Dziekuje dziewczyny za kciukasy- od piątku miałam zatrucie pokarmowe i wczoraj się pogorszyło. Doszła gorączką od żołądka 38,5 ale już przeszło.... ufff :-) a teraz do sedna <mrgreen>
Maluszek był w porcie planowo, bez żadnych opóźnień- jak go zobaczyłam to tak się ucieszyłam, żywy był bardzo- wyglądał świetnie :-) Tak sie bałam tej podróży a zniósł ją rewelacyjnie. Załatwiliśmy dokumenty z przewożnikiem i do samochodu. Zamknęliśmy go w transporterku to płakał i chciał wyjść. Zatrzymaliśmy się na poboczu i mówię, że go wyjmiemy, bo przecież 2 dni nie chodził. Położyłam go pod nogami na miejcu pasażera. Cieszył się niesamowicie, przychodził pod reke i mruczał, zeby go głaskać. Co przestałam to od razu pod ręke do głaskania... i tak chyba z 5 min. Zrobilismy cos bardzo złego bo nie mielismy serca, żeby go schować do transposterka więc zostawilismy go pod nogami i w droge. (wiem, ze nie można ale zabezpieczyłam boki i trzymałam go za szelki bo miał na sobie). Po ok 20min głaskania położył się i tak przebiegała jego podróż koło moich nóg <serce> oczywiście był szczęśliwy i nie płakał :-)
W domku trafił do pokoju goscinnego na piętrze, gdzie ma obecnie swój azyl. Byli u nas znajomi, Gaspi był tak stęskniony bliskości człowieka, ze do każdego się prytulał i mruczał podnosząc ogon do góry, zero stresu. Nie wiem jak Kasia tego dokonała, ale WIELKIE DZIEKI za jego wychowanie i miziowatość

Wygłaskany i tytulony stwierdził, że chce zwiedzac dom. Energia go rozpierała- ogon non stop u góry- biegał i cieszył się zwiedzając całe pietro- a mamy przecież u gory 4 pokoje. Jak trafił na człowieka to włączył mruczka, otarł się o nogi i dalej w drogę. Tak to wyglądało :-)
troszkę zamazane, bo cięzko złapac go w ruchu :-)
Po kilku godzinach doszło zupełnie przypadkiem do spotkania z Eufi- on chciał podleciec do niej tak jakby chciał się bawić a ona- sykła na niego i uciekła, moja kochana

Od tamtej pory Eufulek cały czas spędza na parterze a Gaspi jest u góry- schody sa barierą nie do pokonania. Drzwi od pokoju małego sa dzisiaj od rana otwarte ale żaden z nich nie kwapi się, że pokonać tą trudną barierę- jaka są schody. Wieczorem moj TŻ bawił się z małym a ja miałam niunię na ręce, wzięłam ją tak do schodow na dole, jak go zobaczyła to sykła i odeszłysmy.... postawiłam ja na podłogę, odeszła kawałek i podgladała co się tam dzieje.... i tak mija nam czas...
Wczoraj po południu dostałam tą goraczkę wiec położyłam się z Gasperkiem w pokoju gościnnym- spał ze mna w łóżku od ok 16 aż dzisiaj do rana z przerwami na mizianie i zabawe.
Co chwile domaga się pieszczot- moja nowa "maskotka" <serce> Skakał po mnie w łóżku, jak przestałam drapać to było takie spojrzenie i główką szukał mojej ręki aby kontunuować mizianie <zakochana>
zwróćcie uwagę jak ugniatał na zmiane łapkami, raz jedna rozczapierzona raz druga <serce> robi tak non stop <zakochana>
Bym zapomniała- jak tylko przyjechaliśmy do domu, maluszek zwiedzał swój pokój, od razu trafił na sucha karmę i wodę i zaczął wcinać papu :-) jadł, napił się, zrobił siusiu a dzisiaj rano był nawet qpal po indyczym śniadanku
Teraz tylko czekam, aż mały przesiąknie zapachem domu i wkońcu dogada się z Eufulkiem

Poki co jestem zadowolona z reakcji niuni, bo tylko syczy i ucieka, powinno być dobrze :-)
DZIEKUJE ZA TRZYMACIE KCIUKÓW- TO POMAGA
ps mam wrażenie, jakby Gasperek był tu od zawsze. Cieszy sie na nasz widok, normalnie je i korzysta z toalety, nie płacze- tylko mruczy i chce się miziać. Jedyny stres to Eufi ale mam nadzieje, że na dnich jakoś sie dogadają <ok>