecia odeszła dziś rano, postęp piorunujący. Zostało nas dwoje, czarny chłopczyk dzielnie walczy - chłopaki (nadal traktuję kremaczka jak chłopca) są bardzo dzielni, piją mleko samodzielnie, przez noc wagi skoczyły. Ale nie jest jeszcze dobrze, i to widzę sama, jeśli przetrwają noc, mają większe szanse, bo jutro kolejna dawka leków. Staram się być dobrej myśli, chociaż wiem, że może być różnie. I tak to największym problemem okazało się nie karmienie, konflikt, czy cokolwiek, do czego mogłam się przygotować.

Jeszcze kilka takich "technicznych" informacji, bo wiem, że na pewno jesteście ciekawi, a pewnie nie będziecie mieli odwagi zapytać :)

Kociak, który zablokował poród, był rudy.

Waga urodzeniowa czarnego chłopczyka: 109 gramów, po pierwszej dobie było 120, teraz oscylujemy wokół tej wartości, czasami podskoczy do 122, potem znów spada do 120. Ale wczoraj był spadek do 116, więc dzisiejsze status quo ciszy mnie bardzo, mimo, że nie ma przyrostów.

Kremaczek urodził się z wagą 101 gramów, jest ogromnym żarłokiem, po dobie dogonił czarnuszka, miał 121 gramów. On przybiera, w ostatnim ważeniu było 130 gramów, ale ja jestem przerażona, że może tam infekcja i coś się w tym brzuszku zbiera i tak waży, bo przecież to strasznie duży przyrost. On też wczoraj spadł do 116, chociaż był stale żywotny i wydawał się w dobrej kondycji.

Szylkrecia była śliczna, urodziła się z wagą 114 gramów, i też do załamania przybierała pięknie.

Ostatni chłopczyk był niebieskim bikolorem - białą miał jedynie brodę i kawałeczek krawata, więc właściwie nie bikolorem, a takim 09. Gdy się urodził ważył 104 gramy.

Wasze kciuki i dobre myśli są bardzo potrzebne - za te dwa maluszki, żeby wytrzymały i zwalczyły bakterię, która gdzieś tam się zadomowiła. Bardzo potrzebne Wasze ciepłe myśli i kochane serca.

O Gatcie napiszę później, bo muszę karmić - tam mamy 5 kociąt (!), właściwie martwię się o jedno - tam o "zwykłe" zalanie, bo kot był nieżywy i dopiero po usunięciu ogromnych ilości wody i śluzu i masażu, wrócił do nas. Oddech wydaje się w porządku, je, ale troszkę odstaje od reszty.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa :)
Awatar użytkownika
jasminka
Agilisowy Rezydent
Posty: 3011
Rejestracja: 28 sty 2010, 10:00
Płeć: kobieta
Skąd: Śląsk

Post autor: jasminka »

Kciuki trzymam mocno za zdrowie kociaczków i kociej mamy i za Was <serce>
Awatar użytkownika
mimbla
Posty: 2179
Rejestracja: 02 paź 2009, 14:17
Kontakt:

Post autor: mimbla »

Ojej, a myśmy tu myślały, że konflikt to może byc tu najpowazniejszy problem...
Kciuki za Dwóch Amigos, niech Czarnuszek walczy dzielnie dalej, wierzę, że będzie dobrze!

A Gatta to mnie zaskoczyła ilością! Czekam z udawaną cierpliwością na jakieś informacje o niej.

Dorszko, jak zwykle wielki szacun dla Twojej wiedzy i doświadczenia. <pokłon>
kinus
Hodowca
Posty: 1023
Rejestracja: 23 lis 2008, 20:31
Hodowla: Kabrirus*PL
Kontakt:

Post autor: kinus »

czyli Twoje obawy okazaly sie niestety prawdziwe
wspolczuje bardzo straty, dobrze, ze nie uwierzylas wetce
i mocno trzymam za dwa maluszki arabikowe i cala piatke gatusiowa
i wierze, ze sie uda :) w koncu kremaki jakos tak maja mocna wole przetrwania :) sciemniaja tez z plcia czasem
przytulam Dorotko mocno
Zablokowany