Lucek, Leoś i Jadwinia

Zapraszam do prezentacji Waszych kotów, wszelakiej maści, rasy i pochodzenia :)
Awatar użytkownika
Hann
Posty: 1634
Rejestracja: 11 paź 2011, 14:15
Płeć: K
Skąd: Warszawa

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: Hann »

A. I jeszcze coś mi się przypomniało. Pierwsze zwierzę znalazłam prawie 20 lat temu. Była to suczka doga niemieckiego. Wychudzona, z wyciągniętymi cycuchami. Poza tym że wielkością była dogiem niemieckim, to wyglądała jak bida z nędzą. Siedziała pod sklepem mięsnym i żebrała o jedzenie. Była bez obroży. Zaczęłam, jak to ja, bo zawsze wszystkim nieszczęściom muszę pomóc, rozmawiać z nią, i tłumaczyłam jej że ją wezmę do siebie i już nie będziu chuda i biedna. Ale się uparła i wcale nie chciała ze mną iść. Kupiłam kawałek kiełbasy, pani mi ją pokroiła, bo też jej było żal tego psa, i tak kawałek kiełbaski po kawałku doszłyśmy do mojego mieszkania. A mieszkanko miałam wtedy malutkie, takie mniej więcej wielkości doga ;-)) Ogłoszenia rozwieszone w okolicy nie przyniosły rezultatu, nikt się nie odezwał, a ponieważ ja jednak nie mogłam mieć doga ma 38m2, wystąpiłam w programie WOT, w Kurierze Warszawskim czy jak to się nazywało, pomagali znaleść zwierzakom ich właścicieli. "Wystąpiłam" tylko od pasa w dół, bo tyle kadru potrzebował siedzący koło mnie dog, ale co dziwne poznała mnie cała rodzina i znajomi więc mam chyba niemożebnie krzywe nogi <lol>

Ta metoda poskutkowała, właścicielka się znalazła. Chyba po 2 tygodniach. Nie zaproponowała mi zwrotu kasy wydanej na miski, obrożę i smycz. Dałam jej zresztą to wszystko bo mi było niepotrzebne, a sądząc po wyglądzie psa, zakładałam że jego akcesoria wyglądają nie lepiej :(((( A, i miałam drzwi podrapane aż do wysokości wizjera, bo w ciągu dnia wychodziłam przecież do pracy a pies starał się wydostać. Potem musiałam je wymienić.
A najgorsze jest to że pani wykazała się kompletną beztroską, okazało się że pies mieszka na moim osiedlu ale jakieś n uliczek dalej, na 11 piętrze "i proszę pani ona sobie sama drzwi otwiera i chodzi gdzie chce i ja już nie mam do niej siły i wraca ze szczeniakami" :(((( Masakra. Potem latami nie mogłam odżałować, że jej tę sunię oddałam :(((( Więcej jej nie widziałam, więc może pani zaczęła przynajmniej używać zamków w drzwiach.

I od zeszłego tygodnia myślę o tym co będzie jeśli zadzwoni do mnie właściciel tej małej kotki, równie "odpowiedzialny"... :((((
Awatar użytkownika
Hann
Posty: 1634
Rejestracja: 11 paź 2011, 14:15
Płeć: K
Skąd: Warszawa

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: Hann »

Przepraszam, że Was tak dzisiaj zadręczam przydługimi opowieściami z mojego życia, ale poczułam się trochę oskarżona tym "a nie pomyślałaś" to 1., a 2. bardzo mi się dzisiaj nie chce pracować, bo żyjąc od kilku dni w stresie "co będzie dalej", kiepsko śpię i czuję się wykończona. Jak macie trochę rozsądku, nie przygarniajcie nigdy nic ;-))
Awatar użytkownika
yamaha
Genius Loci
Posty: 23442
Rejestracja: 01 maja 2012, 14:02
Płeć: F
Skąd: France

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: yamaha »

Hann pisze:"Wystąpiłam" tylko od pasa w dół, bo tyle kadru potrzebował siedzący koło mnie dog, ale co dziwne poznała mnie cała rodzina i znajomi więc mam chyba niemożebnie krzywe nogi <lol>
:haha: :haha: :haha: <rotfl> <rotfl> <rotfl> :ok:
Mowilam Ci juz kiedys, ze Cie uwielbiam ? <lol>
Awatar użytkownika
yamaha
Genius Loci
Posty: 23442
Rejestracja: 01 maja 2012, 14:02
Płeć: F
Skąd: France

