Pakretka cierpi trochę na kaftanikowy zanik chęci do życia....ale za to....dziś oglądałam serial z kotem na kolankach
jeszcze 6 dni, zdjęcie szwów i wracamy do życia.
Jaki słodziaczek maleńki <zakochana> <zakochana> <zakochana>
Moja Pyza jak była w kubraczku to też znieruchomiała, nawet do miski z jedzeniem musiałam ją podstawiać, no i też była wtedy wiecznie na moich kolanach <zakochana> po zdjęciu kubraczka od razu jej się przypomniało, że przecież kolana są beeee i feee i od tamtej pory jej na nich nie ujrzałam <roll> <roll>
PyzowePany pisze:Jaki słodziaczek maleńki <zakochana> <zakochana> <zakochana>
Moja Pyza jak była w kubraczku to też znieruchomiała, nawet do miski z jedzeniem musiałam ją podstawiać, no i też była wtedy wiecznie na moich kolanach <zakochana> po zdjęciu kubraczka od razu jej się przypomniało, że przecież kolana są beeee i feee i od tamtej pory jej na nich nie ujrzałam <roll> <roll>
a u nas dziś pierwszy dzień magikowania. Paquerette o 2 nad ranem zjawiła się cała wesoła w łóżku naszym, bez kubraczka....kubraczek pare metrów dalej, wszystkie supełki na miejscu
magia ;) widać że dochodzi do siebie