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: yamaha »

Eee tam, nikt pewnie nie zadzwoni. <ok>
Trzymaj juz sobie tego Czwartaszka (taki z Ciebie warszawski Robinson <roll> ;-)) ).
Tylko znasz przyslowie : Czwarty kot w dom, zdjecia na forum co tydzien SOM ? (oj tam, siem zaraz bendom czepiac te polonitystki wszystkie... rym mi byl potrzebny, a potrzeba matka wynalazku, nie ? <mrgreen> )
Awatar użytkownika
MoniQ
Agilisowy Rezydent
Posty: 10272
Rejestracja: 22 lut 2013, 14:24
Płeć: Kobieta
Skąd: Opole

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: MoniQ »

Lotta to chyba bardziej od Lotto, taka szczęściara z niej :) :kotek:
I tyle w temacie, ja wierzę, że jeszcze nie latasz po dzielnicy zgarniając wszystkie koty, jak leci.... Jeszcze masz na to czas :D :haha:

Jeśli zostanie, to będzie jej z Wami dobrze, i wzajemnie :) <serce>
Awatar użytkownika
Mago
Super Admin
Posty: 4597
Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa
Kontakt:

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: Mago »

Hann pisze:Rozumiem Mago, że Pani o której piszesz, wylewała łzy za swoim kotem, nie rozumiem wypuszczania zwierząt w mieście. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że to się zawsze skończy szczęśliwym powrotem.
Ja również nie rozumiem, nie zmienia to faktu, że wiele osób tak postępuje. To samo tyczy się nieosiatkowanych balkonów itd...
Hann pisze:Przepraszam, że Was tak dzisiaj zadręczam przydługimi opowieściami z mojego życia, ale poczułam się trochę oskarżona tym "a nie pomyślałaś" to 1., a 2. (...)
Wiesz, to było zwykłe pytanie...

Nie wiem, czy ja już za długo na forum jestem i zrobiła się ze mnie straszna jędza, czy ludzie na przestrzeni lat przeszli swojego rodzaju przemianę, zostali "sfejsbukowani", "olajkowani" czy co tam jeszcze, i nie są w stanie normalnie pogadać, trzeba każdego zapewniać, że tak, że zrobił fantastycznie i och i ach. Jakby człowiek nie znał swojej wartości, i tylko głaskanie było mu potrzebne. Może zresztą niepotrzebnie piszę to w wątku Hann, bo nie tylko Ty Haniu poczułaś się "trochę oskarżona" na przestrzeni ostatniego czasu... wiec cóż mogę zrobić, mogę robić to co robię ostatnio, czyli nic nie pisać. Mniej mnie na forum i chyba wszystkim z tym dobrze.
Bo przecież jak zapytam o kolejną kuwetę, osiatkowanie, zabezpieczenie okien, czy nie daj Boże, półki dla kotów, bo przy czwórce to już jest robota, to znowu wyjdę na potwora, który najwyraźniej musi popsuć wszystkim humor, bo przecież to takie cudowne uratować z ulicy kotka, w dodatku pięknego.
I nie, nie chcę umniejszać Twojego zaangażowania czy dobrego serca, bo jedno i drugie jest wielkie.
Tak więc przepraszam za "oskarżenia" i obiecuję skupić się jedynie na moderowaniu (gdybym mogla być w czymś pomocna).
Awatar użytkownika
Hann
Posty: 1634
Rejestracja: 11 paź 2011, 14:15
Płeć: K
Skąd: Warszawa

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: Hann »

No i wykrakałyśmy gadaniem o tych ogłoszeniach ;-)) Zadzwoniła pani, bardzo starsza pani, że kot jej zaginął taki właśnie przed niedzielą (no w sumie czwartek jest przed niedzielą...) i że szukali i już myślała żeby jakiegoś może pieska wnuczkowi, żeby nie płakał :(((( I czy mogłaby do mnie zadzwonić do mnie wieczorem, porozmawia z rodziną co zrobić, no i teraz nie ma gdzie zapisać adresu, bo idzie i właśnie zobaczyła ogłoszenie... I że tak, tak, wie że nie powinien tak sam chodzić...

No i znowu czekam. Czy przyjadą w ogóle? A jak się okaże, że wnuczek woli pieska? Oby jednak wolał kotka, bo to fajny kotek i zasługuje na fajnego chłopczyka.

Dziewczynkom powiedziałam, że za tym kotkiem tęskni chłopczyk i że pewnie dzisiaj do niego wróci. Zniosły to nadzwyczaj dobrze, Zuzia martwiła się o nasze koty, że je takie pełne energii maleństwo zepchnie na 2. plan, Gabi ucieszyła się, że kotek ma jakiegoś chłopczyka.
Awatar użytkownika
Luinloth
Agilisowy Rezydent
Posty: 5036
Rejestracja: 11 lut 2014, 20:09
Płeć: K
Skąd: Tychy

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: Luinloth »

Hann pisze:Dziewczynkom powiedziałam, że za tym kotkiem tęskni chłopczyk i że pewnie dzisiaj do niego wróci. Zniosły to nadzwyczaj dobrze, Zuzia martwiła się o nasze koty, że je takie pełne energii maleństwo zepchnie na 2. plan, Gabi ucieszyła się, że kotek ma jakiegoś chłopczyka.
Masz mądre córy :)
Awatar użytkownika
Becia
Agilisowy Rezydent
Posty: 10640
Rejestracja: 22 lut 2012, 09:28
Płeć: kobieta
Skąd: opolskie

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: Becia »

Hann pisze:No i wykrakałyśmy gadaniem o tych ogłoszeniach ;-)) Zadzwoniła pani, bardzo starsza pani, że kot jej zaginął taki właśnie przed niedzielą (no w sumie czwartek jest przed niedzielą...) i że szukali i już myślała żeby jakiegoś może pieska wnuczkowi, żeby nie płakał :(((( I czy mogłaby do mnie zadzwonić do mnie wieczorem, porozmawia z rodziną co zrobić, no i teraz nie ma gdzie zapisać adresu, bo idzie i właśnie zobaczyła ogłoszenie... I że tak, tak, wie że nie powinien tak sam chodzić...
Haniu, jeżeli okaże się, że zechcą odebrać od Ciebie kotkę, spróbuj przekonać ich, żeby jednak nie wypuszczali jej samotnie na spacery. Mam nadzieję, że to będą rozsądni ludzie i Twoje argumenty przekonają ich, by zadbać o jej bezpieczeństwo :((((
Awatar użytkownika
Hann
Posty: 1634
Rejestracja: 11 paź 2011, 14:15
Płeć: K
Skąd: Warszawa

Re: Lucek, Leoś i Jadwinia

Post autor: Hann »

Odwiozłam ją ;-( I ryczę ;-( Na drugi koniec własnej ulicy. Bieda aż piszczy. Warszawa kontrastów :(((( Nawet nie wiedziałam że za tym polem z krową jeszcze coś jest. Nawet nie wiedziałam, że to pole z krową tam jest. Starsza pani, prawie bez zębów, mieszka tam z mężem i wnuczkiem na stancji. Nawet nie wiedziałam że są tu stancje... Są z Lublina i przyjechali tu do pracy. Chciała wysłać męża dopiero jutro po kotka, tego bym nie wytrzymała, dodatkowej nocy przytulań, więc ją odwiozłam. Dałam jej szelki i smycz. I poprosiłam żeby wychodziła tylko na smyczy, mam nadzieję że będzie potrafiła ją zdjąć :(((( Dziadek odwoził wnuczka do szkoły, kotek był w samochodzie i wyskoczył, a dziadek nie dał rady go gonić, babci się nie przyznał "bo by się zdenerwowała" :(((( Chłopczyk może 10-letni, nie wyglądał ani na ucieszonego, ani na zasmuconego ;-( Babcia bardzo nam dziękowała, myśmy płakały, wsiadłyśmy do samochodu, a oni odeszli, chłopiec postawił małą na ziemi i zaczął ją ciągnąć na tej smyczy :(((( Zuzia aż załkała... Już wysiadałam, kiedy babcia schyliła się po kotka, potem niosła go już na rękach. Stałyśmy tam i patrzyłyśmy za nimi :((((

Nazywa się Kruszynka :((((
Zablokowany